Medytacje w Muzeum i herbata… ;)

W wyniku, wciąż dla mnie niezrozumiałych, splotów okoliczności na początku tego roku trafiłam do Muzeum Sztuk Użytkowych w Poznaniu na spotkanie pod wiele obiecującym tytułem „Medytacje w Muzeum”. Pierwszym ogromnym zaskoczeniem było dla mnie samo muzeum, które pamiętałam z lat licealnych jako malutkie budyneczki z salami o upchanych trochę eksponatach i bardzo rzadko organizujące jakieś ciekawe wydarzenia; okoliczne wzniesienie było mekką dla wielbicieli tanich win, amatorów ulżenia swoim potrzebom fizjologicznym na wolnym powietrzu, szemranych interesów i oparów dymu z różnych używek. Ta podupadająca na klasie i znaczeniu część zabytkowego Poznania to spuścizna po walkach o Poznań w 1945 roku, kiedy zabudowania Wzgórza Przemysła zostały całkowicie zniszczone. W latach 1959-1969 odbudowano budynek wzniesiony w 1783 roku przez Kazimierza Raczyńskiego, gdzie urządzono Muzeum Sztuk Użytkowych, jakie pamiętam z zamierzchłych licealnych czasów…

Na początku tego roku weszłam na Wzgórze Przemysła po wielu latach nie odwiedzania tego miejsca i …oniemiałam!

Sceneria jak z bajki; okazałość i dostojeństwo będące wynikiem wysiłku i pracy, zaangażowania i zapewne wytrwałej konsekwencji w przywrócenie temu historycznemu miejscu należytego piękna.

Zachwyciły mnie też zagospodarowane z rozmysłem i finezją przestrzenie Muzeum – mijałam je wraz z innymi uczestnikami spotkania Medytacji w Muzeum kiedy byliśmy  przeprowadzani do sali, gdzie w jednej z gablot stały czarki do herbaty…

Czarki, jak głosi napis przy eksponacie, należą do serii Kien wykonanej w chińskiej prowincji Foukien, słynnej z produkcji ceramiki. W Japonii powstawały ich mistrzowskie naśladownictwa pod nazwą Tenmoku („oko niebios”). Na Dalekim Wschodzie służyły do picia herbaty, ale w Europie nie pełniły funkcji użytkowej, niejednokrotnie stanowiąc po prostu cenny wyraz nieznanej, dalekiej i egzotycznej kultury… Jedna z wyeksponowanych czarek została naprawiona metodą kintsugi  (tzn. naprawiać złotem)– japońską metodą przywracania uszkodzonym przedmiotom ceramicznym lub porcelanowym życia za pomocą klejenia lub wypełniania ubytków laką z domieszką złota.

Patrzyłam na te kruche czarki, które zawirowania losu potłukły, a jakiś cierpliwy człowiek poskładał pojedyncze kawałki w nową, zupełnie inną całość… Patrzyłam i słuchałam, jak Ola – jedna z organizatorek Medytacji w Muzeum – czyta fragment o kintsugi z książki Joanny Bator*:

,,-Zdarzają się rzeczy, które nie czynią nas silniejszymi, nawet jeśli je przeżyjemy. Chcemy wierzyć, że czas nas uleczy sam z siebie. Ale czas nie jest lekarstwem, jeśli pozostajemy bierni. Wtedy po prostu upływa, obojętny. Kintsugi pokazuje nam, jak objąć nasze uszczerbki, pęknięcia i rysy. Nasze rany. Słabość i ułomność. Naszą kruchość i przemijalność. Jeśli się postaramy, możemy stworzyć nową całość z rozbitych części i łączących je blizn. Blizny po bólu, cierpieniu spowodowanym utratą, doznanych upokorzeniach są widoczne. Takie pozostaną. Do końca. Nie ukrywamy ich w poszukiwaniu sztucznej doskonałości. Niedoskonałość i przemijanie, to część tego, kim jesteśmy. Część naszej podróży. I to właśnie jest piękne.”

Potem zeszliśmy do podziemi Muzeum, gdzie kiedyś znajdował się skarbiec królewski i wraz z Marzeną – drugą organizatorką cyklu spotkań – w zupełnej ciszy medytowaliśmy… I w tej ciszy niczym kawałki puzzli zaczęły się układać zdarzenia i ich znaczenie: powrót do miejsca jakim jest Wzgórze Przemysła i Muzeum Sztuk Użytkowych, które zostało zupełnie odnowione, a któremu – pomimo wielu zniszczeń na przełomie stuleci- nadano nową, piękniejszą formę… potłuczone czarki do herbaty, których skorupki ktoś mógłby po prostu wyrzucić a jednak podjął wysiłek naprawy… medytacja, która przecież jest nierozerwalnie związana z Drogą Herbaty, ale poza tym jest doskonałym treningiem zatrzymywania się, przyglądania się wnikliwiej temu, co może umknąć, co może zachwycić, co może dać siłę…

Po medytacji brakowało mi tylko jednego – prawdziwej herbaty. Zaproponowałam Oli i Marzenie, by przy następnym spotkaniu spróbować wprowadzić bardziej świadome parzenie i picie herbaty, które byłoby przedłużeniem opowieści o obiekcie i medytacji w ciszy. Ku mojej radości dziewczyny się zgodziły i już od następnego spotkania parzyłam herbatę w gaiwanie starając się przemycić trochę wiedzy o herbacie i zaczarować uczestników aromatycznymi naparami… I tak w lochach Zamku Królewskiego na Wzgórzu Przemysła w Poznaniu zagościły czarne herbaty japońskie, oolongi i matcha…

 

Aromaty herbaciane ładnie przeplotły się z opowieściami Oli m.in. o neogotyckim pucharze dwoistym zrobionym według projektu Albrechta Dűrera z 1526 roku…

Ten obiekt szalenie mnie zachwycił – ponieważ jest przykładem zwyczajowego prezentu dla raczej bogatych nowożeńców z XVI-XVII wieku; puchar tworzą dwa identyczne puchary złożone. Ola mówi, że to właśnie stąd wzięło się powiedzenie „kubek w kubek” oznaczające identyczność ale i połączenie.

Pobudzająca matcha stała się uzupełnieniem opowieści o kaflu piecowym z przedstawieniem Samsona…

   

 

Pod koniec lipca Ola i Marzena zrobiły absolutnie przesympatyczne spotkanie poza murami Muzeum Sztuk Użytkowych, ale wciąż na terenie muzeum, a dokładnie na terenie pięknie utrzymanego parku. Była i herbata od Pana Hirumy z prefektury Saitama zaparzona zimną wodą, były rozmowy o podróżach, rozważania czy lepiej zapuścić korzenie czy jednak być nieustannym wędrowcem, oraz o tym czy herbata jest zdrowsza od kawy… 😉

Pozostał niedosyt i pragnienie kolejnych spotkań…

We mnie dojmującym uczuciem pozostaje jednak wdzięczność… dla tych wszystkich osób, które przychodzą na spotkanie z muzealnymi obiektami i uczestniczą w medytacji, ale przede wszystkim dla Oli Podżorskiej i Marzeny Prusińskiej, które wymyśliły ten cykl widząc, że obcowanie ze sztuką często służy wewnętrznemu wyciszeniu, w czym zbliżone jest do medytacji; samej medytacji nie narzuciły żadnej konkretnej ścieżki czy techniki – stwarzając tym samym wolną i bezpieczną przestrzeń do wspólnego pobycia razem i wyciszenia się.

Z niecierpliwością czekam właściwie na koniec wakacji i wznowienie spotkań z cyklu Medytacje w Muzeum – po tych wszystkich niesamowitych przedmiotach, których pewnie nie zauważyłabym w ogromie muzealnej ekspozycji lub nie poznała tak szczegółowo, gdyby nie wspaniałe opowieści Oli przybliżające ich historie – jest we mnie niecierpliwość i ciekawość, by poznać więcej… Mam nadzieję, że i na herbatę znajdzie się tam miejsce 😉

 

 

* „Purezento”, Joanna Bator

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s