Pan Shibamoto i pani Aya czyli niecodzienne herbaty z Japonii…

Zasiadałam do tego wpisu z uśmiechem na ustach… Spotkanie z panem Shibamoto i panią Ayą, którzy przyjechali z Makinohary w prefekturze Shizuoka, na długo pozostanie w mojej pamięci, a wciąż jeszcze świeże, barwne wspomnienia z sobotniej degustacji herbat, przepełniają mnie radością i szczęściem. Wszystko to nie miałoby miejsca, gdyby nie zaangażowanie, konsekwentne działanie a przede wszystkim ogromna herbaciana pasja Roberta. To właśnie Sayama najpierw przywiózł do Polski kilka herbat od poznanego w Japonii Toshifume Shibamoto, a potem sprowadził do Polski samego plantatora wraz z uroczą panią Ayą – specjalistką od herbaty typu sencha; a następnie, podczas spotkania wcielając się w rolę tłumacza, przekazał nam wiedzę jaką pan Shibamoto chciał się z nami podzielić.
Znów mogliśmy w pięknym wnętrzu Restauracji i Galerii Koreańskiej Onggi napić się niecodziennych herbat i wzbogacić herbacianą wiedzę…

IMG_2161

Pierwszą herbatą była Kamairi-cha zbierana z części plantacji przeznaczonej na senchę.
Pierwsze parzenie – jak zdradził nam pan Shibamoto – zostało zrobione dość gorącą wodą przez 1 minutę. W smaku herbata daje się poznać jako dość łagodna, podprażana lekko, z wyraźnymi, trawiastymi akcentami… niektórzy mówili: takie sianko 😉
Drugie parzenie – już zrobione troszeczkę dłużej – w smaku dało herbatę zdecydowanie mocniejszą; napar oddaje mocniej zaakcentowane kwiatowe nuty, ale można również wyczuć dość wyraźną cierpkość.

20160123_162312   20160123_162327

Kolejną herbatą, którą degustujemy jest oolong oksydowany w 30 procentach, pochodzący z letnich, mających miejsce pod koniec czerwca, zbiorów. Pan Shibamoto zdradził nam, że zwykle tego oolonga zaparza dość gorącą wodą przez 3 minuty. Herbata miała ciemny, wyrazisty kolor. I pięknie pachniała kwiatami. Ja wyczułam orchidee, ale wielu osobom ten zapach kojarzył się jednoznacznie z bzem…zapach naprawdę był upajająco intensywny, ale smak… Bezwiednie robię okropny grymas gdy trafię na mocną, goryczkową herbatę; tym razem po łyku tego oolonga, bezwiednie na mojej twarzy pojawił się ów grymas…

20160123_163850   IMG_2040

Chwilę dyskutowaliśmy o tym smaku; zgłaszane były sugestie, że może tego oolonga dobrze byłoby zaparzyć krócej…Może nasze pragnienia spowodowane były przyzwyczajeniami?… Od kilku lat raczymy się nierzadko doskonałymi oolongami, które zachwycają nas właśnie łagodnością i kwiecistością. Zwykle jednak są to oolongi chińskie, tajwańskie, wietnamskie. Może oolong japoński jest po prostu specyficzny? Podczas dywagacji o smaku właśnie degustowanego oolonga, pan Shibamoto powiedział, że on jest przede wszystkim farmerem i przyjmuje pewien schemat parzenia herbat: dla kamairi-cha, którą piliśmy jako pierwszą jest to 1 minuta zaparzania, dla oolonga – 3 minuty. Nie eksperymentuje z metodami zaparzania swoich herbat, daleki jest od całej oprawy do degustowania herbat jakim są różnego rodzaju ceremonie herbaciane, ponieważ jego najbardziej interesuje uprawa i produkcja herbaty. Pomyślałam sobie: to jest Droga Herbaty pana Shibamoto… Fascynujące jest to, jak „zwykła” 😉 herbata potrafi niesamowicie ukierunkować jednostkowe życie, jak niezwykle potrafi zafascynować jednym swoim aspektem i uczynić z tego sztukę uprawianą z miłosnym zaangażowaniem przez jednego człowieka…

Przy okazji rozmowy o smaku oolonga znów pojawił się problem wody i tego, jak woda potrafi zmienić smak herbaty. Miękka woda pozwala wydobyć z herbaty więcej aromatów dzięki czemu nasze odczucia są bogatsze i bardziej intensywne. Twarda woda jakby przytłumia herbatę, zdominowuje ją. W Polsce pan Shibamoto miał problemy ze znalezieniem odpowiedniej wody do parzenia swoich herbat. W Japonii woda jest bardzo miękka, w Polsce bardzo twarda. Ta różnica ma znaczący wpływ na smak naparu. Standardem jest dla pana Shibamoto woda z Makinohary. Pan Shibamoto i Robert zdradzili nam, że podczas testów przed spotkaniem, dobre wyniki w parzeniu dała woda Eden z dystrybutora. Również całkiem nieźle sprawdza się woda mineralna Primavera z różową nakrętką. Pani Aya – towarzysząca p. Shibamoto, specjalistka od podprażanych herbat mówi, by nigdy nie przestawać testować kombinacji różnego rodzaju wody z tą samą herbatą. To może dać wielce zaskakujące efekty 🙂

IMG_2122   IMG_2065   IMG_2131   IMG_1990

Trzecią herbatą, jaką tego wieczoru degustowaliśmy była kamairi-cha, ale z innego miejsca plantacji, rosnąca – można powiedzieć: półdziko; nie doglądana z jakąś szczególna troską, nie nawożona odpowiednimi nawozami… Ta herbata przygotowana przez pana Shibamoto według proporcji: 3g na 100ml wody i parzona pomiędzy 30 a 60 sekund, urzeka mnie łagodnością i intryguje posmakiem, którego nie potrafię zidentyfikować…Łukasz mówi: coś pomiędzy bancha a hojicha…I to może być to, ale… ach, ta drażniąca nieumiejętność w złapaniu odpowiedniej nazwy dla smaku…

20160123_164916

Sencha przygotowana przez panią Ayę jest kolejną herbatą z plantacji pana Shibamoto. Jest w tej herbacie zaskakująca i zachwycająca słodycz z przyjemnymi algowymi posmakami, ale połączona z wyraźną cierpką nutą, której nie umiem jeszcze w herbacie ani polubić, ani docenić…

IMG_2035   IMG_2105   20160123_165943

Pan Shibamoto pokazuje sposób produkcji swojej herbaty, wplatając w to dygresję o herbacie sencha,  która jest herbatą bardzo popularną i stanowi główne źródło utrzymania dla herbacianych plantatorów…Popularną praktyką jest sprzedaż liści herbacianych do spółdzielni, gdzie tę herbatę się standaryzuje, ujednolica i eksportuje ;)… I właśnie tak otrzymujemy naszą, tak popularną, senchę 😉

Już po spotkaniu rozmawialiśmy z Łukaszem i Agnieszką o tym aspekcie dostępności herbaty. Głównie jednak utyskiwaliśmy, że smaki z innych krajów są jakoby dostosowywane do naszych czyli europejskich gustów, a przecież my – Europejczycy chcemy spróbować prawdziwych, niezmienionych smaków z krajów, z których dostajemy czy to jedzenie, czy to herbatę… Ponieważ jednak nas – utyskujących Europejczyków było tylko troje, przyjęliśmy z pokorą fakt, że nie zdołamy powstrzymać gustów i upodobań większości; że nie zdołamy przekonać producentów a bardziej dystrybutorów herbat, że potrzebujemy oryginalnych smaków… 😉

Zbiory w Makinoharze są bardzo intensywne. Na przełomie czerwca i maja prace trwają przez ok. 8 dni, 24h/ dobę a na przełomie września i października 20 dni; wówczas zbierana jest znana nam bancha. Ponieważ wokół plantacji herbacianych Makinohary jest ok 50 fabryk przetwarzających herbatę, całe powietrze przesiąknięte jest herbacianym zapachem… Wszystko pachnie herbatą! To musi być coś cudownego! 😉

Przed zimą, kiedy już nie ma zbiorów, a liście wegetują i nabierają sił przed wiosną, pan Shibamoto zbiera herbatę pozbawioną teiny. I taką właśnie herbatą – prawie zimową – pan Shibamoto uraczył nas już na koniec spotkania. Bezteinowa herbata została przez pana Shibamoto wysuszona na słońcu i podprawiona kardamonem oraz cynamonem. Wyjątkowość tej herbaty – poza orginalnym doprawieniem przyprawami korzennymi – tkwi także w jej niedostępności na szerszą skalę; to herbata została zrobiona wyłącznie na potrzeby domowe…

Pan Shibamoto zaczął zaparzanie tej przyprawowej herbaty przed rozpoczęciem spotkania. Dał mi wówczas do spróbowania napar po ok. dwuminutowym parzeniu. Była wyborna – łagodna w swojej pikanterii, bezgoryczkowa… Pod koniec spotkania zostaliśmy poczęstowani naparem ponad półtoragodzinnym, o pokojowej temperaturze… ciekawy smak, ale osobiście opowiedziałabym się za ciepłą wersją tej herbaty 😉

20160123_153435   IMG_2136

To było piękne spotkanie; pełne radości z możliwości poznania nowych twarzy herbaty, otwartości na świeżą wiedzę, uważności przy degustacji kolejnej i kolejnej czarki herbaty… Chyba Mistrz Lu Yu byłby z nas zadowolony… 😉

Autorem oznaczonych zdjęć jest Patryk Szmelter/ Fotoluwak

7 myśli na temat “Pan Shibamoto i pani Aya czyli niecodzienne herbaty z Japonii…

  1. Przeniosłem się jeszcze raz do soboty czytając Twój opis. To był fantastyczny czas, zupełnie można było zapomnieć o tym, co nas zajmuje po drugiej stronie drzwi do Oggi. Sam sobie nie zdawałem z początku sprawy, jak wiele wiedzy z tego spotkania wyniosłem, ona zaczyna kiełkować dopiero 😉

    Polubienie

    1. To chyba magia herbaty tak działa – odrywa nas od codziennych spraw 😉 Łukaszu, jeśli czegoś nie napisałam z wykładu pana Shibamoto – dopisuj śmiało! może coś, co zwróciło Twoją szczególną uwagę, co najbardziej zapamiętałeś? chętnie uzupełnię swoje wiadomości w tym, co mi umknęło 😉

      Polubienie

      1. I to że „nie zdołamy powstrzymać gustów i upodobań większości” jest w tym wszystkim najsmutniejsze… niestety… 😦
        A ten oolong o którym wspomniałaś, to widzę że miał dość ciemną postać. Listki wyglądały bardzo ciekawie.
        Ogólnie zastanawia mnie jeszcze fakt, jakie są te jaśniejsze wersje japońskich oolongów. Czy mają coś od swoich tajwańskich czy chińskich sióstr, czy jednak bliżej im do zielonej japońskiej herbaty. 🙂

        Polubienie

      2. Ach, to chyba znów niedoskonałość mojego aparatu w telefonie spowodowała, że liście oolonga wyszły tak ciemne 😦 ich kolor raczej był porównywalny do oolongów o niższej oksydacji, które znamy ze sklepów herbacianych… Ja również zastanawiam się nad takim podobieństwem; oolongi jako grupa herbat w ogóle mnie bardzo ciekawią i chciałabym poznać je bardziej szczegółowo, a już japońskie oolongi w szczególności 🙂 Potrzeba nam szkoleń!!!! 🙂

        Polubienie

    1. Własnie na tym spotkaniu „poznałam” buteleczkę Hario po raz pierwszy – bardzo ciekawy wynalazek:) podejrzewam, że niejedna herbata zaparzana w tym naczyniu będzie smakowała ciekawie…i na gorąco i na zimno 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s