Zairai w pięknych okolicznościach przyrody Shirakawy…

Na początku była Shirakawa Town – ukazała się moim oczom niczym rajska kraina…
Gdy przyleciałam do Japonii był piękny, ciepły, pełen słońca dzień; w taki dzień, kiedy spoglądając w błękitne, usiane leniwymi, tłustymi chmurami niebo, czujesz szczęście i wiesz, że wszystko będzie dobrze… Nie znam nikogo, kto nie czułby się oczarowany Japonią od pierwszego wejrzenia. Ja byłam już zakochana przed przyjazdem, teraz absolutnie straciłam głowę… Mijane w drodze do Shirakawy miasteczka zachwycały mnie swoją architekturą, ogrody otulające domki o spadzistych dachach roztkliwiały swoją uroczą różnorodnością i fantazją gospodarzy. Zostałam przywitana przez dwóch przeuroczych panów: Kazushige i Kazumasę, których również od razu pokochałam. Poza moją dozgonną sympatią ci dwaj przecudowni mężczyźni mają również moją wieczną wdzięczność za ciepłe przyjęcie, okazaną życzliwość i wiedzę o herbacie, której mi nie szczędzili…

Shirakawa Town przez tydzień była dla mnie gościnnym rajem… Masywne góry pokryte gęstymi lasami iglastymi, świeże powietrze, rzeki w nieskończonych odcieniach szmaragdu i turkusów tak czyste, że dno chyba można zobaczyć nawet z księżyca i ludzie – przesympatyczni, otwarci, z poczuciem humoru, wyluzowani…

            

Tego samego dnia, kiedy przyjechałam do Shirakawy, moi opiekunowie – Kazushige-san oraz Kazumasa-san zabrali mnie do muzeum. To miejsce poświęcone pamięci Chiune Sugihara – niezwykle odważnego, o wielkim sercu człowieka, który podczas drugiej wojny światowej pomagał Żydom, także polskim, uniknąć eksterminacji. Choć jest to kawałek historii dość bolesny, wzruszyła mnie ta kolejna, szlachetna niteczka łącząca Japonię i Polskę.

Potem był czas na herbatę… Pojechaliśmy do sklepu pana Seizou, gdzie prócz herbaty było też sporo utensyliów do herbaty matcha oraz liściastej. Gospodarz przygotował dla nas tegoroczną shinchę. Z herbatami z prefektury Gifu zetknęłam się dwa lata temu podczas spotkania w głównej mierze poświęconego sake z tego regionu. Dwa rodzaje herbat wówczas degustowanych nie zachwyciły mnie, a charakterystyczna dla herbat z Gifu goryczka raczej nie skłoniła mnie by zostać przyjacielem tych herbat… Ale herbacie trzeba dawać szansę 😉

      

Herbata podana przez gospodarza w zapachu suchych liści była połączeniem świeżej trawy i storczyków… Czajnik paruje więc pytam jaka jest temperatura wody. Około 90 stopni. W naparze przyjemne zaskoczenie – herbata okazuje się być delikatna i charakterna jednocześnie, lekko oleista z mlecznym akcentem. Napar jest dość mętny. W smaku wyczuwam znaną już sobie goryczkę – charakterystyczna nuta dla herbat z tego regionu; jednak tym razem owa goryczka mi się podoba – wspaniale równoważy się ze słodyczą i nadaje naparowi ciekawego rysu.

      

Po degustacji jeszcze raz obeszłam sklep pana Seizou bardzo dokładnie z każdej strony i wyszedłszy na zewnątrz znalazłam poletko herbaciane, które, jak się okazało, należy do pana Lin`a. Poletko znajdowało się tuż za domem właściciela i w Shirakawie nie jest niczym szczególnym, ponieważ wielu mieszkańców tego przepięknego miasta ma swoje prywatne plantacje herbaciane gdzieś w pobliżu domów; herbata z takich miejsc nie jest oczywiście na sprzedaż, zwykle ręcznie zbierana jest przeznaczona do prywatnego użytku. Pan Lin, podobnie jak wielu innych mieszkańców tego herbacianego regionu, pracuje na większej (komercyjnej) plantacji herbaty.

Urzeczona widokami i słodko opita herbatą zostaję zabrana na okoliczne plantacje herbaty… Dołącza do nas Chihiro, która z pasją opowiada o plantacjach Shirakawy, o uprawie i właściwościach herbaty…

      

Na porośniętym krzakami herbaty wzgórzu, z którego roztacza się cudowny widok na okoliczne plantacje herbaciane, fabrykę herbaty oraz zakole rzeki Hida, Chihiro pokazuje mi native tea czyli tzw. zairai. Chihiro objaśnia, że zairai to japońska nazwa herbaty pierwotnej, której pochodzenie jest trudne lub w ogóle niemożliwe do ustalenia; mówi się na nią dzika herbata, ponieważ rośnie bez ingerencji człowieka w jej wzrost i rozwój. Nie do końca również wiadomo jak dana odmiana zairai zachowa się w różnych warunkach klimatycznych… Ciekawa sprawa z tą herbatą… kolejny temat do zgłębienia…Później w Internecie znalazłam prosty i chyba dość prawdziwy opis zairai: https://www.teaformeplease.com/blog/tea-nerd-dictionary-zairai

Rzeczywiście listki herbaty z regularnej uprawy…

…różnią się od wolnych krzaczków zairai…

      

Gdy na chwilę zapuszczamy się głębiej w pobliski las, gdzie otula nas orzeźwiający chłodek, znajdujemy kolejny zairai:

Każdy oglądany przeze mnie obszar jest inny, podporządkowany innym metodom zbiorów (ręcznym lub maszynowym) i przeznaczony na różne rodzaje herbaty w zależności od czasu zbiorów. Generalnie Shirakawa, jak cała prefektura Gifu, jest nastawiona gównie na produkcje herbaty zielonej, sporadycznie herbaty czarnej (black tea).
Na każdym z tych miejsc chce mi się krzyczeć ze szczęścia nie tylko dlatego, że do woli mogę macać szczęśliwe listki herbaciane, ale także dlatego, że gdzie nie spojrzę jest pięknie i w oczach już nie mam miejsca na te cudne widoki, które mnie otaczają…

   

Na koniec tego niesamowitego dnia trafiam do rodziny państwa Isajich – przecudownych ludzi, którzy będą mnie gościć i opiekować się mną jak członkiem rodziny przez kolejnych 7 dni. To po panu Kazushige, panu Kazumasie i Chihiro kolejne anioły na mojej japońskiej drodze herbaty…

c.d.n…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s