Japońska czarna herbata z Ureshino i duch Lu Yu ;)

Na spotkanie herbaciane w Onggi przyszłam najwcześniej. Przygotowałam więc wszystkie potrzebne utensylia w założeniu, że będziemy pić więcej niż jedną herbatę. Rozłożyłam materiał, ustawiłam naczynia, przygotowałam miseczki ze słodkościami, zagotowałam wodę. Z jednej z półek wzięłam figurkę Lu Yu i postawiłam przy czarkach – będzie dziś nam towarzyszył przy herbacie z bardzo bliska 😉 Czekałam. Lubię tę szczególną chwilę, kiedy wszystko na stole herbacianym jest już właściwie przygotowane i zaraz zagotuje się woda, by można było przygotować napar herbaciany… Cisza. Szum czajnika. Wybieram herbatę, którą zaparzę na początek – japońską czarną herbatę z Ureshino. Nie jest to herbata do pobożnego degustowania i kontemplacji jej smaku. To herbata, którą w chłodne dni można rozpocząć spotkanie herbaciane; nie zachwyca, ale wywołuje uśmiech sympatii na twarzy pijącego. Zdaje się mówić: Witaj, zdejmij płaszcz, usiądź przy herbacianym stole, zrelaksuj się i otwórz na nowe smaki herbaty… Więc relaksuję się 🙂

20170225_170028   20170225_170016

Pierwsze parzenie…

W oczekiwaniu na napar patrzę na to ciche miejsce, które przytula mnie w to zimne lutowe popołudnie; patrzę na drewniane ściany, stół z wtopionym ryżem i herbatą, uśmiecham się do wszystkich czareczek i czajniczków, wazoników i pudełek z herbatą, które umościły się na niewielkich rozmiarów półeczkach… Ach, jakie idiotyczne uczucie – mówię sama do siebie – taka wdzięczność za to wszystko… Za to ciepło i ciszę, za łagodną muzykę w oddali i szmer rozmów gości restauracji na dole… Jakież ja mam cholerne szczęście… 😉

20170225_162935

Pierwszy łyk ciepłej czarnej herbaty z Ureshino niezmiennie koi mnie swoją łagodnością. Przyjemne, wyraźne winne i słodkawe nuty doskonale się równoważą…

Przyglądam się w skupieniu zaaranżowanej przestrzeni herbacianej. I wiem, że bardzo przydałby się tu teraz jakiś akcent roślinny. Tak, kompozycje kwiatowe do ceremonii herbacianej są jeszcze moją piętą achillesową… do tej pory stawiałam niepewne kroki w aranżowaniu chaxi, nadal w tej materii przede mną całe lata świetlne nauki, ale w tym wszystkim kompozycję roślinną jakimś cudem omijałam i pomijałam…Teraz pomyślałam sobie, że koniecznie trzeba przestać ten element aranżacji przestrzeni herbacianej traktować po macoszemu…

Drugie parzenie…

Rozmyślania przerywa sms, który informuje mnie, że na spotkanie nikt nie przyjdzie. Zostałam sama. Z Lu Yu 😉 … czy tak miało być?

Są przypadki czy ich nie ma? Jedni mówią, że nie ma przypadków, że jest to przeznaczenie, którego się nie uniknie; inni, że przypadki jak najbardziej istnieją i są szansami, możliwościami wyboru tego, jaką drogą pójdziemy dalej… A prawda leży pewnie gdzieś pośrodku…
A napar smakuje przyjemnie…

Wstaję na chwilę by rozprostować nogi i bezwiednie podchodzę do półki z książkami. Wśród literatury herbacianej napisanej po chińsku i japońsku, gdzie mogę tylko sycić oczy zdjęciami, znajduję „O Duchu Herbaty” Sen Sōshitsu… książkę, którą chciałam kupić już dawno temu, ale nigdzie nie mogłam jej dostać… Czy tak miało być?

20170225_171939

Trzecie parzenie…

Po przeczytaniu wstępu zalewam liście czarnej herbaty z Ureshino. Winność i słodycz tak wyraźne w poprzednich naparach, teraz ustępują miejsca mineralności…

Uśmiecham się do myśli, która podpowiada mi, by otworzyć teraz książkę na przypadkowej stronie – tak się przecież czasami robi chcąc w takim ślepym trafie znaleźć wskazówkę na rozwiązanie wątpliwości, słowa, których samemu nie może się dobrać choć usilnie próbuje; tak się czasami robi szukając znaku, wróżby…

Otwieram na przypadkowej stronie:

„Miłośnik herbaty powinien odkryć piękno w porzuconych sprzętach i używać ich jako utensyliów herbacianych (…).
Miłośnik herbaty powinien przede wszystkim żyć w oddaleniu i oderwaniu od świata, powinien też znać znaczenie Prawa Buddy i być wrażliwym na poezję…”*

Hmmm… Też mi wyrocznia – myślę sobie.- Jak mam to rozumieć? Czy nadawać znaczenie zdaniu wyrwanemu z kontekstu?

Patrzę na figurkę Lu Yu. Cwaniaczek uśmiecha się tajemniczo znad czarki z herbatą…

20170225_162925

Więc robię czwarte parzenie…

Słaby napar, w którym co prawda można wyczuć akcenty smaków z poprzednich naparów, ale też już czuć wyraźnie, że tę herbatę nie stać na więcej zaparzeń…

Robię porządek po herbacianej ceremonii z Lu Yu. Na koniec, gdy już wszystko jest umyte i pochowane, raz jeszcze ulegam pokusie i otwieram książkę Sen Sōshitsu na przypadkowej stronie… Tym razem trafiam na fragment o…Lu Yu (sic!) 🙂 a moją uwagę przykuwa zwłaszcza cytat z jego dzieła:

„Na temat osądzania herbaty dobrej i złej istnieją przekazy ustne”.

A ja zastanawiam się czy przypadkiem nie jest to swoista odpowiedź na nurtujące mnie wątpliwości przy degustowanej ostatnio ciekawostce herbacianej z Gruzji, którą jednak opiszę następnym razem… 😉

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki „O Duchu Herbaty” Sen Sōshitsu (1969) w tłumaczeniu Anny Zalewskiej

Reklamy

Ceylon Moragalla Oolong czyli herbata w liście ;)

Najwyższy czas ocalić od zapomnienia pewną ciekawostkę herbacianą, którą dostałam od Łukasza wraz z cudownym, pełnym optymizmu listem. Tak, tak – był to list tradycyjny, napisany ręcznie i włożony do koperty ze znaczkiem 😉 Uwielbiam takie dostawać! 🙂 A z niespodzianką w postaci herbaty w środku – tym bardziej! 🙂 Łukasz podał mi źródło zakupu herbaty, ale postanowiłam nie zaglądać do już gotowego opisu i sama przekonać się co też sobą reprezentuje ta herbaciana ciekawostka ze Sri Lanki…

Zapach suchych liści to wino porzeczkowe – trochę już dojrzałe, lekko kwaskowe z odrobiną przyjemnej słodyczy; chociaż jak się dobrze wwąchać to na dalszym planie dochodzą do głosu karmelowe tony…

20161204_113927

W ogrzanym czajniczku liście pachną lekką śliwką jakby w karmelowej otoczce; wino porzeczkowe, które czułam wcześniej odsunęło się teraz na drugi plan.

Oolonga Moragalla zalewam wodą ok. 93 stopni Celsjusza. Po ok. dwóch minutach odlewam trochę naparu, by spróbować czy już zakończyć parzenie czy jeszcze trochę potrzymać herbatę w czajniczku. Orzekam: 2 minuty do zdecydowanie za mało dla tej herbaty… I daję jej jeszcze dodatkowe w przybliżeniu 2 minuty. Próbuję i stwierdzam, że wciąż jest mało wyrazista. Może potrzebuję ekstremalnych doznań? Widzę jednak, jak upodobania smakowe podczas degustowania herbat mi się zmieniają; jeszcze jakiś czas temu krzywiłam się na mocne, zdecydowane napary, a nawet jeśli się nie krzywiłam, to nie znajdowałam większej przyjemności w ich degustowaniu. Teraz daję tej herbacie ok. 5 minut i nie wiem, czy wciąż nie będzie za słaba…

Kolor naparu – idealny brąz miodu spadziowego ze złotymi refleksami…

Po kolejnym i kolejnym łyku czuję mocniejszą winną nutę, która pojawia się nagle i równie nagle znika…

To jest herbata o delikatnym charakterze; aksamitna i łagodna. Rozpływa się równomiernie po podniebieniu pozostawiając uczucie delikatności i przyjemności.

20161204_115215

Rozmyślając o niuansach smakowych tej herbaty pozwalam by oolong Moragalla ostygł w mojej filiżance.
I okazuje się – gdy biorę łyk – że wraz ze spadkiem temperatury ta herbata nabiera przyjemnej, wyraźnej cierpkości z cytrusowymi tonami (przy czym bardziej będzie to cytryna z grejpfrutem niż pomarańcza). Im niższa temperatura tym intensywniejsza goryczka…

20161204_120216

A ponieważ ta herbata została określona jako oolong, to wypadałoby ją zaparzyć jeszcze raz. Tak też zrobiłam…
Drugie parzenie – ok. 6, 7 min. Przetrzymałam tę herbatę dłużej ale spróbowawszy trochę naparu skrzywiłam się mając w ustach zdecydowaną gorycz.
Zapach liści w dzbanuszku – torfowy.
W posmakach, które można odnaleźć w tym parzeniu, napar niewiele różni się od pierwszego, choć te posmaki są bledsze; no i goryczka jest dużo wyrazistsza.
Zrobiłam jeszcze dwa parzenia, każde po ok. 6 min. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że te napary nadawały się idealnie do tego, by do nich dodać likier owocowy i wypić rozkoszując się tym wspaniale dominującym uzupełnieniem, Nie warto marnować herbaty… 😉

20161204_123541

Z mojego skromnego doświadczenia wynika, że przy założeniu wszystkich czynników klimatycznych, mechanicznych i wszystkich innych, które na smak herbaty wpływają a które ulegają zmianom zmieniając przy tym wspomniany smak herbaty, można doszukać się cech charakterystycznych np. czarnych herbat z Assamu, Sri Lanki, Darjeelinga czy z Chin (z danej prowincji). I choć Moragalla Oolong stanowi przykład wyżej oksydowanego pouchonga, i trochę assamowatej korzenności się przez napar przewinęło, choć jest swoistą ciekawostkę (niestety, nie najwyższej jakości), to dla mnie w smaku jest to typowy, bardzo delikatny, gładki w pełni oksydowany ceylon 🙂
Ciekawe do poznania 🙂