Black Nepal Ilam Jasbire & Silver Needles Nepal Ilam Jasbire

Wracam do wspomnianych w poprzednim wpisie herbat z Nepalu przywiezionych przez Dawida. W ciepły i bardzo słoneczny wrześniowy dzień wybrałam się do lasu, by w spokoju podegustować czarną i białą herbatę z trzeciego zbioru czyli z połowy sierpnia br. zebraną na nepalskiej plantacji Ilam Jasbire. Herbata pochodzi z chińskiego kultywaru a wszystkie herbaty przywiezione przez Dawida zostały zebrane ręcznie…

Herbata Black Nepal Ilam Jasbire

Zapach w torebce: gorzka czekolada ze słodyczą różanych płatków…
Liście w ogrzanym gaiwanie przywodzą mi na myśl powietrze przesycone aromatem pieczonego w opalanym drewnem piecu chleba lub podobnego ciasta; ten aromat przetykany jest zapachem świeżo zerwanych z ogrodu róż oraz – tu absolutne zaskoczenie! – wyraźnie cytrynowymi akcentami.

Woda trochę przestygła w czasie gdy wędrowałam po lesie i pewnie gdy zalewałam nią liście herbaty miała ok. 93 stopni. Patrzę jak herbata tańczy w gaiwanie, jak pęcznieje i mości się w całym naczyniu…

Zapach naparu: słodka stajnia.
Smak naparu jest przyjemny drzewno – sianowy przetykany słodką nutą miodu gryczanego z leciutką mgiełką goryczki… ta goryczka kojarzy mi się z taką specyficzną goryczką, którą można wyczuć w buraku…

Mokre liście pachną sitowiem , do którego dotarł aromat pieczonego ciasta/ kruche ciasteczka z pobliskiego domu. Wyobraźcie to sobie… tak jakby herbata przeniosła was w czasie i przestrzeni dlatego ten dom nad jeziorem, popołudnie końca lata gdzie w ciepło powoli wślizguje się chłód jesieni…

Drugie parzenie też ok. 1 min jest takie samo jak pierwsze ale bez takiej intensywnej słodyczy, za to z goryczką buraczaną pozostającą na podniebieniu…

Siedzę sobie na ławeczce popijając herbatę i wpatrując się w drzewa. Raz z prawej, raz z lewej mijają mnie rowerzyści przecinając swoją rzeczywistością moją…
Myślę o tym doznaniu, które Ken Wilber opisał w swojej książce „Niepodzielone” kiedy medytujesz nad chwilą obecną wpatrzony w otaczającą rzeczywistość ograniczoną polem twojego widzenia/ zasięgiem wzroku. Zaczynasz dostrzegać, że na kolejnych planach, równolegle, przed twoimi oczami toczą się inne życia, inne rzeczywistości; widzisz w jednej teraźniejszej chwili, że twoje życie i życie z równoległych płaszczyzn jest niepodzielone… jak drzeworyty ukiyo-e…

Muszę oszczędzać wodę w termosie. Przede mną jeszcze długa droga i jedna herbata do spróbowania. Dlatego poprzestaję na dwóch parzeniach, zbieram utensylia i ruszam dalej…
Po pewnym czasie odnajduję polankę troszeczkę oddaloną od głównej ścieżki i nieznacznie ukrytą wśród drzew…

Silver Needles Nepal Ilam Jasbire

Zapach w torebce: słodkie delikatne kwiaty… lilie rozrzucone na sianie…
W nagrzanym gaiwanie zapach tej herbaty zaskakuje dominującą kukurydzą z kiełbasą dobrze obsuszoną.
Woda w termosie jest już dość przestudzona – zapewne do ok. 80 stopni. – dlatego pozostawiam liście w wodzie jakieś 2 minuty. Zapach naparu nie jest zaskoczeniem – to słodka, dopiero co wyjęta z wrzątku, kukurydza; smak – podobnie jak zapach. I choć herbata w naparze okazuje się mało zaskakująca to jednak jest bardzo przyjemna – delikatna, gładka, pozostawia na podniebieniu słodki posmak…

Natomiast zapach mokrych liści w gaiwanie jest zupełnie pozbawiony słodyczy; tutaj mocno można wyczuć nuty wodne i mineralne – płynąca wartkim strumieniem rzeka w środku lata…

Drugie parzenie, przedłużone do ok 3,5 minut jest dużo słabsze, mniej słodkie; na pierwszy plan wysuwa się leciutka goryczka…Myślę sobie, że trzeba poeksperymentować w domu z wyższą temperaturą wody i krótszym czasem zaparzania…

Jeśli jest możliwość dobrze jest wiedzieć coś o miejscu pochodzenia danej herbaty i ludziach, którzy ją zbierają i robią… Nie dane mi było, niestety, na Zaparzaj! posłuchać nepalskich opowieści Dawida, dlatego zadzwoniłam do niego po powrocie z lasu i dowiedziałam się, że na plantację oraz do fabryki Ilam Jasbire, którą zawiaduje pan Sharad, trafił (razem z Piotrem) przypadkowo – dostając kontakt w maleńkiej herbaciarni w turystycznej dzielnicy Katmandu – Thamel. Dawid opowiedział mi również, że byli gośćmi pana Sharada przez tydzień kiedy to zwiedzili plantację…

…fabrykę herbaty oraz mieli możliwość degustowania różnych herbat produkowanych przez Jasbire Tea Factory…

   

 

Pan Sharad zajmuje się herbatą od 20 lat natomiast Jasbire Tea Factory od momentu jej powstania czyli od trzech lat. Ta młoda fabryka powstała dzięki finansowemu wsparciu Holenderskiego Funduszu Zrównoważonego Rozwoju i w planach rozwoju ma, jak wiele nepalskich plantacji, wsparcie edukacyjne dla szkół rolników pracujących na plantacjach.
Dla mnie osobiście te informacje są istotne – nie tylko smak herbaty ma znaczenie, ale także miejsce z którego pochodzi oraz wartości jakimi kierują się plantatorzy i producenci herbat… A gdy oglądam zdjęcia Piotra z plantacji Jasbire… mam ogromną ochotę tam pojechać, nabrać w płuca tego górskiego powietrza a potem całymi dniami zbierać, obrabiać i pić herbatę…

 

 

nieoznaczone zdjęcia z nepalskiej plantacji są autorstwa Piotra Kałużnego

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s