Anji Bai Cha w drewutni ;)

Wspomnienie sprzed roku odświeżone jakiś tydzień temu…
– O, postawiłeś pawilonik herbaciany!? – wykrzyknęłam przystanąwszy ze zdumienia.
– Pawilonik herbaciany? – zdziwił się Tata – Nie, to drewutnia.
– Jaka drewutnia? Toż to idealne miejsce na ceremonię herbacianą – mówiłam przejęta. Czułam jak ta drewniana budowla jest przepełniona spokojem i dobrą energią. Całe otoczenie wokół: rosnące w siłę sosny, kamienie, młoda trawa, cisza dookoła mącona tylko delikatnymi podmuchami wiatru – to wszystko samo z siebie czyniło to miejsce idealnym do wyciszonego przygotowania herbaty. Oczami wyobraźni widziałam, jak w słoneczny, ciepły dzień siedzę pod spadzistym daszkiem i niespiesznie przygotowuję herbatę… – O, nawet są dzwonki wietrzne! – zawołałam.
Weszliśmy do domu a ja obiecałam sobie i Tacie, że gdy tylko przyjadę tu następnym razem i będzie ciepło – koniecznie zaparzę herbatę w tym cudownym pawiloniku herbacianym…

Kilka miesięcy później znów stanęłam przed drewutnią. Powietrze pęczniało ciepłem ukołysane ciszą i subtelnym wiaterkiem. Dzwonki wietrzne pobrzękiwały jakby od niechcenia, rozleniwione letnim popołudniem… Uśmiechnęłam się do siebie, bo czas i okoliczności dopasowały się do miejsca – idealne warunki, by napić się herbaty…

   

Nastawiłam wodę na herbatę. Tymczasem Tata znalazł kawałek wykładziny, który idealnie pasował do położenia na betonowej podłodze pawiloniku herbacianego. Przyniosłam i rozstawiłam swoje utensylia do herbaty. Dostałam w prezencie mały wazonik, do którego wstawiłam stokrotkę – kwiat, który zawsze kojarzy mi się z lekkością, beztroską i radością; chciałam, by tego dnia chwile przy herbacie pod dachem drewutni takie właśnie były…

W pudełku miałam ze sobą kilka herbat, ale wybrałam Anji Bai Cha… Pierwszy raz tę herbatę spróbowałam zaparzoną przez Roberta – oryginalna Anji Bai Cha pochodząca z chińskiego regionu Anji w północnej prowincji Zheijang ze zbiorów w 2015 roku. Wspomnienie tego smaku – lekkości, subtelnej słodyczy naparu, niezmiennie wywołuje uśmiech na mojej twarzy. To była dobra herbata dobrze zaparzona. Rok później piłam Anji Bai Cha przywiezioną przez Jarka – świeża, aromatyczna, choć zdawała mi się bardziej wyrazista niż ta, którą poczęstował mnie Robert. A teraz byłam w posiadaniu Anji Bai Cha od Wojtka.

Usiadłam po turecku przed naczyniami herbacianymi. Woda przestygła do odpowiedniej temperatury… Pierwszy napar był łagodny – herbata zdawała się być jeszcze nie w pełni obudzoną i tylko nieśmiało ujawniała świeże trawiasto-kwiatowe akcenty.

         

Następne napary pozostały łagodne, ale każdy kolejny dawał jakby więcej słodyczy… Cieszyłam się, że nawet Tacie smakuje… 🙂

Nigdzie się nie spiesząc z maleńkich czareczek spijaliśmy napar kojąco zrównoważony…

I taka oczywista oczywistość mocno zakiełkowała w świadomości: delektowanie się herbatą to nie tylko odnajdywanie subtelnych smaków ukrytych w naparze… to uspokojenie wewnętrznego rozedrgania; to nabranie dystansu do problemów, do których i tak trzeba będzie wrócić po ostatnim łyku herbaty; to rozrastająca się w duszy i ciele radość, że jest się w tym konkretnym miejscu, w tym konkretnym czasie i właśnie z tymi ludźmi, z którymi z wdzięcznością można dzielić to wewnętrzne przeżycie… Delektowanie się herbatą to szczęście w najczystszej postaci… 🙂

Tak, tym wpisem ocalam to wspomnienie od zapomnienia, ponieważ gdy niedawno mogłam znów odwiedzić mój pawilon herbaciany, wyglądał on tak:

Cóż, oby do lata; mam nadzieję… 🙂

p.s. O Anji Bai Cha można też poczytać:
http://cha-herbata.blogspot.com/2014/10/anji-bai-cha-z-prowincji-jiangxi.html
http://mycupofgreentea.blog.pl/2016/12/10/rozne-odslony-herbaty-cz-33-anji-bai-cha-czyli-nietypowa-chinska-zielona-herbata/
http://cappy-bara.blogspot.com/2015/05/an-ji-bai-cha-2015.html

Japońska czarna herbata z Ureshino i duch Lu Yu ;)

Na spotkanie herbaciane w Onggi przyszłam najwcześniej. Przygotowałam więc wszystkie potrzebne utensylia w założeniu, że będziemy pić więcej niż jedną herbatę. Rozłożyłam materiał, ustawiłam naczynia, przygotowałam miseczki ze słodkościami, zagotowałam wodę. Z jednej z półek wzięłam figurkę Lu Yu i postawiłam przy czarkach – będzie dziś nam towarzyszył przy herbacie z bardzo bliska 😉 Czekałam. Lubię tę szczególną chwilę, kiedy wszystko na stole herbacianym jest już właściwie przygotowane i zaraz zagotuje się woda, by można było przygotować napar herbaciany… Cisza. Szum czajnika. Wybieram herbatę, którą zaparzę na początek – japońską czarną herbatę z Ureshino. Nie jest to herbata do pobożnego degustowania i kontemplacji jej smaku. To herbata, którą w chłodne dni można rozpocząć spotkanie herbaciane; nie zachwyca, ale wywołuje uśmiech sympatii na twarzy pijącego. Zdaje się mówić: Witaj, zdejmij płaszcz, usiądź przy herbacianym stole, zrelaksuj się i otwórz na nowe smaki herbaty… Więc relaksuję się 🙂

20170225_170028   20170225_170016

Pierwsze parzenie…

W oczekiwaniu na napar patrzę na to ciche miejsce, które przytula mnie w to zimne lutowe popołudnie; patrzę na drewniane ściany, stół z wtopionym ryżem i herbatą, uśmiecham się do wszystkich czareczek i czajniczków, wazoników i pudełek z herbatą, które umościły się na niewielkich rozmiarów półeczkach… Ach, jakie idiotyczne uczucie – mówię sama do siebie – taka wdzięczność za to wszystko… Za to ciepło i ciszę, za łagodną muzykę w oddali i szmer rozmów gości restauracji na dole… Jakież ja mam cholerne szczęście… 😉

20170225_162935

Pierwszy łyk ciepłej czarnej herbaty z Ureshino niezmiennie koi mnie swoją łagodnością. Przyjemne, wyraźne winne i słodkawe nuty doskonale się równoważą…

Przyglądam się w skupieniu zaaranżowanej przestrzeni herbacianej. I wiem, że bardzo przydałby się tu teraz jakiś akcent roślinny. Tak, kompozycje kwiatowe do ceremonii herbacianej są jeszcze moją piętą achillesową… do tej pory stawiałam niepewne kroki w aranżowaniu chaxi, nadal w tej materii przede mną całe lata świetlne nauki, ale w tym wszystkim kompozycję roślinną jakimś cudem omijałam i pomijałam…Teraz pomyślałam sobie, że koniecznie trzeba przestać ten element aranżacji przestrzeni herbacianej traktować po macoszemu…

Drugie parzenie…

Rozmyślania przerywa sms, który informuje mnie, że na spotkanie nikt nie przyjdzie. Zostałam sama. Z Lu Yu 😉 … czy tak miało być?

Są przypadki czy ich nie ma? Jedni mówią, że nie ma przypadków, że jest to przeznaczenie, którego się nie uniknie; inni, że przypadki jak najbardziej istnieją i są szansami, możliwościami wyboru tego, jaką drogą pójdziemy dalej… A prawda leży pewnie gdzieś pośrodku…
A napar smakuje przyjemnie…

Wstaję na chwilę by rozprostować nogi i bezwiednie podchodzę do półki z książkami. Wśród literatury herbacianej napisanej po chińsku i japońsku, gdzie mogę tylko sycić oczy zdjęciami, znajduję „O Duchu Herbaty” Sen Sōshitsu… książkę, którą chciałam kupić już dawno temu, ale nigdzie nie mogłam jej dostać… Czy tak miało być?

20170225_171939

Trzecie parzenie…

Po przeczytaniu wstępu zalewam liście czarnej herbaty z Ureshino. Winność i słodycz tak wyraźne w poprzednich naparach, teraz ustępują miejsca mineralności…

Uśmiecham się do myśli, która podpowiada mi, by otworzyć teraz książkę na przypadkowej stronie – tak się przecież czasami robi chcąc w takim ślepym trafie znaleźć wskazówkę na rozwiązanie wątpliwości, słowa, których samemu nie może się dobrać choć usilnie próbuje; tak się czasami robi szukając znaku, wróżby…

Otwieram na przypadkowej stronie:

„Miłośnik herbaty powinien odkryć piękno w porzuconych sprzętach i używać ich jako utensyliów herbacianych (…).
Miłośnik herbaty powinien przede wszystkim żyć w oddaleniu i oderwaniu od świata, powinien też znać znaczenie Prawa Buddy i być wrażliwym na poezję…”*

Hmmm… Też mi wyrocznia – myślę sobie.- Jak mam to rozumieć? Czy nadawać znaczenie zdaniu wyrwanemu z kontekstu?

Patrzę na figurkę Lu Yu. Cwaniaczek uśmiecha się tajemniczo znad czarki z herbatą…

20170225_162925

Więc robię czwarte parzenie…

Słaby napar, w którym co prawda można wyczuć akcenty smaków z poprzednich naparów, ale też już czuć wyraźnie, że tę herbatę nie stać na więcej zaparzeń…

Robię porządek po herbacianej ceremonii z Lu Yu. Na koniec, gdy już wszystko jest umyte i pochowane, raz jeszcze ulegam pokusie i otwieram książkę Sen Sōshitsu na przypadkowej stronie… Tym razem trafiam na fragment o…Lu Yu (sic!) 🙂 a moją uwagę przykuwa zwłaszcza cytat z jego dzieła:

„Na temat osądzania herbaty dobrej i złej istnieją przekazy ustne”.

A ja zastanawiam się czy przypadkiem nie jest to swoista odpowiedź na nurtujące mnie wątpliwości przy degustowanej ostatnio ciekawostce herbacianej z Gruzji, którą jednak opiszę następnym razem… 😉

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki „O Duchu Herbaty” Sen Sōshitsu (1969) w tłumaczeniu Anny Zalewskiej

Delektowanie się herbatą – delektowanie się życiem czyli Herbata Noworoczna 2017 :)

Herbata Noworoczna nie była w noworocznych planach ;). Ale gdyby nie nagle i przypadkowo szczęśliwie zawarta znajomość z Piotrem Osuchem (Prezesem Polskiego Stowarzyszenia Wushu Tradycyjnego i Kultury Chińskiej, zaawansowanego herbaciarza i praktyka gry na guqin) , który zaproponował spotkanie przy herbacie i obecność Ani Włodarczyk (sinolożki, autorki bloga Morze Herbaty, miłośniczki tajwańskich oolongów, ceramiczki), która entuzjastycznie odniosła się do nieśmiałego pomysłu by spotkać się w Nowym Roku i wypić wspólnie herbatę – Noworoczna Herbata nie miałaby pewnie miejsca… Łukasz sobie żartuje, że najwyraźniej Lu Yu nad nami czuwa i chce, byśmy się przy herbacie spotykali, zdobywali nową herbacianą wiedzę i doświadczenie – dlatego miał miejsce szereg sprzyjających zbiegów okoliczności, które do spotkania w miniony czwartek (12.01.2017) doprowadziły 🙂

Pierwszym zaparzającym był Łukasz, który w imieniu Warszawskiego Kolektywu Herbacianego zainicjował Herbatę Noworoczną. W delikatnym koreańskim zestawie herbacianym znalazła się Paryocha z Czajowni.

15977607_1175584122557113_2368675830365183847_n   15966055_1175584379223754_3175358301105758488_n   15941189_1175584052557120_3324959416659535783_n   15941345_1175584589223733_9186134910985346175_n    16105873_1175585495890309_3815336503356808926_n

Porównując tę herbatę z degustowaną wcześniej Paryochą od Pani Park doszliśmy zgodnie do wniosku, że obie są doskonałe! 🙂

Następną osobą zaparzającą herbatę była Tingting – żona Piotra, posiadająca rządowy Chiński Certyfikat Ceremonii Kultury Herbaty. I oto na pięknym cha panie (cha chuanie) swoje listki ukazały oolongi:

15992226_1175966062439291_1625785368_o   15977028_1175587799223412_1683877509394540742_n

Najpierw Tie Guan Yin , której kolor mokrych liści mnie zachwycił – prawdziwy szmaragd! 🙂

15940753_1175587949223397_7018372663127596666_n

A potem delikatny, kremowy napar wprawił w rozmarzenie…

15965991_1175587895890069_7139342857922952172_n

Tie Guan Yin ma wiele podróbek. Nasi goście podzielili się z nami ciekawostką, jak odróżnić orginał dobrej jakości od hm…imitacji. Otóż listek wzorcowy Tie Guan Yin jest zawsze lekko skrzywiony…

16114276_1175588935889965_3902068830071144429_n

Kolejną herbatą zaparzoną przez Tingting był Qi Lang…

16114161_1175589722556553_2560647189728950492_n   16106487_1175966045772626_1168145100_o

A na koniec ciemne, podprażane lekko Da Hong Pao…

16003218_1175591039223088_3063696192649436404_n

Trochę czytałam o chińskich spotkaniach herbacianych, że niektóre odbywają się w ciszy i celebruje się każdą czarkę naparu, niektóre są okazją do biznesowych rozmów a jeszcze inne są pretekstem do spotkania się z przyjaciółmi, pośmiania się, pożartowania…Byłam ciekawa, czy w Chinach, podczas spotkań przy herbacie obowiązują jakieś tematy tabu; zapytałam o to Piotra a on odparł, że nie, nie ma takich tematów, na które nie wolno rozmawiać przy herbacie. Tak, rozmawia się o polityce popijając herbatę w większym gronie. Mentalność Chińczyków pozwala na opanowanie emocjonalnego podejścia do tematu co prowadzi często do zwykłej dyskusji wokół jakiegoś zagadnienia. Czyż to nie wspaniałe?! – pomyślałam sobie 🙂

15977516_1175587545890104_5669549677041016490_n

Podobnie, jak rok temu, Ania przygotowała uroczą herbatę… Tym razem była to Bai Hao Oolong…

15977088_1175591615889697_6045977869773100764_n   16113951_1175591532556372_3523322290593711232_n   15978032_1175592915889567_2542786242463345980_n

Już z wygrzanego czajniczka, do którego Ania wsypała liście, ulotnił się aromat pełen kwiatów i słodyczy, który wywołał nasze westchnienie zachwytu i uśmiech. Natomiast napar był całkowitym zaskoczeniem – w pierwszym parzeniu dominowały cytrusowe tony, które zbladły przy kolejnych parzeniach ustępując miejsca wyraźnym miodowym nutom…

16105980_1175594129222779_217201494126589474_n   16105716_1175596222555903_5175628558693858550_n   16106017_1175592799222912_3897962322441260276_n   16002974_1175593682556157_6737528259818574184_n

Ja na spotkanie przyniosłam ze sobą birmańską herbatę PAI DU I Foggy Green RS 2016 od Agaty. To nie jest łatwa ani urokliwa w odbiorze herbata… Zaparzyłam ją jeszcze zanim goście zaczęli się schodzić, a gdy już przybywali pytałam, czy chcą spróbować wstrętnej herbaty. Chciało niewielu. Tak, wiem – jestem mistrzem marketingu 😉
Na koniec jeszcze raz ponowiłam zaproszenie wypicia tej trudnej w odbiorze herbaty. Po krótkiej dyskusji zaparzyłam tę birmańską herbatę na dwa sposoby jednocześnie: w jednym czajniczku liście zalałam wrzącą wodą, w drugim ok. 90 stopniową wodą. Po ok. 20 sekundach przelałam napary do dwóch oddzielnych Mórz Herbaty. Liście zalane chłodniejszą wodą dały zdecydowanie delikatniejszy i przyjemniejszy w odbiorze napar. I mimo, że w tej herbacie nie uświadczy się łagodności, słodkości czy kwiatowości – jest ona ciekawa… Skórzane, podwędzane, cierpko- ziołowe tony bardzo intrygująco przeplatają się miedzy sobą, dominując jeden nad drugim w zależności od czasu parzenia i temperatury wody. Ja osobiście bardzo tego birmańskiego śmierduszka lubię 🙂

15966293_1175601575888701_3699782815592074530_n   16114273_1175601272555398_6744242069951650075_n   15966225_1175601199222072_3695278141106608335_n

Podczas Herbaty Noworocznej wcieliliśmy się też w malarzy-amatorów z epoki dynastii Song 😉
Tydzień przed Herbatą Noworoczną wraz z Piotrkiem, Agnieszką i Łukaszem wybrałam się do Muzeum Narodowego na wykład Marcina Jacoby`ego „Tradycja i eksperyment. Malarstwo chińskie w epokach Song i Qing” –  jeden z ostatnich wykładów związanych z wystawą „Życie wśród piękna. Świat chińskiego uczonego”. Zawsze intrygowało mnie co też jest napisane na tych zwojach przedstawiających albo pejzaże, elementy flory lub fauny. Okazało się, że nie zawsze napisy na zwojach są jakimś pięknym wierszem czy wzniosłą sentencją; nie zawsze też napisy zostały wykonane przez autora obrazu – czasami są to dopiski innych artystów, wiersze innych poetów, czasami zapis dokumentujący kolejnych właścicieli, do których obraz z tego czy innego względu trafiał. A czasami jest to zapis okoliczności, w jakich dane dzieło powstało. Na przykład w przypadku poniższego zwoju, autor obrazu, lekko podchmielony opisuje, że spotkał się z przyjacielem przy kieliszku, a przyjaciel powiedział: „Jesteś zdolnym malarzem; namaluj coś dla mnie, proszę”. Więc Shen Zhang namalował 😉

20170105_181809

Słuchając opowieści prelegenta o tych wszystkich ciekawostkach przyszła mi do głowy myśl, by na najbliższym spotkaniu herbacianym, zabawić się w podobny sposób, tym samym dokumentując taką niecodzienną formą dane wydarzenie.
Następnego dnia, kiedy już wiedziałam, że Herbata Noworoczna się odbędzie, pobiegłam do sklepu i kupiłam papier do kaligrafii oraz kilka pędzelków.
Ania podchwyciła pomysł wcielenia się w chińskich malarzy i na spotkanie przyniosła własnoręcznie zrobione pieczątki. W konsekwencji machaliśmy pędzelkami i stemplowaliśmy w upojeniu (herbacianym, oczywiście!) 🙂

16105568_1175587159223476_5534556877100979628_n   16114208_1175602272555298_2046563600745222921_n   15977531_1175602189221973_837647510458850626_n

Dzięki temu zostaną z nami m.in. piękne życzenia Tingting: „Kosztować życie – delektować się wspaniałą herbatą” oraz Ani: „Picie herbaty oczyszcza serce”…

20170113_124715

oraz życzenia Uli i Aarona ze Stowarzyszenia Urasenke

16105951_1175601609222031_1585376311635808793_n

Na koniec raz jeszcze chciałabym wyrazić wdzięczność Piotrowi i Tingting – to Wasza chęć wspólnego wypicia herbaty stała się impulsem i motywatorem do urzeczywistnienia spotkania Herbaty Noworocznej po raz drugi. Dziękuję za opowieści o chińskiej herbacie i kulturze jej picia w Państwie Środka 🙂

Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję Ani – za znalezienie czasu na herbaciane spotkanie i za kolejne napary, które oczyściły moje serce, za opowieści, które są uroczą formą wykładów o kulturze herbacianej Chin, Japonii i Tajwanu a także za niesienie radości oraz ducha dobrej zabawy przy herbacie ❤

Uli i Aaronowi – za poświęcony czas i dobrą energię. Tak bardzo się cieszę, że w gonitwie codzienności udało się Wam napić herbaty w kolektywnym gronie 🙂

Łukaszowi – za wsparcie; za spokojne parzenie i opowieści o wciąż nowych doświadczeniach na Drodze Herbaty…:)

Agnieszce i Piotrkowi – za obecność, wsparcie i… czekoladki 🙂

Hani – za wspólne delektowanie się naparami i przesmaczne ciasteczka 😉

Karolinie i Annie – za pierwsze przybycie na kolektywne spotkanie 🙂

Panu Kimowi i Władkowi – za przygarniecie herbaciarzy do pięknego i ciepłego pokoju w Onggi 🙂

Wszystkim uczestnikom Herbaty Noworocznej, oraz tym którym choroba i inne przeciwności losu na spotkanie nie pozwoliły dotrzeć, życzę zdrowia i niestrudzenia w poszukiwaniu nowych posmaków w herbacianych naparach! 🙂

16002873_1175601649222027_8669743999373450883_n

wraz ze mną zdjęcia robili: Agnieszka/ Piotrek/Hania/ He Ming Xuan Teahouse

Paryocha – herbata o zapachu bambusowego lasu ;)

Nie przestaje mnie zadziwiać fakt, jak nieoczekiwanie spełniają się nawet najskrytsze marzenia… 🙂 Pewnego razu pomyślałam sobie: chciałabym mieć cały zestaw do ceremonii herbacianej; i w niespełna pół roku później taki zestaw, na dodatek z herbatą, dostałam w prezencie. Prezent to niezwykły z tego względu, że teraz zawsze będzie mi przypominał o szalenie sympatycznym spotkaniu z Panią Park i Panią Camillą – koreańskimi mistrzyniami ceremonii herbacianej, które na początku czerwca tego roku przyjechały do Warszawy. Spotkanie z tymi pogodnymi paniami niezwykle wzbogaciło moją wiedzę o herbacie – sposobach jej produkcji i koreańskiej kulturze picia herbaty; pozwoliło spróbować wysokojakościowych herbat z Korei ale przede wszystkim dało możliwość bliższego poznania tych przeuroczych kobiet…
Pierwsze spotkanie było zaaranżowane dość niespodziewanie, praktycznie zaraz po przybyciu Pani Park i Pani Camilli do Warszawy. Wówczas panie Koreanki zaparzyły Paryochę, której smak od razu mnie zachwycił…

koreanki-1   koreanki-2   koreanki-3

W pamięć zapadło mi też inne spotkanie, na którym Pani Park podjęła herbatą Warszawski Kolektyw Herbaciany. To było duże zaskoczenie: byliśmy przygotowani na sztywną ceremonię herbacianą, a okazało się, że współcześni Koreańczycy kochają tradycję i są bardzo zdyscyplinowani, ale przy spotkaniu herbacianym główną wagę przywiązują do radosnej atmosfery i pozytywnej energii płynącej ze spotkania przy czarce herbaty; więc było na luzie 😉
To właśnie wtedy – słuchając o koreańskiej sztuce parzenia i picia herbaty – znów degustowaliśmy wyśmienitą Paryochę, a po niej jeszcze cudowniejszą Paryochę o naturalnym smaku i zapachu cytrona. Pani Park chętnie i dużo opowiadała o swojej Drodze Herbaty…Na koniec zapytałam gospodynię spotkania, co ją osobiście najbardziej zdumiewa na Drodze Herbaty, czym najbardziej herbata zaskakuje herbacianą mistrzynię… Odpowiedź mnie zdziwiła, bo okazało się, że najbardziej zaskakujące dla Pani Park jest prozdrowotne działanie herbaty – jej wyciszające właściwości, siła, z jaką potrafi wprowadzić spokój w nerwowy nastrój i radość w ponurą atmosferę; ale przede wszystkim, że pozwala zachować młody, promienny wygląd nawet w późnym wieku, czego doskonałym przykładem jest sama pani Park…  Hmmm… bardzo kobiecy punkt widzenia 😉

W prezencie, wraz z zestawem do parzenia herbaty, otrzymałam dokładnie taką samą Paryochę, jaką spróbowałam podczas mojego pierwszego spotkania z koreańskimi mistrzyniami herbacianej ceremonii… Jak dobrze w tak miły sposób odświeżyć pozytywne wspomnienia…

niebieskie_2      niebieskie_4   niebieskie_5   niebieskie_8   niebieskie_9   niebieskie_10

Paryocha lub Balhyocha to herbata w niewielkim stopniu fermentowana, którą Koreańczycy zaliczają do herbat żółtych. Na moją prośbę Łukasz odszyfrował krzaczki z pudełka z herbatą i okazało się, że otrzymana przeze mnie Paryocha to „herbata o zapachu bambusowego lasu” 🙂 Nie przypominam sobie takich skojarzeń, ale nic nie szkodzi zaparzyć herbatę raz jeszcze i zobaczyć, czy aby na pewno takich zapachów tam nie ma…

Hmmm… w zapachu suszonych liści odnajduję podprażane tony śliwki węgierki i niezbyt słodkiej czereśni.

Liście w nagrzanym czajniczku raczą mnie zupełnie innymi zapachami – tutaj wyczuwam zapach pieczonych na ognisku słodkawych ziemniaczków – to takie ciepłe, słodkawo-drzewne tony. Czuję także (niestety) zapach gliny czajniczka…

niebieskie_11   niebieskie_12   niebieskie_13

Pierwsze parzenie robię wodą ok. 90 stopni przez ok. 4 minuty. Podczas zaparzania spróbowałam trochę naparu a ten rozpłynął się gładko na podniebieniu racząc mnie ciepłem i delikatnością, ale ja tym razem postanowiłam, że dziś chciałabym poczuć moc w intensywności Paryochy. Taki kaprysik 😉

niebieskie_15   niebieskie_16

W czarce okazało się, że wyszła mi herbata dość cierpka i momentami troszeczkę ostrawa. Przy tym zdecydowanym charakterze, który ta Paryocha ukazała, nie przestała być jednocześnie herbatą dość gładką i zrównoważoną… Nawet te cierpkie tony pięknie się roztapiały w ciepłych podprażanych, słodkawych akcentach…Przywiodła mi na myśl fleszowe yunnany – delikatne, słodkawe, i tylko lekko poddymiane…

niebieskie_18

Przy tych aromatach – o, dziwo! – mokre liście w czajniczku pachną zupełnie inaczej. Tutaj dominująca jest nuta winna z subtelną podprażaną wonią i… skórką czereśni…

12

Drugie parzenie robię wodą o temperaturze ok. 93 stopni i parzę krócej – ok. 3 min. I ten napar zaskoczył mnie łagodnością, z którego wycofała się wcześniejsza cierpkość –  i przypomina mi parzenie, jakie robiły dla nas pani Park i Pani Camilla podczas pierwszego spotkania w Onggi. I choć ni razu nie udało mi się wyczuć bambusowego lasu w tej herbacie (może po prostu mam niekompletną bazę węchową 😉 ), to ten delikatny, ciepły, drzewny zapach i smak będzie mi się już chyba zawsze kojarzył właśnie z tymi dwoma przeuroczymi mistrzyniami herbaty… Dziękuję ❤

Pierwsze trzy zdjęcia zrobiła Agnieszka.

Autorką pozostałych zdjęć jest Jowita Dykas/ FotoJowi

Wspólne picie herbaty…

W pierwszą sobotę tego miesiąca (5.11) Ania zorganizowała dla herbaciarzy spotkanie w sieci, by już teraz dokonać wstępnego podsumowania mijającego roku, by podzielić się swoimi planami na nadchodzący rok oraz porozmawiać jakie dostrzegamy kierunki rozwoju herbaciarza oraz przyszłość herbaty w Polsce. Czas  mieliśmy ograniczony i na koniec wszyscy zgodnie stwierdzili, że za krótkie było to spotkanie i koniecznie trzeba powtórzyć, a już na pewno koniecznie trzeba widzieć się w realnym świecie, w realnym świecie rozmawiać i pić razem herbatę…

Mnie po tej rozmowie zostało jeszcze kilka myśli; refleksji, które nie tylko nie zostały wypowiedziane podczas spotkania, ale które niczym fale powracają do mnie podczas mojej Drogi Herbaty…

Gdy myślę o drodze herbaciarza w Polsce pierwszym skojarzeniem, które się pojawia to blogi o herbacie – widoczny zapis wielu osób, którym herbata nie jest obojętna. Gdy przyjrzeć się blogosferze herbacianej – jest ona niesamowicie zróżnicowana reprezentując całą paletę różnych stylów pisania o herbacie, podejścia do herbaty czyli krótko mówiąc Drogi Herbaty. Zachwyca mnie to bo dostrzegam w tym nieograniczone możliwości dialogu o herbacie stricte i tematach, które siłą rzeczy herbata porusza: sztuka, filozofia, literatura a nawet psychologia, chemia czy botanika…

Jest nacisk na zdobywanie rzetelnej wiedzy herbacianej, co ma swoje dobre i zła strony, jak wszystko 😉 Pragnienie lepszego poznania zagadnień związanych z herbatą prowadzi do pogłębionej świadomości herbacianej i pozwala znajdować np. herbaty najlepszej jakości. Ale powoduje też postawę „zblazowania” – tu już nie każda herbata jest traktowana w sposób wyjątkowy, w której można znaleźć coś zaskakującego czy to w obróbce liści, czy w jakimś niuansie smakowym, ale musi nosić cechy wyjątkowości – a to być najdroższą na świecie, a to występować w niewielkiej ilości na świecie, albo być zrobiona przez jakąś wyjątkowa sławną osobę… Poszerzanie wiedzy herbacianej może też prowadzić do swoistego snobizmu i ortodoksji, która zamyka herbaciarzy bardziej doświadczonych na herbaciarzy bardziej zielonych lub takich, którzy chcą podążać swoją Drogą Herbaty niekoniecznie całą uwagę przykładając w odpowiednie nazewnictwo kolorów herbaty, szczegółowe poszukiwania niuansów smakowych czy restrykcyjne przestrzeganie narzuconych parametrów parzenia herbaty.

Bardzo nie podoba mi się jawnie okazywana wyższości pasjonata herbat liściastych nad wielbicielem herbat saszetkowych. Taka postawa kłoci się z moim osobistym założeniem, że herbata powinna zbliżać a nie dzielić ludzi.

Zaczynając swoją drogę z herbatami liściastymi, które w dużej mierze można zaliczyć do herbacianych rarytasów i unikatów, zachłysnęłam się wszystkim, co te herbaty mi ofiarowały: smakami, zapachami, i pięknymi liśćmi, i kolorami naparów. Jak zwariowana wysyłałam najbliższym te herbaty; gdy przyjeżdżałam w odwiedziny, jak szalona parzyłam jedną herbatę za drugą, kazałam wszystkim dookoła pić te moje cudowne rarytasy. No i jak? – pytałam – czyż nie są cudowne? W odpowiedzi czasami otrzymywałam słowa uznania a nawet zachwytu, ale głównie było pobłażliwe kiwanie głową a gdy tylko wychodziłam do drugiego pokoju, słyszałam jak zostaje nastawiony czajnik z wodą; biegłam sprawdzić jaką tym razem moi ukochani zaparzą sobie herbatę i jakież było moje rozczarowanie gdy była to herbata na L. Czy miałam przez to przestać kochać moich najbliższych? Tak, czasami trudno jest praktykować w sobie tolerancję… 😉 Ale jeśli spotykamy się przy herbacie, niekoniecznie tej najwyższych lotów, może to być czas rozmów o czymś ważnym lub nawet błahym, może to być chwila wytchnienia lub zwykłego wypicia herbaty by nawodnić organizm, a może to być po prostu wspólnie spędzony czas, kiedy siedzimy na tarasie i podziwiamy powolny zachód słońca…

„Herbata powinna zbliżać ludzi” – ta myśl przyświecała mi przy zaangażowaniu się w Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! oraz przy powołaniu do życia Warszawskiego Kolektywu Herbacianego. W imię tej idei herbaciarze mieli spotykać się i opowiadać o swojej drodze herbaty, uczyć się od siebie nawzajem, rozwijać.. Już teraz widzę – chociażby na przykładzie Warszawskiego Kolektywu Herbacianego – że każdy z nas idzie inną herbacianą drogą. I ta różnorodność jest fascynująca, niesamowicie inspiruje i motywuje! Także dzięki temu rośnie we mnie pragnienie do coraz odważniejszego poznawania herbacianego świata, który nie kończy się na liściu herbacianym zaparzonym w czajniczku ale podąża w stronę sztuki, filozofii i bardzo szeroko pojętego rozwoju osobistego.

Gdy myślę o kulturze herbaty w Polsce widzę niesamowicie barwny eklektyzm stylów w parzeniu herbaty, używaniu utensyliów herbacianych czy aranżacji przestrzeni herbacianej, które nieustannie ulegają transformacjom starając się zaaklimatyzować w polskiej kulturze wrażliwej na dynamiczne zmiany, nam wszystkim dobrze znane i odczuwane…
W tych przeobrażeniach i poszukiwaniach, które i mnie nie omijają, chciałabym nieustannie pamiętać o źródle czyli miejscu, z którego kultura herbaciana pochodzi, a które wciąż silnie oddziałuje – Chiny.

W swych najgłębszych pokładach chińska sztuka herbaty zawiera ważne elementy trzech nauk (…): konfucjańskiej, taoistycznej i buddyjskiej, demonstrując tradycyjną w Chinach ideę przenikania pierwiastka duchowego i materialnego.
Z konfucjanizmu sztuka herbaty wzięła dążenie do kształtowania pomiędzy ludźmi atmosfery tolerancji i zrozumienia jeden drugiego. Dlatego dwór cesarski podejmował obcych posłów herbatą, dlatego gospodarz witał gości herbatą. Byli przekonani, że wypicie wspólnie czarki herbaty wyrazi pokojowe uczucia i umocni więzi.
Zgodnie z taoizmem, który skupiał się na określaniu związków pomiędzy człowiekiem a naturą, człowiek stanowi w miniaturze odbicie kosmosu, czarka herbaty – to morze. Herbata jest nam dana przez naturę, zawiera w sobie prawo natury. Człowiek, pijąc herbatę, uczy się tego prawa ciągłej przemiany.
Buddyjscy mnisi chan czuli się związani z herbatą, ponieważ zgodnie z chan, prawdziwą esencją świata jest spokój i czystość umysłu. Herbata dawała im ten spokój i czystość umysłu, otwierała ich umysły na istotne sprawy Ziemi i Nieba, pomagała w osiągnięciu stanu buddy.
Tak więc istota sztuki herbaty to duchowy związek pomiędzy ludźmi, pomiędzy ludźmi i naturą, pomiędzy człowiekiem a Niebem i Ziemią, pomiędzy duchem a materią.*

3

Rozmyślając o tym zachęcam do przesłuchania naszej rozmowy w sieci, która stała się inspiracją do niniejszego wpisu 🙂

*Przemysłam Trzeciak „Powieki Bodhidharmy”, str.77-78

Autorką zdjęcia jest Jowita Dykas/FotoJowi.

Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! 2016 czyli szklanka zawsze pełna ;)

Był pośpiech i adrenalina, były nerwy, były modlitwy o słoneczną pogodę, były niepewności czy ze wszystkim uda się zdążyć i czy niespodzianki losowe okażą się w przewadze pozytywne czy negatywne…Było dużo herbaty, rozmów i sporów, ale też pozytywnego nastawienia i zespołowego działania w obranym kierunku… No i tydzień temu w niedzielę o 15:00 zakończyła się druga edycja Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! 🙂

Nie jest łatwo zorganizować Festiwal Herbaty; zwłaszcza w tak dużej, choć pięknej, przestrzeni, jaką jest Ogród Botaniczny UAM w Poznaniu a do tego po raz pierwszy w życiu! 😉 Rok temu mieliśmy do dyspozycji uroczą herbaciarnię Marty i Szymona i tylko jeden dzień programu. W tym roku mieliśmy do dyspozycji teren Ogrodu, zabytkowy Pawilon Letni oraz sale budynku dydaktycznego. Zależało nam by każdy herbaciarz – i ten zaawansowany i ten stawiający pierwsze kroki na drodze herbaty – znalazł w tegorocznym programie Festiwalu coś dla siebie. Chcieliśmy nie tylko wciągnąć wielbicieli herbaty w pogłębianie wiedzy, ale też w czynne zaparzanie herbaty – w końcu nie bez powodu nasz Festiwal nazywa się Zaparzaj! 😉 Pragnęliśmy, by można było zrobić herbaciane zapasy, napić się z innymi herbaty, odpocząć od rozpędzonego świata pośród zieleni, nauczyć się czegoś nowego o herbacie…

Osobiście mam poczucie, że nasze założenia udało się zrealizować; Festiwal wypadł dobrze. Jest to osąd irracjonalny – po prostu zostałam z poczuciem, że to był dobrze spędzony, przeżyty czas. Jako organizatorzy mamy świadomość popełnionych błędów, niedociągnięć, niedoskonałości…Cóż z tego jednak? Życie jest nieustanną nauką 😉 Za nami debiut organizacyjny festiwalu na tak szeroko zakrojoną skalę – głównie powierzchniową 😉 Nauczyliśmy się wiele. A przed nami wyzwanie, by w kolejnej edycji wiele rzeczy zorganizować lepiej. Bardzo wspierające i motywujące były pochwały dla naszego przedsięwzięcia. Wiele osób wyrażało zadowolenie z panującej na Festiwalu atmosfery, wielu z radością mówiło o zyskaniu nowego spojrzenia na herbatę. Dziękuję za te dobre słowa. Dziękuję również za konstruktywną krytykę – to wspaniała motywacja do dalszego wzrastania. Dziękuję również za niekonstruktywną krytykę – tym wszystkim malkontentom i narzekaczom, tym, którzy nie widzą, że szklanka jest ZAWSZE w połowie pełna (jeśli nie wodą, to powietrzem ;)), tym, którzy sami nie mają dość siły i odwagi, by coś zorganizować ale są pierwsi do krytykowania starań innych – z całego serca dziękuję tym osobom! Taką niekonstruktywną krytykę pozytywnie wykorzystamy! 😉

Chciałabym z całego serca podziękować Ekipie Zaparzaj! – Ani, Ewie, Marcie, Agacie, Szymonowi i Maćkowi – za wspólne działanie, za motywowanie siebie nawzajem, podtrzymywanie na duchu, za pozytywne nastawienie, za to całe festiwalowe, niezapomniane wariactwo! 😀 Dziękuję, że jesteście! ❤

14463172_1451422908206973_6160136366086048180_n

Zapraszam Was na fotorelację z Festiwalu Zaparzaj! autorstwa Agaty Ożarowskiej-Nowickiej:

zaparzaj_a_o-4   zaparzaj_a_o-2   zaparzaj_a_o-16   zaparzaj_a_o-12   zaparzaj_a_o-14   zaparzaj_a_o-17   zaparzaj_a_o-19   zaparzaj_a_o-20   zaparzaj_a_o-24   zaparzaj_a_o-23   zaparzaj_a_o-41   zaparzaj_a_o-43   zaparzaj_a_o-88   zaparzaj_a_o-93   zaparzaj_a_o-128   zaparzaj_a_o-134   zaparzaj_a_o-136   zaparzaj_a_o-87   zaparzaj_a_o-149   zaparzaj_a_o-143   zaparzaj_a_o-147   zaparzaj_a_o-148   zaparzaj_a_o-142   zaparzaj_a_o-139      zaparzaj_a_o-145   zaparzaj_a_o-151   zaparzaj_a_o-150      zaparzaj_a_o-153   zaparzaj_a_o-164   zaparzaj_a_o-45   zaparzaj_a_o-79   zaparzaj_a_o-61   zaparzaj_a_o-33   zaparzaj_a_o-83      zaparzaj_a_o-34   zaparzaj_a_o-106

A gdyby tego Wam było mało, zajrzyjcie na zaparzajowy fb – tam już fotki autorstwa Szymona Niedźwiedzińskiego oraz Ewy Kowalik/ Herbatniczek 🙂 Jest już także blogowa relacja Ewy 🙂

Do zobaczenia przy następnej edycji Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! 😀

Strażnicy ognia, opiekunowie herbaty… czyli majowy wypał u Grzesia Ośródki :)

Dojmująco niewygodne jest uczucie, kiedy pragniesz usiąść w spokoju i opisać czas pełen dobrych doznań, emocji, rozmów, czas śmiechów i żartów, a tymczasem szara, prozaiczna rzeczywistość, w której niewiele jest pociągającego i barwnego, uniemożliwia realizację tego pragnienia skutecznie, z jakąś okrutna wręcz złośliwością… i tak dzień za dniem oddalam się od czasu spędzonego z Anią i Moniką u Grzesia, który w połowie maja zaprosił nas na wypał swojej herbacianej ceramiki.
Ale dziś odganiam już wszystkie inne „ważne” codzienne sprawy i ocalam od zapomnienia ten niezwykły czas, kiedy to na kilka centymetrów uchyliły się przede mną drzwi do innego, nieznanego i odległego mi dotąd zupełnie świata – świata ceramiki herbacianej. Zajrzałam tam zaciekawiona i… bardzo mi się tam spodobało 😉

Pierwszego dnia, od razu po przyjeździe, Grzesiu zabrał Monikę, Anię i mnie  do piwnicy, gdzie zobaczyliśmy półki pełne pojemników z różnymi proszkami, które po zmieszaniu z wodą stawały się szkliwem gotowym do pokrycia nim naczyń po pierwszym wypale czyli biskwitów. Zaglądając raz po raz do jakiegoś pojemnika i zadręczając Grzesia pytaniami: „a co to jest?”, poczułam, jak budzi się we mnie niespełniona dusza młodego chemika. Wszystkie te skalenie, dolomity, kaoliny i inne tlenki barwiące podsycały tylko pragnienie zrobienia eksperymentów i zobaczenia, jaki efekt owe chemiczne doświadczenia przyniosą. Tymczasem Grzesiu z pomocą wagi odmierzył w odpowiednich proporcjach kilka różnych proszków, dodał wodę i przy pomocy kuchennego blendera (sic!) wymieszał wszystko na jednolitą ciecz. Niby nic szczególnego, ale patrzyłam na to jak zaczarowana 🙂

IMG_5757   IMG_5766   IMG_5767   IMG_5775

Z tak przygotowanym materiałem poszliśmy do pracowni, gdzie Grzesiu pokazał nam gotowe do szkliwienia naczynia.  I wówczas padały terminy, które dla mnie brzmiały niczym magiczne zaklęcia: porcelana techniczna, masa kamionkowo-antracytowa, stożek pirometryczny, termopara. Powtarzałam je wielokrotnie, by potem, gdy już będziemy czarować przy piecu nie wyjść na totalnego żółtodzioba… Płonne moje nadzieje 😉

IMG_5857   IMG_5843   IMG_5839

No a potem Grzesiu dał nam chochlę do ręki i kazał szkliwić, co też z wielką ochotą uczyniłyśmy 🙂
Najpierw Monika zabrała się za kubek i czarkę:

IMG_5888   IMG_5901 posypywanie popiołem  IMG_5879   IMG_5881

Ania wybrała dla siebie cha hai…

IMG_5932   IMG_5939   IMG_5946

A mnie przypadł w udziale czajniczek:

IMG_5906   IMG_5910 …który trzeba było poszkliwić dwa razy, ponieważ szkliwo było za rzadkie…  IMG_5986… i posypać popiołem 🙂 IMG_5989   IMG_5994

No i udało mi się namówić Grzesia, by powierzył mi jeszcze czarkę do poszkliwienia białym szkliwem:

IMG_5961   IMG_5972   IMG_5976

Poszkliwione naczynia trzeba było zostawić do wyschnięcia do następnego dnia…

Drugiego dnia wstaliśmy wcześnie rano i po śniadaniu poszliśmy do pracowni; czekał nas wypał w piecu opalanym drewnem.

IMG_6013   IMG_6036   IMG_6041   no i podpaliliśmy 😉 IMG_6046   20160514_115830

Z początku, gdy tylko pojawiły się pierwsze nieśmiałe płomyczki ognia i usiadłam naprzeciw otworu paleniska mając na oku także zegarek i termoparę czyli termometr mierzący temperaturę w piecu, poczułam poddenerwowanie. Grzesiu tłumaczył, że nie można dołożyć zbyt wiele drewna by temperatura nie wzrosła zbyt gwałtownie i naczynia po prostu nie popękały; nie można również zbyt opieszale dokładać drewna by temperatura nie była zbyt niska. A dokładanie do pieca z ceramiką w środku to nie to samo co beztroskie dorzucanie drewna do kominka…chociaż…;)

Wypał odbył się w ekspresowym tempie sześciu godzin. Dobrze, że przy całej „ceremonii” była także Monika i Ania, a potem dojechali Wojtek i Milena, którzy także przysiadali przy piecu i pilnowali, by drewno było dokładane regularnie, w odpowiedniej ilości i by temperatura w piecu rosła sukcesywnie w odpowiednim czasie. Grzesiu wspomógł nas magiczną rozpiską o ile stopni ma wzrastać temperatura w każdej godzinie wypału co pozwoliło nam zachować zdrową dyscyplinę i nie wrzucać radośnie do pieca wszystek materiału opałowego znajdującego się w zasięgu ręki.

20160514_145912tysiąc stopni! 😉

I kiedy pierwsza ekscytacja robienia czegoś nowego opadła, pojawił się spokój i swoista medytacja nad regularnie podtrzymywanym ogniem. Regularność, z jaką trzeba było zerkać na termoparę i na zegar, konieczność zaplanowania przyniesienia drewna na opał, działały uspokajająco i wyciszająco…wszelkie nierozwiązane problemy, niepokoje, codzienne zagwozdki nagle odpłynęły… był tylko śpiew ptaków dookoła, piec, termopara i zegar. A w przerwie herbata… Cudowna ciągłość degustacji wciąż świeżo zaparzonego naparu. I znów niespieszne skupienie się na smakach, zaskakujących akcentach, nieoczekiwanych niuansach…

20160514_123158   011_01   20160514_170810

A wieczorem kolacja i przepyszne drinki z nalewki serwowane przez Tatę Grzesia; śmiechy – chichy i rozmowy do nocy w altance bez światła… żyć nie umierać! 😀

Trzeciego dnia wstaliśmy jeszcze wcześniej. Po szybkim śniadaniu pognaliśmy do pracowni i otworzyliśmy piec, który przez noc ostygł wraz z wypaloną poprzedniego dnia ceramiką i porcelaną.
I oto naszym oczom ukazały się efekty naszych eksperymentów, czarów i zaklęć…

IMG_6051   IMG_6065

I choć Grzesiu wspominał, jaki chciałby osiągnąć efekt po takim a nie innym szkliwieniu, to ja zobaczywszy naczynia byłam totalnie zaskoczona ich kolorami!

20160515_075316   miał być głęboko czarny kolor 😉 20160515_084238 Zapamiętajcie tę czareczkę, bo o niej będzie niebawem osobny wpis 😉

Majowy weekend u Grzesia to był piękny czas…:) Dziękuję Grzesiu za zaproszenie i zdradzenie tajników wypału ceramiki, za serdeczne przyjęcie i gościnę 🙂 Dziękuję Ani, Monice, Wojtkowi i Milenie za wspaniałe towarzystwo przy piecu i przy herbacie. I ogromne podziękowania dla Rodziców Grzesia, którzy przyjęli nas pod swój dach i ugościli po królewsku! Dziękuję Wam serdecznie! 🙂

p.s. piękne zdjęcia wypalonej przez nas ceramiki znajdziecie na blogu Grzesia 🙂

Zdjęcia są autorstwa Ani Brożyny/ Piewcy Teiny , Grzesia Ośródki i moje 🙂