Darjeelingi i nepale czyli wspomnienia z Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj!

Mój Tata mówi, że 98% obaw jakie nami targają, nie spełnia się. Sprawdziło się to i tym razem, podczas Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! Ponieważ podczas tego wydarzenia miała miejsce moja pierwsza w życiu publiczna prelekcja o herbatach, bałam się bardzo… że ze stresu zapomnę o czym tak naprawdę miałam mówić i zamiast o darjeelingach zacznę opowiadać o oolongach; że przeparzę herbaty, albo że je niedoparzę. Prorok Zagłady szalał we mnie na całego. Okazało się, że moje obawy zmieściły się w tych dwóch procentach – na chwilę mój umysł wpadł w czarną dziurę kosmiczną i pomyliły mi się kultywary z odmianami i gatunkami. Jednak miałam cudownych słuchaczy, którzy pomogli mi wybrnąć z tego ambarasu. Wspaniali ludzie 🙂

Bardzo chciałam zaparzyć wszystkie darjeelingi, które przygotowałam na prelekcję:

Darjeeling Namring FF Lotniczy 2015

20151014_133533

Darjeling Golden Tips Namring Upper SF

20151014_133622

Darjeeling Margaret`s Hope SF

20151014_133706

oraz Darjeeling White Happy Valley

20151014_133807

Jednak na zaparzenie tego ostatniego zabrakło czasu mojego wykładu. Niemniej jednak udało mi się namówić Macieja z bytomskiej herbaciarni Herbata na eksperymenty z tym darjeelingiem. Z początku chcieliśmy przygotować Darjeeling White Happy Valley metodą szybkiego parzenia w gaiwanie przy temperaturze ok 85 stopni celsjusza. Nic dobrego jednak z tego nie wyszło. Ta herbata okazała się mocno zaspana albo wyjątkowo kapryśna. Odsłoniła się przed nami dopiero przy drugim podejściu, gdy Maciej wsypał więcej liścia do gaiwana, zalał ją wodą ok. 90 stopni celsjusza i trzymał ją pod przykryciem jakieś 15 minut. Wówczas poczuliśmy delikatne kwiaty, dotyk aksamitu na języku i akcent goryczki na dalekim planie…

IMG_4832

Muszę przyznać, że wybrane przeze mnie darjeelingi niezbyt pozytywnie mnie zaskoczyły… Pamiętam ubiegłoroczne: lotniczego Namringa, Namringa Uppera Golden Tips oraz Margaret`s Hope z późnych zbiorów – one wszystkie były urzekające, pełne, wyraziste w swej delikatności. W tym roku są jakby przygaszone… I takie wrażenie miałam podczas domowego parzenia w porcelanowym dzbanuszku, jak i podczas festiwalowego parzenia w czajniczkach żeliwnych. Cóż, z herbatami tak bywa… 🙂

Czas mijał bardzo szybko. Kolejni prelegenci pojawiali się i schodzili ze sceny żegnani gromkimi brawami. Udało mi się trochę podsłuchać opowieści Asi (www.joannabozek.pl) o jej Drodze Herbaty, o blaskach i cieniach prowadzenia bloga. Justynę złapałam chwilkę przed jej prelekcją; zdążyłyśmy napić się czarki herbaty i już zjawiali się kolejni goście, kolejni prelegenci. Rafał pojawił się z całą masą intrygujących akcesoriów do cold brew.

IMG_4883

Chwilkę asystowałam mu w przygotowaniu do wykładu, a potem pochłonęły mnie, przyziemne sprawy – trzeba było w kuchni umyć czarki i naczynia 🙂 Spragnionych herbaty nie brakowało, co napawało mnie ogromną radością 🙂 W międzyczasie chwilę wytchnienia znalazłam przy chapanie Macieja, który niezmordowanie zaparzał herbatę za herbatą. Po naszych eksperymentach z darjeelingami przyszła kolej na pu erh`y, a gdy przyjechali Monika z Piotrem (czajownia.pl) – także na Cherry Tea przywiezioną przez Piotra. Uwielbiam tę herbatę, którą pierwszy raz spróbowałam parzoną ręką mistrza Mosahiro Takada na początku tego roku właśnie we wrocławskiej Czajowni. Tym razem Maciej zaparzył dużą ilość liścia Cherry Tea, co dało w efekcie cudowny, intensywny napar o dominującym smaku cierpkiej wiśniowej pestki.

IMG_4859  IMG_4861

IMG_4865

Udało mi się usłyszeć większą część wykładu Piotra o kulturze herbaty w Polsce i Czechach. Prelekcja była połączona z pokazem m.in. zdjęć obrazujących przebieg budowy wrocławskiej Czajowni. Byłam pod wrażeniem ile pracy, zaangażowania i wysiłku wymagało doprowadzenie tego miejsca ze stanu surowego do przytulnej herbaciarni, jaką jest teraz Czajownia. Pomyślałam sobie wówczas, że prawdziwa pasja potrafi dodać nadludzkich sił…

Monika zabrała nas w podróż na Sri Lankę pokazując jak wyglądają cejlońskie fabryki herbaty i fabryka cynamonu. Była to prelekcja bardzo aromatyczna i pełna wzruszających opowieści o miejscowych atrakcjach i przyjaznych, otwartych Lankijczykach. Z relacji Moniki po raz kolejny wyłoniło się przesłanie dla podróżników – nieprzewidziane, z początku wydające się przykre, okoliczności, mogą zmienić podróż w ekscytujące i ubogacające przeżycie…

Ostatnia prelegentka – Agata (www.agataozarowska.pl) pięknymi fotografiami oprowadziła nas po nepalskiej plantacji pana Andrew – jednej z najwyżej położonych plantacji herbacianych na świecie.

Można by rzec: kulminacyjnym punktem programu Poznańskiego Festiwalu Herbaty był panel dyskusyjny prowadzony przez Anię (Piewcy Teiny). Okazało się, że zebrani z Kwietnej pasjonaci herbaty mają wiele do powiedzenia na temat kultury herbacianej w Polsce i gdyby nie ograniczenia czasowe, dyskusja zapewne toczyłaby się do białego rana. Bardzo ciekawie o tym panelu napisali nasi wrocławscy goście: Jagoda i Marcin (czarkanawidelcu.wordpress.com ).

Burzliwe rozmowy herbaciane zostały ukojone dźwiękami gongów i mis tybetańskich. Cudowny, relaksacyjny koncert – idealnie wprowadzał w czas krótkiej, regenerującej drzemki… 😉

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy…Smutek z zakończenia Festiwalu koi tylko myśl, że za rok będzie kolejna edycja Zaparzaj! Organizatorzy są pełni szalonych pomysłów, a ponieważ nie brakuje im zapału i werwy – zapewne owe pomysły skutecznie zrealizują 😉

Mnie z Poznańskiego Festiwalu Herbaty na pamiątkę zostały nie tylko zdjęcia i niesamowite wrażenia z przeżytych kilkunastu godzin z przeuroczymi, pełnymi pasji, poczucia humoru, wiedzy i herbacianego doświadczenia ludźmi, ale także…herbaty 🙂

          ———————————————————————————————-

Mijający tydzień był szalonym, niczym pędzący na oślep mustang, czasem… Udawało mi się wykrawać z tego zwariowanego biegu zdarzeń chwile uspokojenia właśnie po to, by na spokojnie podegustować przywiezione z Festiwalu herbaty. A tych, dzięki Agacie, przywiozłam trzy. Plantacja Guaranse w Nepalu, z której pochodzą owe herbaty, jest najwyżej położoną herbacianą plantacją na świecie.

Pierwszą herbata, po którą sięgnęłam, była White Curls SF 2015.

20151014_121408

Postanawiam użyć szklanego gaiwana, by móc obserwować tańczące liście. Wedle wyznacznika na stronie internetowej (onecupoftea.pl), na którą właśnie po zasady parzenia odesłała mnie Agata, starałam się przestudzić wodę do ok. 85 stopni Celsjusza. Obserwując nabierający intensywności kolor naparu, postanowiłam, że dam tej herbacie 4 minuty w pierwszym parzeniu.

20151014_132419

Podczas degustacji czuję łagodność i jednocześnie wiem, że ta herbata będzie bardzo delikatna i subtelna, i potrzebuje czasu, by się obudzić i z większą łaskawością odsłonić swoje kwiatowe nuty.

20151014_132958

W drugim parzeniu daję White Curls już 7 minut. I rzeczywiście kwiaty wyczuwalne są bardziej intensywnie; dodatkowo pojawiają się urzekające słodkie akcenty lipowego miodu i bardzo, bardzo odległa, choć jednoznacznie wyczuwalna, nutka kwiatu czarnego bzu… W każdym parzeniu, również w tych kolejnych, których zrobiłam jeszcze dwa, można wyczuć wilgotną świeżość – zapach wody w jeziorze w letni poranek…

20151014_133346

Kolejną herbatą, którą wsypuję do gaiwana jest Mystic Green SF 2015. Gdy wącham suche liście czuję urzekającą mleczną czekoladę z nutą wanilii. Hmm…

20151014_121552

Zalecana temperatura 75 – 85 stopni Celsjusza i czas parzenia 1-3 min. Jak zwykle wybieram złoty środek o parzę 2 minuty. Napar jest łagodny, kremowy; można wyczuć lekką oleistość podobną jak w herbatach japońskich i bardzo delikatną cierpkość skórki zielonego orzecha, która łagodnie ale równomiernie rozkłada się na języku. Z każdym kolejnym parzeniem ta herbata subtelnieje a przy szóstym parzeniu już nie czuć goryczy – tylko morska, aksamitna łagodność…

20151015_105537   20151015_112042

Na koniec zostawiam sobie Guranse White Tips SF 2015.

20151014_121952   20151016_112615

Zalane liście trzymam pod przykryciem ok 4 min. Po pierwszym parzeniu mam wrażenie, że piję darjeelinga z lutowo-marcowych zbiorów – czuję świeżość, lekkość i roślinną, lekką goryczkę majaczącą w tle. Ta herbata jest miękka…Kiedy weźmie się do ust płatek jadalnego kwiatu, można poczuć na języku i podniebieniu atłas i aksamit jednocześnie. Taka właśnie jest Guranse White Tips… Drugie parzenie zrobiłam już trochę krótsze i degustując napar wyczułam kwiatowe nuty, oraz – co mnie zaskoczyło – ziołowe akcenty. W Guranse White Tips jest jakieś swoiste ciepło…Z każdym kolejnym łykiem w wyobraźni wyostrzał się obraz lasu i pierwszego jesiennego ogniska, które rozpala się gdy podczas długiej wędrówki zatrzymujemy się dla odpoczynku, przygotowania herbaty i spokojnej kontemplacji otaczającej przyrody.

Nie mogłam sobie odmówić trzeciego parzenia. Tym razem poczułam, jak ta herbata staje się zrównoważona i spolegliwa; przestaje zaskakiwać coraz to nowymi tonami, ale wycisza się w kwiatowych aksamitach i delikatnych chropowatościach. Zrobiłam czwarte parzenie, gdy zadzwonił telefon. Straciłam rachubę czasu podczas rozmowy… Gdy wróciłam do pływających spokojnie w gaiwanie listków, podejrzewałam, że herbata będzie nie do wypicia. I tu spotkało mnie kolejne zaskoczenia – cierpliwie zachowała dla mnie cały swój kwietno-ciepły urok… Mocniejsza i bardziej wyrazista wciąż nie mogła ukryć swojej łagodności. I nawet troszeczkę już przestudzona niezmiennie była pełna uroku…

20151016_113245

Przy tej herbacie myślałam o Festiwalu Zaparzaj z ogromną wdzięcznością – tyle pozytywnej energii czułam na tym wydarzeniu, tyle wiedzy nabyłam, tylu niezwykłych ludzi poznałam! Dziękuję wszystkim, spotkanym w Kwietnej, wspaniałym osobom! Widzimy się za rok! 🙂

Reklamy