Wu Yi Yan Cha czyli Ogrody Świata w Berlinie…

Na drugi dzień po zakończeniu Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! pojechałam do stolicy Niemiec. W Berlinie zakochałam się od pierwszego spojrzenia na to miasto z okien pociągu 🙂
Właściwie celem była wioska pod Berlinem, spotkanie z Ciotką, relaks, odpoczynek, zapomnienie o stresie pofestiwalowym 😉 zapomnienie o wszystkim choć na kilkanaście godzin 😉 Pobyt był krótki acz intensywnie odstresowujący i jestem przeszczęśliwa, że mogłam odwiedzić miejsce, które na długo zostanie w mojej pamięci jako obraz spokoju i dobrostanu, miejsce w duchu iście herbacianym: Ogrody Świata w Berlinie.

Ogrody Świata położone są w dzielnicy Marzahn a historia powstania tego urokliwego miejsca sięga czasów enerdowskich i związana jest z przygotowanym w 1987 roku przez berlińskich ogrodników przeglądu ogrodniczego w ramach obchodów 750-lecia Berlina. Niewielki projekt ogrodniczy przeszedł w 1990 roku – po zjednoczeniu Niemiec – ogromne zmiany stając się Parkiem Wypoczynkowym Marzahn, by w 1997 roku zacząć przeobrażać się w kompleks kilku najsłynniejszych ogrodów. Podobno Ogrody Świata były prezentem dla Berlińczyków, zwłaszcza tych, którzy nie mogą wybrać się na zwiedzanie świata. Na około 21 hektarach powstały piękne Ogrody: Chiński, Japoński, Balijski, Orientalny, Włoski, Koreański czy Chrześcijański, a każdy z niezwykłą dbałością prezentuje normy wymagane w danym stylu ogrodnictwa i rośliny z danego zakątka świata…

Pierwszym ogrodem, jaki zaczęłyśmy z Ciocią zwiedzać, był Ogród Orientalny; wchodziło się do niego przez salę z drewnianymi, ręcznie rzeźbionymi kolumnami. Ten Ogród miał być odzwierciedleniem raju…

20120102_001942   20120102_002014   20120102_002047   20120102_002115   20120102_002451   20120102_002634   20120102_002807   20120102_002823   20120102_002839
Po dalekowschodnich, egzotycznych doznaniach przeszłyśmy się po prostu po Parku…
Przestrzeń Ogrodów Świata jest pełna uroczych zaułków, gdzie pod drzewkiem limonkowym można przysiąść, wystawić twarz do słońca i posłuchać jak dziwaczna fontanna gra wodne melodie pod batutą lekkiego wiatru…

20120102_004051   20120102_004406

Potem poszłyśmy dalej…Minęłyśmy Ogród Angielski, który aktualnie jest w budowie, hamak na którym w pozycji horyzontalnej można podziwiać przesuwające się leniwie chmury, i doszłyśmy do Labiryntu…
Labirynt, przed którego wejściem stanęłam, był wzorowany na labiryncie przy Pałacu Hampton Court pod Londynem oraz na labiryncie-mozaice podłogowej w Katedrze Notre-Dame de Chartres we Francji. I choć oba labirynty, które posłużyły za wzór mają motyw wspólny – podążanie ścieżką życia, by odnaleźć środek (mnie na myśl przyszedł środek jako głębia, istota życia, ale i horacjański złoty środek…) – to są zupełnie inne w rodzaju dróg, które do owego środka prowadzą: mozaikowy labirynt we francuskiej katedrze ma tylko jedną drogą prowadzącą do centrum labiryntu, natomiast angielski labirynt zbudowany z wysokich, nieprzeniknionych żywopłotów z cisów jest pełen ślepych zaułków i zmusza użytkownika do nieustannych zmian kierunków…
Nie ważny cel, ważna droga… Czy aby na pewno? Z tymi wątpliwościami zrobiłam pierwszy krok do labiryntu…

20120102_005712   20120102_005750
Dość szybko udało mi się dojść do środka, gdzie znalazłam ławeczki i centralnie posadzone drzewko miłorzębu oraz kręte schodki na platformę, z której można było z ptasiej perspektywy popatrzeć na labirynt, który właśnie się przeszło i kawałek samego parku. Popatrzyłam i już wiedziałam, że po wyjściu z labiryntu kolejne kroki skieruję w stronę kamiennych lwów.

20120102_010248   20120102_010404

Okazało się, że kamienne lwy strzegły wejścia do Ogrodu Chińskiego…

20120102_011436   20120102_011507   20120102_011458   20120102_011652

Nie spodziewałam się, że w Ogrodzie Chińskim będzie herbaciarnia… 😀

20160928_145500
Usiadłyśmy więc z Ciocią przy stoliku niedaleko strumyka. Po chwili przyszła śliczna Chinka i przyjęła od nas zamówienie na herbatę.
Moja Ciocia zamówiła dla siebie herbatę chryzantemową. Dostała ją w porcelanowym gaiwanie Gdy zajrzałam do środka, prócz kwiatów chryzantemy dopatrzyłam się także jagód goi oraz jakichś – nie znanych mi – owoców. Byłyśmy też trochę zdumione, że do tej herbatki nie podano ani chahaia ani czarki, ale podająca herbatę pani, poinstruowała jak pić napar bezpośrednio z gaiwana. Tak, spróbowałam tego napoju i… była bardzo smaczny 🙂

20120102_012945   20120102_012835   20120102_013615
Ja miałam ochotę na jakiegoś oolonga i mój wybór padł na Wu Yi Yan Cha…O słynnych herbatach z gór Wu Yi trochę słyszałam od Wojtka i od Roberta; trochę też takich skalnych herbat wypiłam zdobywając doświadczenie, że nie każda herbata sygnowana pochodzeniem z Wu Yi Shan jest gatunkowo dobra lub bardzo dobra. Tej, którą zamówiłam, daleko było do pierwszej ligi. Liście nie były zwinięte, więc raczej powinni napisać, że to pouchong niż oolong, drobne i w większości uszkodzone; oksydacja – może jakieś 30%?

20120102_013656   20120102_012933   20120102_013109
Cóż z tego, że liście nie były najlepsze z najlepszych? Słodki aromat miodu gryczano-akacjowego uderzył w moje nozdrza gdy zaparzałam tę herbatę za pierwszym, drugim, trzecim a także za piątym razem… W smaku dominująca jedwabista nuta orchidei otulała moją duszę spokojem i radością… I może nie była to herbata wybitnej jakości, ale dzięki niej, z każdym kolejnym łykiem rozkwitała we mnie lekkość i wdzięczność; zgiełk świata oddalał się ode mnie i bladły problemy i kłopoty, które niczym kulę u nogi przytargałam ze sobą do Berlina…
Popijając swoje napary rozmawiałyśmy…niespiesznie dotykałyśmy tematów bolesnych, ale i radosnych… tak można rozmawiać tylko przy herbacie…
To wtedy, pomiędzy kolejnymi parzeniami, gdy wietnamskimi słodyczami, które jakimś cudem znalazły się w moim plecaku, karmiłam tyleż śmiałe co urocze niemieckie wróbelki-elemelki postanowiłam, że zmieniam wcześniej ustalony plan dnia. Przyjeżdżając do Berlina bardzo chciałam odwiedzić obie herbaciarnie P&T Paper and Tea – i tę w dzielnicy Mitte i tę w Charlottenburgu. Nie chciałam jednak przerywać tego niespiesznego nastroju, rozmowy z Ciocią – tego wspólnego bycia razem i herbaty… Odpuściłam sobie presję zaliczania wcześniej zaplanowanych punktów. Co ważniejsze: droga czy cel?

20120102_012753   20120102_013334   20160928_153719
Gdy Wu Yi Yan Cha oznajmiła, że więcej nie zamierza obdarzać mnie swoimi słodkimi smakami, poszłam jeszcze kupić sobie tej herbaty na drogę – byłam ciekawa, jak ta herbata będzie smakowała pod polskim niebem… Wnętrze herbaciarni zachwyciło mnie…:)

20160928_153118   20160928_153054   20160928_153137   20160928_153145   20160928_153212   20160928_153309   20160928_153328   20160928_153352   20160928_153605
Gdy opuszczałyśmy chińską herbaciarnię i kierowałyśmy się do Ogrodu Japońskiego akurat wyszło słońce. Piękny dzień…:)

20160928_154234

W drodze do Ogrodu Zen zwiedziłyśmy Ogród Chrześcijański, którego przestrzeń wyznaczał płot utkany ze słów ze Starego i Nowego Testamentu. Ten Ogród wydał mi się ciasny i za bardzo…hmm… rozgadany… wszędzie tylko słowa i słowa…

20160928_154559   20160928_154545   20160928_154522

Przeszłyśmy także wzdłuż Alei Bajek – rozbawiły mnie te słodkie, kiczowate postacie, które znałam z dzieciństwa…

20160928_154843   20160928_154910   20160928_154938   20160928_154953

Ogród Japoński tchnie spokojem… W tym Ogrodzie, który powstał dzięki współpracy Berlińczyków i Tokijczyków, główną rolę odegrał japoński projektant ogrodów i mnich zen w jednej osobie – Shunmyō Masuno; to on w dostępną sobie przestrzeń przeniósł klasyczne elementy sztuki japońskiej (odpowiedni układ kamieni, wodospad oraz pawilon herbaciany) odzwierciedlające filozofię zen, jak również posadził w ogrodzie japońskie rośliny takie jak klon japoński czy dereń kwiecisty stwarzając tym samym miejsce do cichego podziwiania i kontemplowania piękna natury… Nazwa Ogrodu-YUU SUI TEI oraz pawilonu herbacianego- NYO SUI TEI korespondują z ideą: spokój jest dostępny wszystkim ludziom…

20160928_155508   20160928_160109   20160928_160038
Siedząc przy cicho szemrzącym strumyku czy na bambusowej ławce i podziwiając pieczołowicie zagrabiony biały żwir – miałam poczucie, że czas nie istnieje a tylko ta chwila, w której mój wzrok zatrzymał się na fali drobnych kamyczków… Trwaj chwilo, jesteś piękna – szeptałam w myślach… na szczęście diabeł się nie zjawił…;)

20160928_161004   20160928_161549   20160928_160928
Ostatnim ogrodem, który odwiedziliśmy było Ogród Koreański zwany też Seulskim ponieważ był prezentem dla Berlina od Miasta Seul. Ten Ogród zrobił na mnie wrażenie masywnego, zwartego i zbitego, tajemniczego i pełnego duchów…

20160928_161759   20160928_161836   20160928_162318   20160928_161857   20160928_161958

Przeszłam tam przez cztery dziedzińce otoczone murami, chwilę przyglądałam się niedostępnemu pawilonowi nad wodą, zastanawiałam się dlaczego w Ogrodzie Koreańskim tak mało roślinności a tak dużo drewna i kamienia, i długo przypatrywałam się kamiennym figurkom próbując porozumieć się z zaklętymi w nich duchami. Podobno wywodzą się one z wierzeń ludowych i ustawiane były przy wjeździe do wioski, przy ulicy, przy bramie zamkowej czy świątynnej. Po koreańsku zwane Beoksu (czyt. Poksu) lub Jang Seung (czyt. Dziang Syng) symbolizowały duchy opiekuńcze wioski lub świątyni; używane były także jako kamienie milowe lub graniczne…

20160928_162355   20160928_162920   20160928_163136   20160928_163157   20160928_163312

Mam cichą nadzieję, że moje gorliwe kłanianie się koreańskim opiekuńczym duchom pomoże mi iść dalej dobrą herbacianą drogą do dobrego celu… 😉

Dziękuję Łukaszowi, za tłumaczenia informacji o elementach Koreańskiego Ogrodu 🙂

Pisząc o swojej wyprawie do berlińskich Ogrodów Świata zajrzałam też tutaj:

http://www.berlimix.net/parki_ogrody_swiata.php

http://www.museumsportal-berlin.de/pl/muzea/garten-der-welt-im-erholungspark-marzahn/

http://berlin-vel.pl/erholungspark-marzahn

http://www.krajoznawcy.info.pl/ogrody-swiata-w-berlinie-33293

http://www.ogrodowisko.pl/watek/6054-berlin-ogrody-swiata-park-i-ogrod-botaniczny-w-jednym

http://kolumber.pl/g/147004-Ogrody%20%C5%9Awiata%20-%20Marzahn%20w%20Berlinie

http://www.architekturakrajobrazu.info/ogrody-i-parki/44-ogrody-wiata/2333-marzahn-garten-ogrod-w-sercu-berlina

https://sevencups.com/learn-about-tea/famous-chinese-tea/about-wu-yi-yan-cha/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Hampton_Court

https://mekeke1969.wordpress.com/2010/04/18/labirynt-w-chartres/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Katedra_w_Chartres

 

 

 

Reklamy

6 myśli na temat “Wu Yi Yan Cha czyli Ogrody Świata w Berlinie…

    1. Dziękuję Asiu 🙂 Tak, Ogród do małych nie należy, a niespieszne jego zwiedzanie może zająć cały dzień…oczywiście przerwy na herbatę jak najbardziej wskazane 🙂 Tu i tam piszą że w berlińskich Ogrodach Świata w 2017 roku ma się odbyć Międzynarodowa Wystawa Ogrodnicza; z tego względu np. Ogród Angielski czy Ogród Bali są w trakcie przebudowy…Może uda Ci się zobaczyć te miejsca już w pełnej krasie 🙂 ja bardzo chciałabym tam wrócić 🙂

      Polubienie

  1. Świetny i wyczerpujący reportaż! 🙂
    Nawet nie wiedziałam, że takowe ogrody istnieją w Berlinie.
    Widoki na kilku pierwszych fotografiach przypominają mi Alhambrę, andaluzyjską zabudowę oraz zabytki Maroka. Urokliwe są również dalekowschodnie, chińskie i japońskie zakątki, a przede wszystkim herbaciarnia.
    W Berlinie byłam 6 lat temu (1 dzień), bardzo mile wspominam ten pobyt – tylko wówczas skoncentrowana byłam na pięknym Pergamonmuseum i Wyspie Muzeów. 🙂 Jeśli uda mi się kiedyś jeszcze pojechać do stolicy Niemiec, to będę chciała zobaczyć Ogrody Świata.

    Polubienie

    1. Ido, dziękuję za dobre słowo 🙂 Rzeczywiście berlińskie Ogrody Świata zostały zrobione z niesłychaną rzetelnością i pieczołowitością – to widać w każdym szczególe poszczególnego Ogrodu i w… duchu każdego każdego z nich 😉 Trzymam kciuki, by udało Ci się odwiedzić to miejsce – będę wypatrywać relacji na Twoim blogu 🙂 A przy okazji dziękuję za wzmiankę o Muzeum Pergamońskim – przy następnej wizycie w Berlinie może uda mi się tam trafić bo miejsce niezwykłe 🙂

      Polubienie

  2. Komentuję teraz, ale wpis przeczytałam już dawno:)

    Powiem Ci Jola, że odpoczęłam czytając ten tekst. Bardzo ciekawie wygląda to miejsce i bardzo fajnie je opisałaś. No i ta herbaciarnia!! Magiczne miejsce znalazłaś:)

    Polubienie

    1. Dziękuję, Ewo 🙂 cieszę się, że ta relacja dala Ci spokój i wytchnienie 🙂 Pobyt w Ogrodach Świata też taki właśnie był – wyciszający i relaksujący… a herbaciarnia rzeczywiście jest przeurocza – pełna czajniczków i czareczek, w każdym kąciku skrywająca jakieś herbaciane niespodzianki 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s