Ramiz Black Tea – zbiory z czerwca 2015 roku…

Długo czekałam na ten wpis 😉 Herbata pana Ramiza wpadła w moje ręce latem ubiegłego roku, ale pod naporem dziwnych zbiegów okoliczności musiała poczekać i na degustację i na opis 😉 Ale teraz delektuję się tą gruzińska herbatą w pełni 🙂
W ogrodzie pana Ramiza zbiory herbat trwają od maja do września. Wojtek, dzięki któremu mogłam wejść w posiadanie tych herbat mówi, że najlepsze są te majowe, czerwcowe i sierpniowe. I takie też mi przysłał…

Ogród pana Ramiza znajduje się w gruzińskiej wiosce Chakvi w regionie Adżara. Byłam bardzo ciekawa kim jest pan Ramiz, ale dowiedziałam się jedynie, że jest sześćdziesięcioletnim panem, który od kilku lat zajmuje się uprawą herbaty tak naprawdę na swoje potrzeby. Pomyślałam o panu Ramizie z podziwem – że mając tyle lat wciąż chce mu się coś konstruktywnego robić; a dzięki temu, że mu się chce – my mamy fajną herbatę do picia 🙂

Herbata z czerwcowych zbiorów pana Ramiza została uformowana w formę placka, nie jest on jednak sprasowany zbyt mocno, dzięki czemu mogę go rozkruszyć palcami. Liście są duże i mięsiste, przetykane luźnymi łodyżkami a wszystko pachnie winnym, owocowym aromatem.

_MG_0266   _MG_0273   _MG_0288   _MG_0285

Parzenie robię wrzącą wodą i obserwuję jak w szklanym dzbanuszku kolor naparu nabiera intensywności. Ile czasu na to potrzeba – nie wiem; kieruję się moją niedoświadczoną jeszcze intuicją, ale z pewnością jest to dobrych kilka minut, i po chwili przelewam zaparzoną herbatę do czajniczka.

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na komplet ceramiki, której użyłam do przygotowania herbaty pana Ramiza 😉 To nasza rodzima, bolesławiecka produkcja, ale – moim skromnym zdaniem – niezwykle urzekająca. Gruzińska herbata smakuje wyśmienicie w takiej oprawie 🙂

_MG_0300   _MG_0307

Wącham mokre liście. Pachną…wiśniami 🙂 Nuta winna jest tutaj dość mocno wyczuwalna. W filiżance herbata pachnie cieplejszymi, słodowymi tonami, ale wciąż jest w niej uroczy winny akcent. Pierwszy łyk wywołuje uśmiech na mojej twarzy bo bardzo wyraźnie wyczuwam w tej herbacie wspomniane wiśnie. Przypomina mi to smak cherry tea, choć tu wyraźnie czuć garbnikowość – lekką, nieskomplikowaną i nienachalną. Wyczuwalny w zapachu naparu słód również i w smaku daje o sobie znać; i choć jest usadowiony na dalszym planie jego pozycja jest stała i ugruntowana… Urzekająca czarna herbata bez goryczy…

_MG_0311

Ta herbata wytrzymuje do … pięciu, sześciu parzeń! Bardzo, bardzo delikatnie traci na mocy i aromatyczności przy kolejnym z rzędu parzeniu. Jest jak dobry przyjaciel, do którego można nieustannie wracać, a on będzie tak samo wierny i tak samo oddany…

Gruzja nieodłącznie kojarzy się z winem, słońcem, długimi, wesołymi biesiadami, z pięknym śpiewem postawnych mężczyzn z chóru Rustavi, z pełnym pasji tańcem baletu Sukshishvili… Mnie bardzo przypadła do serca gruzińska idea wznoszenia toastów w formie opowieści z morałem…
Pamiętam, jak kiedyś na Sylwestra pojechałam z kumplem do jego znajomych mieszkających na głębokiej wsi w prawdziwej wiejskiej chacie zbudowanej chyba w pierwszym dziesięcioleciu ubiegłego wieku; chatynka była całkiem dobrze zaadaptowana na współczesne warunki, ale gospodarze zachowali nierówne, chropowate ściany i drewnianą podłogę z grubych i topornych kawałków drewna. Spotkaliśmy się w gronie bliskich przyjaciół, śpiewaliśmy (bo gospodarz-muzyk był w tym kierunku bardzo nastawiony) i tańczyliśmy tańce ludowe (do których z kolei gospodyni miała smykałkę). Wtedy również namiętnie wznosiłam toasty, bo przecież jest cała masa rzeczy, za które wypić warto, a nawet należy… W końcu gospodarz, chwycił kielicha w dłoń mówiąc, że Polska raczej nie jest krajem, gdzie chętnie wznosi się toasty na modłę gruzińską ale był kiedyś na imprezie, na której usłyszał toast, który bardzo mocno zapadł mu w pamięci:

W pewnej wiosce było dwóch przyjaciół, którzy znali się od dziecka, wiele razem przeszli, wielu przygód wspólnie doświadczyli, wspierali się i kochali jak bracia. Tak się złożyło, że obydwaj zakochali się w tej samej dziewczynie z wioski. Dziewczyna również nie mogła się zdecydować bo chłopaki przystojne a przy tym dobre i mężne były, więc rzekła do swoich adoratorów: „Zobaczcie, tam za wioską są dwa sąsiadujące ze sobą wzgórza. Niech każdy z was idzie na jedno z nich i rozpali ognisko. Czyje ognisko będzie się paliło najdłużej i nie zgaśnie – tego wezmę za męża.” Przed zmrokiem mężczyźni poszli na wzgórza i rozpalili ogniska. Gdy zapadła noc; każdy z nich – zmęczony – trochę się zdrzemnął. Nagle jeden z mężczyzn przebudził się i spostrzegł, że ognisko przyjaciela przygasa. Zerwał się więc na równe nogi i pognał na sąsiednie wzgórze, by rozniecić ogień. Udało mu się, ognisko przyjaciela buchnęło mocnym płomieniem. Wtedy mężczyzna spojrzał na wzgórze, z którego przybiegł i zauważył, że jego ognisko całkowicie zgasło…

Wypijmy za prawdziwą przyjaźń…

_MG_0347

cdn…

wszystkie zdjęcia są autorstwa Jowity Dykas/ Foto Jowi

Reklamy

7 thoughts on “Ramiz Black Tea – zbiory z czerwca 2015 roku…”

  1. Piękny ten zestaw z Bolesławca. Kiedyś zauważyłem, że przy odrobinie chęci można z ich produktów zebrać nawet zestaw do gong fu cha 😉 Wprawdzie szkliwiony i w ogóle, ale maja teraz takie malutkie czajniki…
    Wspaniale ubrałaś opis herbaty we wciągająca opowieść. Fascynujące, jak herbata przejmuje atmosferę danego regionu, bo można już z powodzeniem mówić o herbacie gruzińskiej, a nie tylko herbacie uprawianej w Gruzji, a jednak jej duch jest na tyle silny, że zawsze łączy się z tą szlachetniejszą stroną danej kultury.
    Tak, herbata od pana Ramiza, to dobra herbata, bez dwóch zdań.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pamiętam, jak rozmawialiśmy o tych możliwościach ceramiki bolesławieckiej 😉 Masz rację, że przy odrobinie dobrych chęci i fantazji można sobie z tej – przez niektórych uważanej za obciachową -ceramice skompletować całkiem zgrabny zestaw do ceremonii herbacianej 😉 Moje filiżanki kupiłam jako filiżanki do espresso, ale…herbata smakuje w nich bardzo dobrze 😉 i przyznam szczerze – jak tylko zobaczyłam ten komplet wiedziałam, że jest on najbardziej odpowiedni do herbaty pana Ramiza; bardzo pasował mi klimatem 😉 Łukaszu, mam nadzieję, że w Gruzji odrodzi się herbaciana kultura uprawy herbaty, chociaż…mam również nadzieję, że produkcja jej na masową skalę nie nadwątli jej jakości…;)

      Polubienie

  2. Genialny wpis, piękna historia… i z pewnością wspaniała herbata! Poza tym pięknie zapakowana, w gustowny pakunek 🙂 Nie wspomnę już o ceramice… jest po prostu: „ACH!”
    Ja właśnie przygotowuję wpis o herbacie Pana Ramiza, ale z sierpniowych zbiorów 🙂 Pijąc ją kolejny raz, nie zapomnę wznieść toastu za herbacianych Przyjaciół! Wasze zdrowie! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. 🙂 Łukaszu, zatem będziemy mieli okazję porównać swoje doznania! 🙂 bo ja również niebawem podzielę się swoimi wrażeniami o herbacie pana Ramiza z sierpniowych zbiorów 🙂 Toast również będzie za herbacianych przyjaciół, Łukaszu 🙂 Pozdrawiam Cie serdecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s