Herbata Noworoczna czyli wspaniałe spotkanie herbaciane :)

Gdybym miała wybrać, czy wolę pić herbatę w samotności czy z innymi ludźmi…byłoby mi ciężko 🙂 Samotna degustacja jest formą medytacji i wówczas w pełni przejawia się powiedzenie, że herbata pomaga zapomnieć o zgiełku świata…Ten rodzaj wyciszenia pozwala odzyskać wewnętrzną równowagę i w skupieniu odkrywać całą złożoność danej herbaty. Ale picie herbaty z innymi umożliwia poszerzenie spektrum swoich doznań smakowych poprzez konfrontacje z innymi, z ich odczuciami i doznaniami. Gdy takiej degustacji towarzyszy ożywiona, wartka rozmowa, gdy można podpatrzeć jak zaparzają herbatę inni, co inni o danej herbacie mówią – to jest to herbaciane spotkanie ze wszech miar ubogacające…i uwielbiam w takich spotkaniach uczestniczyć 🙂

Aby zorganizować spotkanie herbaciane potrzeba tylko małego pretekstu 🙂 Kilka miesięcy temu taki pretekst się pojawił: przyjazd Ewy do Polski. Postanowiłyśmy spotkać się w Warszawie przy herbacie: Ania z Piewców Teiny, Ewa i ja. To postanowienie ewoluowało i z pomysłu na babskie spotkanie przeistoczyło się w… Herbatę Noworoczną. Ponieważ byłam na miejscu, siłą rzeczy wzięłam sprawy w swoje ręce, i muszę również przyznać, że organizowanie tego spotkania sprawiło mi to dużo przyjemności. Chociaż – jak to zwykle bywa – wiele rzeczy potoczyło się samych, także tych mniej pożądanych jak na przykład choroba Ani, powodując, że ostatecznie Ania na spotkanie nie dotarła. Niestety 😦 Samo życie…

Od samego początku ideą spotkania przy Noworocznej Herbacie było zaparzenie swojej ulubionej, lub pod innymi względami szczególnej, herbaty z życzeniami dla osób, dla których ową herbatę będzie się przygotowywało. Pomyślałam sobie, że Nowy Rok to doskonała okazja, by z herbaciarzami napić się herbaty, opowiedzieć o niej (a więc wzbogacić swoją wiedzę) i wysłać trochę dobra w świat właśnie poprzez pozytywną siłę życzeń w postaci dobrych słów 🙂

Pod wpływem takiej a nie innej konfiguracji wydarzeń Herbata Noworoczna odbyła się w Restauracji i Galerii Koreańskiej Onggi a parzących osób było 5. Pomyślałam sobie, że trzeba zachować pewien porządek i hierarchię parzenia i dlatego najpierw herbaty przygotowywały mniej doświadczone osoby a później mistrzowie. Ponieważ mistrzów było dwoje – Ania Włodarczyk (autorka bloga Morze Herbaty) oraz Robert Tomczyk (autor „Zapisków o herbacie” – biblii każdego szanującego się herbaciarza 🙂 ), została przyjęta zasada dżentelmeństwa, że panie parzą przed panami.

Pierwsza parzyłam ja. A wspierała mnie w tym Agata. Tak naprawdę dzień wcześniej postanowiłyśmy, by razem zaparzyć herbatę, choć każda z innego względu. Wybrałam czarną/ czerwoną herbatę nepalską Gold Buds przedstawioną mi właśnie przez Agatę na Poznańskim Festiwalu Herbaty Zaparzaj! O tej herbacie pisałam już w poprzednim poście. Zanim rozpoczęła się Noworoczna Herbata rozmawiałyśmy z Agatą, jak lepiej zaparzyć Gold Buds i zgodnie doszłyśmy do wniosku, że ta herbata zyskuje przy dłuższym parzeniu, więc taki optymalny dla niej czas to 3-4 minuty. Ponieważ ta herbata ma bardzo delikatne liście, uznałam, że lepiej potraktować ją lekko przestudzoną wodą i zaparzyć ją sposobem, który zaobserwowałam u czajmanów z wrocławskiej Czajowni – parzę w szklanym dzbanku, z którego potem przelewam do czajniczka skąd napar już bezpośrednio trafia do czarek. Ponieważ było sporo osób a ja nie dysponuję dużymi czajnikami, herbatę zaparzałam w dwóch czajniczkach…nie wiem, jak ja to zrobiłam, ale udało się i wszyscy degustowaliśmy herbatę w tym samym czasie. Podczas gdy ja bawiłam się z herbacianym naparem, Agata opowiadała o Gold Buds – o plantacji Guranse, z której ta herbata pochodzi, a którą Agata odwiedziła dwa lata temu; o panu Andrew, który jest właścicielem tej plantacji i o jego zaangażowaniu w produkcję herbaty…Jak zwykle Gold Buds nie zawiódł i mogliśmy delektować się wyjątkowo aromatycznym, słodowo-drzewnym naparem, potem zrobić drugie parzenie a potem podziwiać duże, piękne liście tej niezwykłej herbaty…Myślę, że wybór tej herbaty na intencjonalną Herbatę Noworoczną, był dobry wyborem bo Gold Buds pochodzi z plantacji, na której uprawia się herbatę z miłością i uważnością… i właśnie uważności – skupienia i dyscypliny w przygotowywaniu herbaty, w każdej codziennej czynności, w relacji z innymi ludźmi życzyłam wszystkim uczestnikom spotkania przy Noworocznej Herbacie…

1TMG2015  2_EWA0053   3TMG2015 (2)   4K20D8034_small

Parzyć i opowiadać o Gold Buds mogłybyśmy zapewne dłużej, ale trzeba było trzymać się planu spotkania, więc szybciutko posprzątałyśmy naczynia, zebrałyśmy czarki, a gdy na kuchence gazowej powoli grzała się nowa porcja wody, do parzenia szykowała się już Ewa. Autorka bloga Herbatniczek przygotowała dla nas herbatkę ze złocienia czyli z suszonych kwiatków Chrysanthemumopisaną szczegółowo tutaj: https://herbatniczek.wordpress.com/2015/11/18/trzy-herbatniczkowe-lata-herbata-ze-zlocienia/. Podziwialiśmy słodki, ziołowy, trochę podobny do rumiankowego, smak naparu, a ponieważ Chińczycy wierzą, że chryzantema jest symbolem pomyślności i długowieczności, my degustując złocieniowy napar w duchu cieszyliśmy się, że oto zostaliśmy „skazani na długowieczność”.

5K20D8060_small   6K20D8062_small   7TMG2015 (8)   8K20D8066_small

Kolejny herbaciany poczęstunek należał do Ani, która dała nam pokaz parzenia gong fu cha. Były malutkie czajniczki i maleńkie czareczki z niucharami na podstawkach. A do degustacji dwa oolongi. Jeden o nazwie Ding Guiji. Ania wyjaśniła, że „Ding” jest przypuszczalnie skrótem od nazwy miejsca: Dongding, natomiast „Guiji” znaczy „cesarska konkubina” – może dla zaznaczenia wyjątkowej urody, aromatyczności herbaty 😉 O tej herbacie wiadomo niewiele. Jak mówi Ania, prawdopodobnie była to herbata tożsama z Dongding Guiji Wulongiem, czyli mocno oksydowanym oolongiem wytwarzanym w Dongding na Tajwanie od późnych lat 90. Drugą herbatą była czerwona Alishan, o której szczegółowo Ania pisała na swoim blogu: http://morzeherbaty.pl/2013/10/kolory-alishana/

9K20D8084_small   10K20D8101_Small   11TMG2015 (15)   12K20D8117_small   13TMG2015 (11)   14TMG2015 (12)

Te dwie herbaty były do siebie podobne, choć dla mnie ciekawsza, bardziej wyrazista, aromatyczniejsza była „cesarska konkubina”…Większość z nas, degustujących tę herbatę była zgodna, że Ding Guiji kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia 😉 – ma w sobie przyjemne, ciepłe korzenne nuty, czekoladowo – pomarańczowe posmaki, które właśnie przywodzą na myśl świąteczną aurę. Ale niektórzy opowiedzieli się za czerwonym Alishanem zachwycając się jego miodowymi aromatem. Jedną cechę herbaty parzone przez Anię mają wspólną: przy uprawie obu udział mają owady z gatunku Jacobiasca formosana, dzięki którym liście są bogate w związki aromatyczne, dające charakterystyczny, wyrazisty słodki smak naparu. Ania mówi, że to herbaty „robaczkowe”.

Jako ostatni zaparzał Robert dedykując swoje parzenie Mistrzowi Lu Yu, bo gdyby nie Mistrz Lu Yu nie byłoby herbaty i naszego spotkania herbacianego! Dlatego też specjalnie dla nas Robert otworzył chińskie herbaty pochodzące z miejsca, w którym Lu Yu spisał Księgę Herbaty. Ta sama herbata: Guzhu Zisun – z niewielkiej plantacji, ręcznie zbierana i prezentowane tylko przyjaciołom – w dwóch odsłonach: zbiór sprzed święta jasności i drugi zbiór po święcie jasności. Ale Robert – przekornie – postanowił zaparzyć je w odwrotnej kolejności jak były zbierane…I choć obydwie herbaty zachwycały pięknymi liśćmi podziwianymi przez nas w szklanym dzbanuszku, choć obie dały uroczo łagodny, przesiąknięty delikatnymi kwiatami napary, to jednak pierwszy zbiór był – moim zdaniem –ciekawszy gdyż bardziej aromatyczny i złożony.

15K20D8124_small   16K20D8125_small   17TMG2015 (19)   18TMG2015 (24)   19K20D8154_small   20K20D8130_Small

Na koniec Robert w delikatnym porcelanowym hohinie zaparzył wyselekcjonowane Gyokuro z Uji Tawahara, zbierane ręcznie przez panią Okumurę – nauczycielkę herbaty sencha-do. Nie piłam zbyt wiele tej herbaty w swoim życiu, ale tylko gyokuro parzona przez Roberta ma…metafizyczny smak 🙂 Jest tak idealnie zaparzona: temperatura wody, ilość liścia w naczyniu, czas parzenia…za każdym razem gdy spijam z czarki krople przygotowanej przez Roberta gyokuro mam wrażenie, że moja świadomość przenosi się w inne wymiary a dusza odzyskuje równowagę i harmonię…Uświadamiam sobie również, jak trudno jest mi charakteryzować gyokuro Roberta – każdy łyk tej herbaty jest swoistą medytacją, w której słowa przestają znaczyć cokolwiek stając się balastem, który zostaje samoistnie odrzucony bo dusza nie potrzebuje słów by wiedzieć, że obcuje z idealnym pięknem…

21_EWA0155

Tak, gyokuro Roberta była właściwą herbatą na pożegnanie…

Po spotkaniu przy Noworocznej Herbacie mogę powiedzieć, że herbata pita z innymi ludźmi, zwłaszcza tak wyjątkowymi jak uczestnicy Noworocznej Herbaty…smakuje wybornie. I zdecydowanie poszerza horyzonty 😀

22K20D8162_Small

Na koniec…

Chcę przede wszystkim podziękować Panu Kimowi – który udostępnił piękne, przepełnione herbacianym duchem miejsce – Restaurację i Galerię Koreańską Onggi oraz uraczył nas egzotycznym słodkim poczęstunkiem 🙂

Z całego serca dziękuję Robertowi– że pozwolił na mój szalony pomysł zorganizowania takiego spotkania; za wsparcie, za wiedzę, za humor, za dzielenie się z nami niedostępnymi zwykłym śmiertelnikom herbatami – po prostu za bycie i czynienie świata lepszym i piękniejszym 🙂

Dziękuję Ani – za profesjonalny pokaz, za opowieści o herbacie, za otwartość i przychylność, za poczucie humoru, po prostu za dobrą, słoneczną energię 🙂

Dziękuję Ewie – za podzielenie się niezwykłą herbatką, za zdjęcia, za obecność, która dla mnie dużo znaczy i czyni spotkanie herbaciane bogatszym, no i za zielony prezent w słoiczku 🙂

Dziękuję Agacie – za przyjazd z Poznania specjalnie na Noworoczną Herbatę, za wsparcie podczas parzenia – bez Ciebie nie dałabym rady, wierz mi! za opowieści o Nepalu, no i za wspaniałą herbatę, która zaczyna kraść serca coraz większej rzeszy ludzi 🙂

Dziękuję Łukaszowi – za dotarcie na spotkanie pomimo złego samopoczucia, za pomoc w zmywaniu czarek, za poczucie humoru, które za każdym razem czyni nasze spotkania przy herbacie cudownie radosnym wydarzeniem 🙂

Agnieszce, Jonaszowi, Magdzie i Jackowi oraz wszystkim których nie udało mi się poznać po imieniu, ale którzy cudownie uczestniczyli w herbacianym spotkaniu – bardzo Wam wszystkim dziękuję. Do zobaczenia przy następnym, mam nadzieję, spotkaniu herbacianym 🙂

Autorami zdjęć są:
1,3,7,11,13,14,17,18 – Jonasz
2,21 – Ewa
4,5,6,8,9,10,12,15,16,19,20,22 – Magda i Jacek

Reklamy

Jinxuan Wulong. Smakowanie chwili…

Dziś mija tydzień od niezwykłego spotkania herbacianego zorganizowanego przez Anię z Morza Herbaty. Piszę o tym dopiero teraz, ponieważ czasami albo pozwalam, by zaabsorbowały mnie inne wydarzenia, albo po prostu przepuszczam czas przez palce…
A dziś z samego rana, w cichym domu, w którym tylko kot hałasuje miękkimi łapkami po parkiecie, zaparzyłam herbatę – niskogórskiego oolonga Jiuxuan, którego wygrzebałam z herbacianego kartonu Ani. Gdy zapytałam o charakterystykę tej herbaty Ania powiedziała, że to herbata turkusowa, wytwarzana z liści krzewu o nazwanego Jinxuan, wyhodowanego na Tajwanie; innymi słowy, nazwa szczepu krzewu dała nazwę gatunkowi herbaty. Plantacja znajduje się w regionie Songboling położonego na wysokości ok. 400 m n.p.m. Oczywiście krzewy tego szczepu są uprawiane w różnych miejscach, także w wyższych partiach gór, ale akurat ta herbata, którą trzymałam w ręku, nie jest wysokogórska, stąd przystępna cena. Kupiłam…
Zaparzyłam dziś Jinxuan Wulong w żeliwnym czajniczku – nie chciałam zbyt szybko wypić naparu – chciałam przedłużyć ten leniwy i spokojny poranek najdłużej jak się da…
20150914_085538  20150914_085801
Pierwsze parzenie zrobiłam wodą ok. 90 stopni Celsjusza i trzymałam w czajniczku ok. trzech minut. Łyk z tego parzenia świadczył jednak o tym, że listki są jeszcze zaspane… bardzo łagodnie uraczył mnie smak karmelków z prażoną nutą i lekkim mlecznym akcentem na drugim, nie – nawet na trzecim planie…
W drugim parzeniu listki już były mocniej rozwinięte a napar, choć łagodny, stał się bardziej wyrazisty z roślinną, taką trawiasto-kwiatową nutą, która wysunęła się na pierwszy plan…
20150914_090157
Jinxuan Wulong przywołał wspomnienie warsztatów herbacianych Morza Herbaty…
Tym razem Ania przygotowała dla nas herbaty w bardziej już jesiennych klimatach: Baihao Yinzhen, czyli „Srebrne Igły”, Da Hong Pao, czyli „Wielką Czerwoną Szatę”oraz  Alishan Wulonga, którego czasami nazywają Wulongiem z Alishan czyli Góry Ali.
Warsztatowiczów herbacianych, razem ze mną było trzech. Parzyliśmy daną herbatę na zmianę, tzn. najpierw pierwsze parzenie robiła Kasia, potem Marcin,a potem ja. Następną herbatę rozpoczynał parzyć Marcin, ja robiłam drugie parzenie, a Kasia trzecie. I tak przy herbacie ostatniej ja zrobiłam pierwsze, Kasia drugie a Marcin ostatnie parzenie.
Tak, czuliśmy to wszyscy wyraźnie – ta sam herbata zaparzana przez trzy różne osoby była zupełnie inna w kolejnych parzeniach. Raz, z początku łagodna, potem nabierała mocy; innym razem konkretna i charakterna, w kolejnym parzeniu łagodniała, jakby spuszczała z tonu 😉 Byliśmy w tym zgodni – czuliśmy, kiedy herbata wydawała się być kompletna, całkowita; czuliśmy, kiedy jeszcze nieśmiało chowa przed nami swoje piękno i pełnię aromatów. Te różne twarze, jakie dana herbata pokazywała każdemu z nas, nie wynikały z jej charakteru, ale ze sposobu, w jaki dana osoba ją przygotowywała…
Obserwowałam siebie podczas parzenia, które robiłam: czasami czułam zniecierpliwienie, czasami niepewność, momentami opuszczało mnie skupienie a moje myśli podążały do jakichś miejsc i osób odległych, minionych lub przyszłych, ale tak czy inaczej w tej konkretnej chwili – niedostępnych… A moja herbata jakby zatrzymywała się w pół kroku zastanawiając się, czy aby jestem gotowa, by ona w pełni ujawniła mi swoje piękno; jej również udzielały się moje emocje i stawała się albo niepewna, albo zniecierpliwiona, albo nieobecna… 😉
Po raz kolejny dotknęło mnie wówczas to przelotne uczucie, jak ważna jest właśnie chwila teraźniejsza…To mgnienie głębokiej świadomości, bardziej duchowe niż intelektualne, dalekie było od nieustannie pojawiających się w mediach i poradnikach szczęśliwego życia haseł: Bądźcie świadomi teraźniejszej chwili! Żyjcie tu i teraz!… Tak się składa, że doświadczenie jest nieprzekazywalne…Trzeba je przeżyć samemu.
Dzisiaj, gdy czas płynął niespiesznie, ta głęboka świadomość jak ubogacające i pełne może być smakowanie teraźniejszego momentu, pojawiła się wraz z dymkiem unoszącym się znad czarki Jinxuan Wulong. Parzenie herbaty to teraźniejsza chwila. Picie herbaty jest tu i teraz. Nie ma innego czasu, nie ma innego miejsca. Bo ten jeden konkretny łyk – zaparzony z zegarkiem przez 2-3 minuty, czy mierzony oddechami lub krótką pogawędką, będą zupełnie inne…Niepowtarzalne… I to chyba najwłaściwsze słowo: NIEPOWTARZALNE.
Czas. Przeleciał. W mojej głowie zacierają się obrazy spotkania…Zrobiłam trzecie parzenie Jinxuan Wulong. Na tym samym poziomie uplasowały się zgodnie i pięknie roślinne tony i słodowe, prażone, a momentami uroczo karmelkowe akcenty. Cudowna równowaga…
20150914_090555