Wspólne picie herbaty…

W pierwszą sobotę tego miesiąca (5.11) Ania zorganizowała dla herbaciarzy spotkanie w sieci, by już teraz dokonać wstępnego podsumowania mijającego roku, by podzielić się swoimi planami na nadchodzący rok oraz porozmawiać jakie dostrzegamy kierunki rozwoju herbaciarza oraz przyszłość herbaty w Polsce. Czas  mieliśmy ograniczony i na koniec wszyscy zgodnie stwierdzili, że za krótkie było to spotkanie i koniecznie trzeba powtórzyć, a już na pewno koniecznie trzeba widzieć się w realnym świecie, w realnym świecie rozmawiać i pić razem herbatę…

Mnie po tej rozmowie zostało jeszcze kilka myśli; refleksji, które nie tylko nie zostały wypowiedziane podczas spotkania, ale które niczym fale powracają do mnie podczas mojej Drogi Herbaty…

Gdy myślę o drodze herbaciarza w Polsce pierwszym skojarzeniem, które się pojawia to blogi o herbacie – widoczny zapis wielu osób, którym herbata nie jest obojętna. Gdy przyjrzeć się blogosferze herbacianej – jest ona niesamowicie zróżnicowana reprezentując całą paletę różnych stylów pisania o herbacie, podejścia do herbaty czyli krótko mówiąc Drogi Herbaty. Zachwyca mnie to bo dostrzegam w tym nieograniczone możliwości dialogu o herbacie stricte i tematach, które siłą rzeczy herbata porusza: sztuka, filozofia, literatura a nawet psychologia, chemia czy botanika…

Jest nacisk na zdobywanie rzetelnej wiedzy herbacianej, co ma swoje dobre i zła strony, jak wszystko 😉 Pragnienie lepszego poznania zagadnień związanych z herbatą prowadzi do pogłębionej świadomości herbacianej i pozwala znajdować np. herbaty najlepszej jakości. Ale powoduje też postawę „zblazowania” – tu już nie każda herbata jest traktowana w sposób wyjątkowy, w której można znaleźć coś zaskakującego czy to w obróbce liści, czy w jakimś niuansie smakowym, ale musi nosić cechy wyjątkowości – a to być najdroższą na świecie, a to występować w niewielkiej ilości na świecie, albo być zrobiona przez jakąś wyjątkowa sławną osobę… Poszerzanie wiedzy herbacianej może też prowadzić do swoistego snobizmu i ortodoksji, która zamyka herbaciarzy bardziej doświadczonych na herbaciarzy bardziej zielonych lub takich, którzy chcą podążać swoją Drogą Herbaty niekoniecznie całą uwagę przykładając w odpowiednie nazewnictwo kolorów herbaty, szczegółowe poszukiwania niuansów smakowych czy restrykcyjne przestrzeganie narzuconych parametrów parzenia herbaty.

Bardzo nie podoba mi się jawnie okazywana wyższości pasjonata herbat liściastych nad wielbicielem herbat saszetkowych. Taka postawa kłoci się z moim osobistym założeniem, że herbata powinna zbliżać a nie dzielić ludzi.

Zaczynając swoją drogę z herbatami liściastymi, które w dużej mierze można zaliczyć do herbacianych rarytasów i unikatów, zachłysnęłam się wszystkim, co te herbaty mi ofiarowały: smakami, zapachami, i pięknymi liśćmi, i kolorami naparów. Jak zwariowana wysyłałam najbliższym te herbaty; gdy przyjeżdżałam w odwiedziny, jak szalona parzyłam jedną herbatę za drugą, kazałam wszystkim dookoła pić te moje cudowne rarytasy. No i jak? – pytałam – czyż nie są cudowne? W odpowiedzi czasami otrzymywałam słowa uznania a nawet zachwytu, ale głównie było pobłażliwe kiwanie głową a gdy tylko wychodziłam do drugiego pokoju, słyszałam jak zostaje nastawiony czajnik z wodą; biegłam sprawdzić jaką tym razem moi ukochani zaparzą sobie herbatę i jakież było moje rozczarowanie gdy była to herbata na L. Czy miałam przez to przestać kochać moich najbliższych? Tak, czasami trudno jest praktykować w sobie tolerancję… 😉 Ale jeśli spotykamy się przy herbacie, niekoniecznie tej najwyższych lotów, może to być czas rozmów o czymś ważnym lub nawet błahym, może to być chwila wytchnienia lub zwykłego wypicia herbaty by nawodnić organizm, a może to być po prostu wspólnie spędzony czas, kiedy siedzimy na tarasie i podziwiamy powolny zachód słońca…

„Herbata powinna zbliżać ludzi” – ta myśl przyświecała mi przy zaangażowaniu się w Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! oraz przy powołaniu do życia Warszawskiego Kolektywu Herbacianego. W imię tej idei herbaciarze mieli spotykać się i opowiadać o swojej drodze herbaty, uczyć się od siebie nawzajem, rozwijać.. Już teraz widzę – chociażby na przykładzie Warszawskiego Kolektywu Herbacianego – że każdy z nas idzie inną herbacianą drogą. I ta różnorodność jest fascynująca, niesamowicie inspiruje i motywuje! Także dzięki temu rośnie we mnie pragnienie do coraz odważniejszego poznawania herbacianego świata, który nie kończy się na liściu herbacianym zaparzonym w czajniczku ale podąża w stronę sztuki, filozofii i bardzo szeroko pojętego rozwoju osobistego.

Gdy myślę o kulturze herbaty w Polsce widzę niesamowicie barwny eklektyzm stylów w parzeniu herbaty, używaniu utensyliów herbacianych czy aranżacji przestrzeni herbacianej, które nieustannie ulegają transformacjom starając się zaaklimatyzować w polskiej kulturze wrażliwej na dynamiczne zmiany, nam wszystkim dobrze znane i odczuwane…
W tych przeobrażeniach i poszukiwaniach, które i mnie nie omijają, chciałabym nieustannie pamiętać o źródle czyli miejscu, z którego kultura herbaciana pochodzi, a które wciąż silnie oddziałuje – Chiny.

W swych najgłębszych pokładach chińska sztuka herbaty zawiera ważne elementy trzech nauk (…): konfucjańskiej, taoistycznej i buddyjskiej, demonstrując tradycyjną w Chinach ideę przenikania pierwiastka duchowego i materialnego.
Z konfucjanizmu sztuka herbaty wzięła dążenie do kształtowania pomiędzy ludźmi atmosfery tolerancji i zrozumienia jeden drugiego. Dlatego dwór cesarski podejmował obcych posłów herbatą, dlatego gospodarz witał gości herbatą. Byli przekonani, że wypicie wspólnie czarki herbaty wyrazi pokojowe uczucia i umocni więzi.
Zgodnie z taoizmem, który skupiał się na określaniu związków pomiędzy człowiekiem a naturą, człowiek stanowi w miniaturze odbicie kosmosu, czarka herbaty – to morze. Herbata jest nam dana przez naturę, zawiera w sobie prawo natury. Człowiek, pijąc herbatę, uczy się tego prawa ciągłej przemiany.
Buddyjscy mnisi chan czuli się związani z herbatą, ponieważ zgodnie z chan, prawdziwą esencją świata jest spokój i czystość umysłu. Herbata dawała im ten spokój i czystość umysłu, otwierała ich umysły na istotne sprawy Ziemi i Nieba, pomagała w osiągnięciu stanu buddy.
Tak więc istota sztuki herbaty to duchowy związek pomiędzy ludźmi, pomiędzy ludźmi i naturą, pomiędzy człowiekiem a Niebem i Ziemią, pomiędzy duchem a materią.*

3

Rozmyślając o tym zachęcam do przesłuchania naszej rozmowy w sieci, która stała się inspiracją do niniejszego wpisu 🙂

*Przemysłam Trzeciak „Powieki Bodhidharmy”, str.77-78

Autorką zdjęcia jest Jowita Dykas/FotoJowi.