Wuji Oolong. Plenerowe parzenie.

– To nie będzie dobry dzień – zawyrokowała Julia wyskakując z łóżka z marsem na czole i jednym okiem sklejonym jeszcze snem. – Nie wyspałam się.
A jednak po lekkim i szybkim śniadaniu zarzadziła zbiórkę utensyliów herbacianych i wyprawę do pobliskiego parku na parzenie herbaty.
Zrzędziała po drodze, że taki upał, że tyle hałasu dookoła, i że po co ci wszyscy ludzie się tak spieszą. Ona przez to wszystko się nie wyspała. -Absurd! – pozwoliłam sobie na negację jej nieszczęścia co wywołało jeszcze wiecej biadolenia, że nawet ja jej nie rozumiem. Taka ze mnie przyjaciółka…
Chłód i spokój parku podziałały na Julię kojąco. W ustronnym miejscu znalazłyśmy niewielki stolik i siedziska; z oddali słyszałyśmy echa wielkiego miasta. Tu czas spowalniał swój bieg…
Rozłożyłyśmy nasze herbaciane przyrządy. Julia odkręciła termos, opłukała czajniczek i czarki. Do czajniczka wsypała garść oolonga, którego ciemna barwa wskazywała na jego wyższą oksydację. Wyciagnęłam szyję, by lepiej przyjrzeć się jeszcze suchemu liściu.
– To Wuji Oolong – powiedziała Julia zalewając ciemne, zwinięte w kuleczki liście. – Pochodzi z północno- zachodniej części prowincji Fujian u stóp malowniczych gór Wu Yi.

20150806_11185720150806_112159

 

Przyglądałam się, jak Julia zaparza herbatę. Nie rozmawiałyśmy. Przez około 3 minuty robiła tzw. budzenie liścia. Cały napar wylała na drewniany stolik. Potem zrobiła kolejne parzenie. Nie liczyła czasu, ale chyba było to również około trzyminutowe parzenie. Napar nalała do czarek. Pamiętałam tę herbatę z ubiegłorocznych zbiorów – była zadziwiająco lekka, bardzo mineralna już od pierwszego parzenia. Teraz zaskoczyła mnie dominujacym drzewno-ziemistym posmakiem z lekkim, ale jakże cudownym kwiatowym akcentem w tle. Przywodziła na myśl leśne runo nagrzane słońcem z odrobiną parujacej wilgoci. Bardzo wyraźnie dało sie wyczuć ciepłe, słodowe akcenty. I kwiaty – barwne kwiaty…

20150806_113904
W drugim parzeniu ziemiste nuty usunęły się na dalszy plan; napar stał się bardziej słodowo-kwiatowy, bardziej delikatny, wysubtelniał. Zachwycił mnie kolor – niemal płynne złoto. I liść pięknie się rozwinął. Czujesz? – powiedziała w pewnej chwili Julia – czujesz tę enigmatyczną pikanterię z drzewną nutą? Tak, jak lekki podmuch wiatru pojawiały się jakby pieprzowe akcenty…niezwykłe doznanie…

20150806_11375520150806_113833

 

Powierzchnia wody w czajniczku wyglądała jak czysta rzeka, pod której taflą można dostrzec cudnej zieleni wodorosty. Liście mojego oolonga są jak te rzeczne wodorosty. Patrzę, jak słońce łaskocze wodę w moim malutkim czajniczku; jest w tym jakaś nieskrępowana radość, która oddala z serca wszelkie troski świata.
– Ta herbata przywodzi mi na myśl stary, bujny las tropikalny z parującą w słońcu wilgocią i aromatem egzotycznych kwiatów; jest w nim spokój i harmonia,choć jednocześnie jakaś dzikość i pierwotność – powiedziałam i trzecim łykiem opróżniłam czarkę.

20150806_113923
Spokój. Promienie słońca, lekki wiatr na rozgrzanej skórze, szum fontanny i piski rozbawionych, rozradowanych dzieci. Pan z laptopem przysiadł na ławeczce nieopodal. Ścieżką obok naszego stolika niespiesznie przeszła para staruszków z kijkami do nordic walking
– Popatrz na liście – mówi Julia. Popatrz na trawę a potem na konary drzew – jaka jest w nich niesamowita akceptacja. Nie mają planów, nie mają ambicji. Wystarczy im to, co jest…

20150806_11321220150806_114308
Julia robi kolejne parzenie. Straciłam już rachybę – które. Parzenie stało się jednym z elementów mojej cichej obecności wśród parkowej zieleni. Ale zaczynam czuć w naparze tę mineralność, jakby smak kamienia, które czułam w ubiegłorocznym Wuji Oolongu.
-Zobacz – słyszę po chwili – zobacz, już opadają zżółkłe liście…
Wiatr szybko porywa piankę z powierzchni herbaty, którą Julia właśnie zaparzyła w czajniczku.
– Przypomina mi się – mówię – scena z jednego z moich ulubionych filmów – „Pod słońcem Toskanii”, w którym główna bohaterka pomaga znajomemu napisać kartkę dla mamy; stara się opisać otaczajace piękno: siedzą na murku, zajadają winogrona i obserwują ludzi na targu w Cortonie, którzy po prostu cieszą się życiem, możliwością rozmowy z innymi ludźmi, niespieszną degustacja kawy w kawiarni pod parasolem w paski, drobnymi przyjemnościami. Bohaterka bierze do ust winogrona i czuje ich filetową słodycz rozpływajaca się na podniebieniu, czuje ich fioletowy smak; i tylko dzwony na kościelnej wieży przypominają o upływajacym czasie…
Tymczasem w naszej rzeczywistości dzwony kościelne oznajmiają, że właśnie nastało południe. Słońce puszy się jak paw. Niedaleko ktoś postanawia skosić trawnik i nagle cisza przestaje być błoga. Czas wracać.
– To chyba jednak nie będzie aż taki zły dzień – mówi Julia z uśmiechem.

20150806_113131

4 myśli na temat “Wuji Oolong. Plenerowe parzenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s