Japonki, puerki i inne takie czyli… Warszawski Kolektyw Herbaciany ;)

Od mojego ostatniego wpisu trochę wody w Wiśle upłynęło ;)… A w międzyczasie za dużo pracy, za dużo bieganiny, ekscytacji, szamotaniny, choć i całe mnóstwo niebywale pozytywnych zdarzeń, osób, chwil i nastrojów :)… W poszukiwaniu równowagi zanurzam się w ciszę pustego domu. Czekam aż woda w czajniku uspokoi się i nabierze odpowiedniej temperatury, by wręcz z namaszczeniem zalać ostatnią,  niewielką porcję chumushi sencha z Shizouka, którą kilka tygodni temu z Japonii przysłał Robert. Zostało niewiele tej herbaty, ponieważ większość z niewielkiej, degustacyjnej wręcz porcji, była zaparzona podczas spotkania Warszawskiego Kolektywu Herbacianego w miniony czwartek… ale może po kolei…

20160425_121735

Jeszcze dwa miesiące temu do głowy nie przyszłaby mi myśl, że dane mi będzie degustować unikatowe herbaty japońskie; do głowy nie przyszłaby mi myśl, że wydarzy się tyle ekscytujących chwil a na mojej drodze herbaty pojawi się tyle niespodzianek i wyzwań…

A zaczęło się tak niewinnie…przy herbacie 😉 To, że niewinnie i że przy herbacie – nie mam co do tego żadnych wątpliwości… ale kiedy? W którym momencie i które konkretnie zdarzenie miało tę decydującą moc sprawczą? Nie wiem…Może impulsem był wyjazd Roberta i pozostawiona przez niego wielka papierowa torba pełna różnych dalekowschodnich herbat; torba z napisem: dla herbaciarzy. To zobowiązywało! Należało coś z zawartością torby zrobić, w sensie: wypić; i nie samemu ale w towarzystwie czyli kolektywnie. Tymczasem Łukasz zaczął wykazywać sporo determinacji nieustannie rzucając pytanie (czasami w eter, czasami bezpośrednio do mnie): kiedy zaczniemy spotykać się regularnie? Z równą determinacją i Agnieszka raz po raz wygłaszała kategorycznie brzmiące stwierdzenie: musimy się spotykać! Starania Roberta, by w Onggi stworzyć schronisko dla herbaciarzy, miejsce gdzie entuzjaści herbaty mogliby dzielić się nie tylko naparem herbacianym, ale także wymieniać wrażenia z degustacji i herbacianą wiedzą, nie można było zaprzepaścić…

Dość powiedzieć, że splot doprawdy trudno wytłumaczalnych zbiegów okoliczności doprowadził do spotkania sześciu różnych ale barwnych osób, których połączyła miłość do herbaty. W wyniku tego spotkania narodził się Warszawski Kolektyw Herbaciany, którego ideą są spotkania kultywujące herbacianą pasję wyrażoną poprzez wykłady i warsztaty oraz zwykłe rozmowy przy herbacie. Trzon Warszawskiego Kolektywu Herbacianego tworzą: Aneta – ceramiczka, wielbicielka intensywnych herbat z charakterem; Agnieszka – tłumaczka, autorka bloga mycupofgreentea; Patryk  – fotograf, barista z poważnym zacięciem herbacianym; Łukasz – koreanista i prowadzący bloga dado-moja droga herbaty; Piotrek – matematyk, którego nosi po Dalekim Wschodzie oraz ja – sprawczyni całego tego Kolektywnego zamieszania, która nie mogła pozwolić, by w Warszawie nic herbacianego się nie działo 🙂 I oczywiście Robert- nasz Przewodnik po ogromnym herbacianym kosmosie, który udostępnia nam ciekawe, często unikatowe herbaty 🙂

wkh

Kolektywna machina herbaciana ruszyła a my z wielką radością mogliśmy 9 i 10 kwietnia gościć w progach Onggi Macieja – autora bloga Kurs na herbatę, który pojawił się w Warszawie w drodze na pola herbaciane Sri Lanki. To było niesamowite spotkanie! 🙂 Jakże różne nastroje towarzyszyły nam przy wspólnym piciu herbaty! Było spokojnie i refleksyjnie, ale było też sprośnie i ironicznie. Od śmiechu bolały nas brzuchy i szczęki. I chyba wszyscy czuliśmy tę herbacianą magię, która sprawia, że ludzie, którzy widzą się po raz pierwszy w życiu czują, jakby znali się od wielu, wielu lat…Tak, herbata zbliża ludzi 🙂

20160409_223127

Po wyjeździe Maćka zaczęliśmy przygotowywać się do naszego pierwszego oficjalnego, kolektywnego spotkania herbacianego. W międzyczasie Robert przysłał japońskie herbaty, których próżno w Polsce szukać. Oolong i kamairi-cha z Miyazaki oraz dwie senche z Shizouka o różnym stopniu traktowania parą wodną – fukamushi sencha (głęboko traktowana parą wodną) oraz chumushi sencha (średnio obrabiana parą wodną).

Spotkanie odbyło się w miniony czwartek. Grono przybyłych było spore i zacne. Na początek Patryk ciekawie opowiedział o pu-erhach i zaparzył ich kilka z Chin, Birmy i Laosu. Wszystkie od TheTea. I po raz kolejny przekonaliśmy się, jak diametralnie różne mogą być napary z tej samej herbaty zaparzone z kilkunastosekundową różnicą.
Agnieszka podzieliła się z nami Guang Xi Liu Bao Three Cranes zakupioną w e-herbata. Okazało się, że Trzy Żurawie lubią sobie poleżeć w wodzie, by potem uraczyć intensywnym ale nieagresywnym naparem. Ja parzyłam herbaty przysłane przez Roberta.

13015131_1691564994450583_2147676856014699843_n  13006518_1691565104450572_8994874404745069080_n

Na spotkaniu Kolektywu sencha chumushi raczej nie zachwyciła – cierpka i mało przyjemna nie pokazała niczego urzekającego. Dlatego postanowiłam dać jej drugą szansę szczęśliwa, że jeszcze trochę na ową drugą szansę tej herbaty mi zostało.

I tak, pierwsze parzenie raczy mnie gloniasto- roślinną dominantą z…hmmm…przyczajoną goryczką… Nie ma w tej herbacie aksamitu ani puszystości; ta herbata jest „chłodna” w swojej delikatności, skrywająca temperamentny charakter właśnie we wspomnianej goryczce się przejawiający.

Kolor naparu jest za to piękny: złoto- żółty z zielonymi refleksami…

20160425_121938   20160425_122103

Drugie parzenie, pięciominutowe, tylko upewnia mnie w moim początkowym odbiorze tej herbaty – z każdym kolejnym parzeniem będzie coraz bardziej goryczkowa, goryczką ziołową, cierpkawą, dość charakterystyczną… Piję napar i widzę w tej nieskomplikowanej, ale zadziornej herbacie, że w tym właśnie parzeniu zdaje się kąsać pijącego, by od tych ukąszeń zapamiętał ją na dłużej…

A jednak zaskakująco złagodniała przy trzecim parzeniu. Nawet kolor naparu stracił złoto na rzecz delikatnej, świeżej zieleni. Myślę, że cechą charakterystyczną tej herbaty jest zadziorność, którą można złagodzić zalewając liście przestudzoną wodą (około 70, a nawet 60 stopni Celsjusza). Przy wyższej temperaturze wody ujawni się dość wyrazista goryczka – polecam ją amatorom takich akcentów 🙂

Po czwartym parzeniu mogę śmiało stwierdzić, że trzecie parzenie powinno być ostatnim 😉

20160425_122554

Gdy przy chumushi sencha wspominam te wszystkie opisane spotkania herbaciane czuję ogromną wdzięczność. Przede wszystkim dla Roberta, którego herbaciana pasja działa szalenie motywująco. Dla Agnieszki, Łukasza, Patryka, Anety i Piotrka, którzy stali się niebywale ubogacającą częścią mojej herbacianej drogi a stworzenie z nimi Warszawskiego Kolektywu Herbacianego jest dla mnie cudowną herbacianą niespodzianką… dla Asi, Kacpra, Hikari i Marty którzy jako herbaciani kompani towarzyszą mi zbyt rzadko, ale których obecność te wspólne spotkania czyni pięknymi i radosnymi…Dla Maćka, którego optymizm i niezłomność jest godna podziwu i naśladowania.  Dziękuję Wam wszystkim! 🙂

Autorem oznaczonych zdjęć jest Patryk Szmelter/ Fotoluwak