Mogan Yellow Shan czyli czarka czarce nierówna… ;)

Po powrocie z czeskiego święta herbaty Čajomír Fest 2016 Piotrek podzielił się kilkoma spostrzeżeniami dotyczącymi naczyń, w których parzy się daną herbatę; w tym samym czasie niezobowiązująco dyskutowaliśmy z Adrianem o podstawowej bazie sensoryki smakowej i z tej konfrontacji Adrian podesłał mi ciekawy link, którego treść nie przestaje mnie zastanawiać. Wróciłam także do lektury książki Przemysława Trzeciaka Powieki Bodhidharmy. Powyższe wydarzenia zainspirowały (lub, jak czasami o tym myślę – zmusiły) mnie do ukończenia obiecanego wcześniej postu o czarce zrobionej przez Grzesia Ośródkę.

Wielokrotnie słyszałam: odpowiednia herbata potrzebuje odpowiedniej oprawy. Co jednak konkretnie znaczy „odpowiedniej”? Od czasów Lu Yu wiele się zmieniło nie tylko w chińskiej produkcji czarek, ale i w standardach określających jaka konkretnie czarka (czyli z czego wykonana, czym i jakim kolorem poszkliwiona) jest właściwa dla danego rodzaju herbaty.* Zmieniła się w końcu i sama herbata stawiając przed współczesnymi ceramikami idącymi drogą herbaty nowe wymagania…Ja sama, zanim nie pojechałam do Grzesia na wypał, zanim nie dostałam do ręki dwóch intrygujących czarek w czarnym kolorze – kolorze, za którym szczerze nie przepadam – i nie napiłam się z nich różnych herbat, podchodziłam bezmyślnie lub zgoła niefrasobliwie do naczyń herbacianych.

Tak więc w moje ręce trafiły dwie poszkliwione na czarno czarki wykonane przez Grzesia. Jedna z nich została zrobiona z porcelany technicznej…

20160523_184248   20160523_184301

…druga z masy antracytowo-kamionkowej.

20160523_184137   20160523_184155

Obydwie pokryte szkliwem testowym – dolomitowym.

A skoro już miałam je w rękach, postanowiłam je przetestować. Mój wybór padł na herbatę, którą jakiś czas temu dostałam od Roberta – Mogan Shan Yellow Tea. Z informacji przekazanych mi przez Roberta wiem, że ta herbata pochodzi z niewielkiej plantacji w górach Mogan, należącej do pana Xia – farmera zajmującego się od pokoleń uprawą herbaty. Mogan Yellow Tea to zanikający lokalny typ herbaty wyparty przez produkowaną na masową skalę herbatę zieloną. W związku z tym Mogan Shan jest produkowana w niewielkich ilościach, głównie na własne potrzeby plantatora oraz niekiedy rozprowadzana na specjalne zamówienie wśród wielbicieli unikatowych herbat. Nie jest to herbata zbyt dokładnie obrabiana a więc i jej cena nie jest zbyt wysoka…

Przygotowuję naczynia do zaparzenia herbaty. Na zasadzie kontrastu, do niemal czarnych czarek Grzesia, biorę niemal białe gaiwan i cha-hai od Anety Zatyki 😉

20160523_184606   20160523_184420

Listki Mogan Yellow Shan w ogrzanym gaiwanie pachną różami, a dokładniej płatkami, nie pierwszej świeżości, róż; nie jest to jednak zapach przykry…i pięknie łączy się z nutami karmelu, wiśni i orzecha laskowego. Oksydacja listków jest bliska 90%. Robert mówił, że liście zostawia się do momentu aż staną się brązowe i zaczną wydawać owocowy aromat.

Uchylam lekko pokrywkę gaiwana i konspiracyjnie zaglądam do środka, by podpatrzeć ciemniejący napar. Przelewam do Morza Herbaty – tutaj, w białym naczyniu pięknie widać kolor naparu, który przypomina kolor miodu spadziowego muśniętego słońcem.

20160523_184536   20160523_184817

Piję najpierw z Morza Herbaty – smak łagodny, lekko winny z wyraźną mocą choć nie ekspansywny; a potem napar przelewam do grzesiowych czarek…Mam wrażenie, że w czarnych naczynkach herbata nabrała wyrazistości. Jakby naczynie dopełniło smak herbaty. I w każdej z czarek smakuje inaczej…Próbuję uchwycić różnicę i po raz kolejny czuję się lekko sfrustrowana nie mogąc precyzyjnie zidentyfikować wyczuwalnych smaków…Mam przy tym wrażenie, że w czarce z masy antracytowo-kamionkowej napar Yellow Mogan Shan jest pełniejszy, szlachetniejszy…

20160523_185728   20160523_184301   20160523_192230

Dzwonię do Grzesia i opowiadam mu o swoich dziwnych eksperymentach smakowych. Grzegorz proponuje, bym spróbowała w czarnych czarkach jakąś zieloną herbatę…może oleista japonka byłaby dobra?

Jednak na początek zaparzam Lung Jinga. W czarce z porcelany technicznej chropowatość naczynia ciekawie dopełnia świeżość zielonej herbaty. W drugiej czarce poczułam, że… naczynie nie jest kompatybilne z herbatą 😉 inaczej nie mogłabym tego opisać… czarka z masy antracytowo-kamionkowej jest jakby zbyt gładka do tej herbaty, co naprawdę budzi zdziwienie, jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że zielona herbata zwykle najlepiej smakuje w cieniutkiej, gładkiej chińskiej porcelanie…

20160608_113310

Ale, by eksperymentom stało się zadość – do czystego gaiwana nasypuję sprezentowana mi przez Ewę senchę z Nary

Chropowatość czarki z porcelany technicznej ładnie łączy się z oleistą zieloną herbatą. Pasuje, jednak nie w taki totalny, absolutny sposób. Większą harmonię można wyczuć w naparze nalanym do drugiej czarki. Budzi się we mnie skojarzenie wody i kamienia; wody, która otula kamień i jest to czymś naturalnym, współbrzmiącym…

Gdybym jednak miała dokonać wyboru, które z herbat parzone w czarnych czarkach najbardziej do tychże naczyń pasują – wybrałabym ciemną herbatę. Może odeszłaby w tym przypadku możliwość podziwiania koloru naparu, ale pozostałe zmysły są wówczas wyczulone i właśnie poprzez węch i smak, niejako z zamkniętymi oczami – można delektować się herbatą. Specyficzny charakter ciemnej herbaty dopełnia każdą z czarek, którą testowałam… Czy to jest tylko kwestia koloru? 😉

*Zachęcam zajrzeć do książki Przemysława Trzeciaka „Powieki Bodhidharmy”, w szczególności do rozdziału pt: „Czarki z Yuezhou”

Reklamy

5 myśli na temat “Mogan Yellow Shan czyli czarka czarce nierówna… ;)

  1. To bardzo ciekawy temat i myślę, że powinniśmy mu się przyglądać. Ja sam mam czarki, których chętniej używam do określonych typów herbat. Mam nawet jedną taką, którą odruchowo przypisałem do herbat Darjeeling z drugiego zbioru (tego słodkiego) 🙂 nie stoi za tym żadna naukowa wiedza, a raczej bardzo silne przeczucie, że tak właśnie być powinno.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oczywiście, Łukaszu – temat trzeba zgłębiać 🙂 ja również niektóre naczynia do herbaty wybieram intuicyjnie choć czasem okazuje się, że nie czuję komfortu w degustacji: za gruba krawędź lub zbyt chropowata faktura czarki, niepasująca do danej herbaty…i wtedy zastanawiam się czy mnie intuicja zawodzi czy wiedzy brakuje…;)

      Polubienie

      1. Ja mam już to, że japonki uparcie parzę w kyusu… ale wrzucam tam też oolongi, które są mało japońskie;D. Generalnie preferuję szkło, ale też już czuję jakiś wewnętrzny głosik mówiący, że dana herbatka bardzo nie chce szkła, łap za gaiwan/shibo/kyusu…

        Bardzo mi się spodobała, Jolu, uwaga o tym, że czarna czarka przypomina takie kosztowanie na ślepo, w ciemności. Ładnie, ja zazwyczaj właśnie przez to unikałam ciemnych naczyń, ale może się z nimi przeproszę i sprawdzę:)

        Polubienie

      2. Tak sobie myślę, że dobrze by było, gdyby nasz intuicyjny dobór naczyń do herbaty szedł w parze z ugruntowaną wiedzą historyczną na temat poszukiwań odpowiednich naczyń do danego rodzaju herbaty 😉 Lektura książki Trzeciaka jest takim małym kroczkiem… No i praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka – to, o czym nieustannie powtarza Grzesiu 😉
        Aniu – eksperymentuj, sprawdzaj „na własnej skórze”! 😉 To zawsze jest szalenie ubogacające 🙂 Ja osobiście szkła używam rzadko – użycie takich naczyń jest raczej wynikiem chwilowego kaprysu lub pragnienia podziwiania tańczących liści…chociaż w takiej szklanej czarce można podziwiać w pełnej krasie bogactwo kolorów naparów 😉 może ja powinnam się ze szkłem przeprosić? 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s