Ivanishvilli – biała herbata prasowana z Gruzji

Przygotowując się do spotkania o białych herbatach, które niebawem organizujemy w ramach spotkań Warszawskiego Kolektywu Herbacianego, trafiłam na blog Antona Dmitraściuka www.tea-terra.ru i jego lektura zmotywowała mnie, by dokończyć wpis o białej prasowanej herbacie z Gruzji… 🙂

Każdy, kto mnie zna wie, że zawsze jestem niezwykle podekscytowana każdą nową herbatą, każdą ciekawostką herbacianą. Nieznane budzi we mnie żywe zainteresowanie i pragnienie poznania na wielu płaszczyznach: smaku, aromatu, historii…
Dzięki Wiktorowi w moje ręce wpadła biała herbata prasowana z Gruzji o nazwie Ivanishvilli. Byłam podekscytowana tym nabytkiem ponieważ herbaty pana Ramiza i pani Leili od Wojtka wzbudziły mój entuzjazm i bardzo mile je wspominam. Poprosiłam Herbaciarnię Laja, która herbatę Ivanishvili dystrybuowała, o podstawowe informacje: czas i miejsce zbiorów oraz osobę plantatora, który tę herbatę robi. Dostałam bardzo szybką odpowiedź od Michała:
„Nazwa herbaty Ivanishvili pochodzi od nazwiska właścicielki ogrodu. Zbierana była w czerwcu 2016, prasowanie – wrzesień 2016 (przetwórnia w Kutaisi), miejsce zbioru: okolice Tkibuli, Gruzja. Duże liście dawały realny potencjał do uzyskania herbaty dojrzewającej, stąd pomysł na taką próbę. Herbata jest bardzo delikatna, wręcz eteryczna…”

Ponieważ charakterystyka białych herbat, wbrew pozorom, do łatwych nie należy – o czym może przy innej okazji uda mi się napisać – jestem zmuszona skategoryzować opisywaną herbatę jako białą według jednej cechy, którą Ivanishvilli posiada: liście zostały zerwane i poddane jedynie suszeniu. Ale już sama wielkość liści, ich kształt, pora zbiorów oraz sprasowana forma – raczej tę herbatę rzucają na antypody grupy jaką jest biała herbata.

Poprosiłam znajomego herbaciarza o opinię na temat tego dziwnego liścia… Otrzymałam informację, że dokonując oceny po liściu od razu widać, że jest to herbata słabszej jakości, eksperymentalna ale w sposób amatorski, tj. zrobiona bez wsparcia w postaci wielowiekowej tradycji związanej z produkcją białych herbat, tak jak to się dzieje w Chinach (zwłaszcza w Fujijan). Jednak sprawa wymaga głębszego zbadania…

Ponieważ jakiś czas temu wraz z Warszawskim Kolektywem Herbacianym robiliśmy eksperymenty na herbatach testując je podczas parzenia kiperskiego, postanowiłam i tę herbatę poznać w ten sposób. Więc 2,6g suchych liści zalewam wrzątkiem w kiperówce i czekam 5 minut.

            

Zapach naparu: ziołowy; najsilniejsze skojarzenie to zapach henny – ziołowej farby do włosów, którą kiedyś używała moja Mama. Wyczuwam też słodkie tony. Sam napar jest delikatny.

Kolor naparu: zielonkawo- brązowo-złoty.

Smak naparu: mocno ziołowy, cierpkawy; bardzo subtelna goryczka rozkłada się nieśmiałą chropowatością na podniebieniu; na dalekim planie wyczuć można smak trawy pod koniec lata. Moc słaba.

Zapach liści po zaparzeniu: jesienne liście z lasu, choć delikatniejszy aromat z odrobiną słodyczy.

Zapach liści po pięciu minutach: dominująco ziołowy

Zapach zimnych liści: ziołowy; nie wyczuwam różnic w zapachu w porównaniu z poprzednim testem.

Następnego dnia wykonuję parzenie intuicyjne.

I tym razem zapytałam Herbaciarnię Laja o sugestie dotyczące parzenia; dostałam informację, że „w przypadku kiedy chcemy uzyskać napar zbliżony do znanych nam herbat białych proponuję dłuższy czas parzenia i wyższą temperaturę wody: 3 minuty pierwszy napar, temperatura około 85-90°C, drugi napar 3-5 minut, temperatura wody 90-95°C, ale warto poeksperymentować”

Więc poeksperymentowałam… 🙂

Suche liście wrzucone do nagrzanego gaiwana pachną ziołami i drewnem.

   

Parzyłam tę herbatę i temperaturą ok. 90 stopni C przez ok.1; z nowej partii liścia zrobiłam parzenie w podobnej temperaturze ale przedłużyłam czas parzenia do 3-4 minut.

   

Podczas jednego z testów zamyśliłam się obserwując chmury i czekając aż wyjdzie słońce by zrobić zdjęcie naparowi, więc woda znacznie przestygła…i nią również zaparzyłam herbatę tym razem jednak zapominając przypilnować czas… nawet tak orientacyjnie… 😉

Generalnie każde parzenie dało bardzo podobne rezultaty zapachowo – smakowe. Ivanishvilli w parzeniu intuicyjnym w porównaniu z kiperskim wydaje mi się mniej ciekawa. Wychodzi – o dziwo! – mocniejsza, bardziej goryczkowa a ziołowe akcenty zdają się dominować w tej herbacie z każdym kolejnym zaparzeniem i mam wrażenie, że żadne inne ciekawe posmaki już do mnie nie dotrą…

   

Skoro Michał napisał, że Ivanishvilli ma potencjał herbaty dojrzewającej a Jarek zaproponował, bym pozwoliła przez najbliższe 4-5 lat dojrzeć tej herbacie w suchych warunkach a potem tę herbatę ugotowała 😉 to może rzeczywiście najlepiej odłożyć tę herbatę na jakiś czas, niech sobie dojrzeje… A potem znów poddam ją jednemu ze swoich ulubionych zajęć czyli eksperymentowaniu 🙂

Wspomniany na początku Anton Dmitraściuk omawiając białe herbaty zaznacza, że jego opis może zawierać uproszczenia i niedoskonałości, co ma zmotywować czytelnika czyli herbaciarza do swoistego herbacianego sceptycyzmu, do rozmyślań, refleksji oraz poszukiwań innych źródeł informacji na dany temat. Taka idea towarzyszyła mi także przy tworzeniu tego wpisu i poznawaniu ciekawostki herbacianej jaką jest dla mnie Ivanishvilli. Jeśli ktoś z Was ma uwagi czy uzupełnienia na temat przedstawionej herbaty – będę wdzięczna.

Bardzo dziękuję Robertowi i Jarkowi za cenne uwagi i sugestie.

Reklamy

3 myśli na temat “Ivanishvilli – biała herbata prasowana z Gruzji”

  1. Trochę mnie zaskoczyło to, że herbata wychodzi „mocniejsza” z parzenia inuticyjnego niż kiperówki. Myślałam, że to nie jest możliwe… może w sumie dlatego, że kiperówki jeszcze nie mam i nie miałam okazji parzyć w ten sposób…
    Liście rzeczywiście ciekawe:) I po raz kolejny obejdę się smakiem na gruzińską herbatę… ale kiedyś jakąś dopadnę:)

    Polubienie

    1. Mnie także, Ewo to zaskoczyło 🙂 zwykle dłuższe parzenie oraz użycie wody o wyższej temperaturze daje intensywniejszy napar…Nie tym razem jednak 🙂 Niestety, mam za mało informacji o szczegółach dotyczących tej herbaty – jej procesu produkcji, samej plantacji czy kultywaru – by wysnuć dalej idące wnioski; pozostaje zatem poczekać aż sobie ta herbata dojrzeje i porównać smaki 🙂 Mam nadzieję, że kiedyś dopadniesz jakąś gruzińską herbatę bo to jest obecnie bardzo ciekawe herbaciane doświadczenie 😉

      Polubienie

  2. Jak widze te fotografie to ta herbata przypomina japonskie herbaty bancha przenaczone na lezkowanie, albo bancha -jako najprosty typ herbaty nie wymagajacej kunsztownej obrobki np. http://hikiryomon.jp/shopping/winter_coarse_tea_1.html
    Ciekawe jak by zareagowali producenci klasycznych herbat bialych ( Baihao Ynzhen albo Bai Mudan) jesli otrzmali by do oceny Ivanishvilli ?
    Przy okazji Baihao Ynzhen pojawila sie na rynku ok. 1857 roku a Bai Mudan ok 1922roku.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s