Strażnicy ognia, opiekunowie herbaty… czyli majowy wypał u Grzesia Ośródki :)

Dojmująco niewygodne jest uczucie, kiedy pragniesz usiąść w spokoju i opisać czas pełen dobrych doznań, emocji, rozmów, czas śmiechów i żartów, a tymczasem szara, prozaiczna rzeczywistość, w której niewiele jest pociągającego i barwnego, uniemożliwia realizację tego pragnienia skutecznie, z jakąś okrutna wręcz złośliwością… i tak dzień za dniem oddalam się od czasu spędzonego z Anią i Moniką u Grzesia, który w połowie maja zaprosił nas na wypał swojej herbacianej ceramiki.
Ale dziś odganiam już wszystkie inne „ważne” codzienne sprawy i ocalam od zapomnienia ten niezwykły czas, kiedy to na kilka centymetrów uchyliły się przede mną drzwi do innego, nieznanego i odległego mi dotąd zupełnie świata – świata ceramiki herbacianej. Zajrzałam tam zaciekawiona i… bardzo mi się tam spodobało 😉

Pierwszego dnia, od razu po przyjeździe, Grzesiu zabrał Monikę, Anię i mnie  do piwnicy, gdzie zobaczyliśmy półki pełne pojemników z różnymi proszkami, które po zmieszaniu z wodą stawały się szkliwem gotowym do pokrycia nim naczyń po pierwszym wypale czyli biskwitów. Zaglądając raz po raz do jakiegoś pojemnika i zadręczając Grzesia pytaniami: „a co to jest?”, poczułam, jak budzi się we mnie niespełniona dusza młodego chemika. Wszystkie te skalenie, dolomity, kaoliny i inne tlenki barwiące podsycały tylko pragnienie zrobienia eksperymentów i zobaczenia, jaki efekt owe chemiczne doświadczenia przyniosą. Tymczasem Grzesiu z pomocą wagi odmierzył w odpowiednich proporcjach kilka różnych proszków, dodał wodę i przy pomocy kuchennego blendera (sic!) wymieszał wszystko na jednolitą ciecz. Niby nic szczególnego, ale patrzyłam na to jak zaczarowana 🙂

IMG_5757   IMG_5766   IMG_5767   IMG_5775

Z tak przygotowanym materiałem poszliśmy do pracowni, gdzie Grzesiu pokazał nam gotowe do szkliwienia naczynia.  I wówczas padały terminy, które dla mnie brzmiały niczym magiczne zaklęcia: porcelana techniczna, masa kamionkowo-antracytowa, stożek pirometryczny, termopara. Powtarzałam je wielokrotnie, by potem, gdy już będziemy czarować przy piecu nie wyjść na totalnego żółtodzioba… Płonne moje nadzieje 😉

IMG_5857   IMG_5843   IMG_5839

No a potem Grzesiu dał nam chochlę do ręki i kazał szkliwić, co też z wielką ochotą uczyniłyśmy 🙂
Najpierw Monika zabrała się za kubek i czarkę:

IMG_5888   IMG_5901 posypywanie popiołem  IMG_5879   IMG_5881

Ania wybrała dla siebie cha hai…

IMG_5932   IMG_5939   IMG_5946

A mnie przypadł w udziale czajniczek:

IMG_5906   IMG_5910 …który trzeba było poszkliwić dwa razy, ponieważ szkliwo było za rzadkie…  IMG_5986… i posypać popiołem 🙂 IMG_5989   IMG_5994

No i udało mi się namówić Grzesia, by powierzył mi jeszcze czarkę do poszkliwienia białym szkliwem:

IMG_5961   IMG_5972   IMG_5976

Poszkliwione naczynia trzeba było zostawić do wyschnięcia do następnego dnia…

Drugiego dnia wstaliśmy wcześnie rano i po śniadaniu poszliśmy do pracowni; czekał nas wypał w piecu opalanym drewnem.

IMG_6013   IMG_6036   IMG_6041   no i podpaliliśmy 😉 IMG_6046   20160514_115830

Z początku, gdy tylko pojawiły się pierwsze nieśmiałe płomyczki ognia i usiadłam naprzeciw otworu paleniska mając na oku także zegarek i termoparę czyli termometr mierzący temperaturę w piecu, poczułam poddenerwowanie. Grzesiu tłumaczył, że nie można dołożyć zbyt wiele drewna by temperatura nie wzrosła zbyt gwałtownie i naczynia po prostu nie popękały; nie można również zbyt opieszale dokładać drewna by temperatura nie była zbyt niska. A dokładanie do pieca z ceramiką w środku to nie to samo co beztroskie dorzucanie drewna do kominka…chociaż…;)

Wypał odbył się w ekspresowym tempie sześciu godzin. Dobrze, że przy całej „ceremonii” była także Monika i Ania, a potem dojechali Wojtek i Milena, którzy także przysiadali przy piecu i pilnowali, by drewno było dokładane regularnie, w odpowiedniej ilości i by temperatura w piecu rosła sukcesywnie w odpowiednim czasie. Grzesiu wspomógł nas magiczną rozpiską o ile stopni ma wzrastać temperatura w każdej godzinie wypału co pozwoliło nam zachować zdrową dyscyplinę i nie wrzucać radośnie do pieca wszystek materiału opałowego znajdującego się w zasięgu ręki.

20160514_145912tysiąc stopni! 😉

I kiedy pierwsza ekscytacja robienia czegoś nowego opadła, pojawił się spokój i swoista medytacja nad regularnie podtrzymywanym ogniem. Regularność, z jaką trzeba było zerkać na termoparę i na zegar, konieczność zaplanowania przyniesienia drewna na opał, działały uspokajająco i wyciszająco…wszelkie nierozwiązane problemy, niepokoje, codzienne zagwozdki nagle odpłynęły… był tylko śpiew ptaków dookoła, piec, termopara i zegar. A w przerwie herbata… Cudowna ciągłość degustacji wciąż świeżo zaparzonego naparu. I znów niespieszne skupienie się na smakach, zaskakujących akcentach, nieoczekiwanych niuansach…

20160514_123158   011_01   20160514_170810

A wieczorem kolacja i przepyszne drinki z nalewki serwowane przez Tatę Grzesia; śmiechy – chichy i rozmowy do nocy w altance bez światła… żyć nie umierać! 😀

Trzeciego dnia wstaliśmy jeszcze wcześniej. Po szybkim śniadaniu pognaliśmy do pracowni i otworzyliśmy piec, który przez noc ostygł wraz z wypaloną poprzedniego dnia ceramiką i porcelaną.
I oto naszym oczom ukazały się efekty naszych eksperymentów, czarów i zaklęć…

IMG_6051   IMG_6065

I choć Grzesiu wspominał, jaki chciałby osiągnąć efekt po takim a nie innym szkliwieniu, to ja zobaczywszy naczynia byłam totalnie zaskoczona ich kolorami!

20160515_075316   miał być głęboko czarny kolor 😉 20160515_084238 Zapamiętajcie tę czareczkę, bo o niej będzie niebawem osobny wpis 😉

Majowy weekend u Grzesia to był piękny czas…:) Dziękuję Grzesiu za zaproszenie i zdradzenie tajników wypału ceramiki, za serdeczne przyjęcie i gościnę 🙂 Dziękuję Ani, Monice, Wojtkowi i Milenie za wspaniałe towarzystwo przy piecu i przy herbacie. I ogromne podziękowania dla Rodziców Grzesia, którzy przyjęli nas pod swój dach i ugościli po królewsku! Dziękuję Wam serdecznie! 🙂

p.s. piękne zdjęcia wypalonej przez nas ceramiki znajdziecie na blogu Grzesia 🙂

Zdjęcia są autorstwa Ani Brożyny/ Piewcy Teiny , Grzesia Ośródki i moje 🙂

Reklamy