Esence of Puerh Tea czyli herbaciane wynalazki ;)

Dostałam do wypróbowania taką herbacianą ciekawostkę – sproszkowaną herbatę Pu Erh. Przyglądając się maleńkiej saszetce tej herbaty czułam mieszaninę uczuć: zaciekawienia ale i niedowierzania, że coś takiego w ogóle można zrobić i że to może smakować…

20160120_120016

Podczas gdy w czajniku grzała się woda na parzenie, ja rozpakowałam herbatę i wysypałam na mały talerzyk. Zwykły proszek; ani z wyglądu ani z zapachu nie przypominający za bardzo Pu Erh`a. Wyczuwam zapach przypominający kawę rozpuszczalną oraz coś, co kojarzy mi się z dzieciństwem…zapach podobny do henny – roślinnej farby do włosów, którą kiedyś używała moja Mama – taki ziołowy, intensywny, z korzennymi nutami…

20160120_120152

Parzenie robię trzyminutowe w hohinie.

– A, fuj! – krzywię się przy pierwszym łyku. Moje podniebienie we współpracy z mózgiem odrzuca ten dziwny smak jako tożsamy z herbatami Pu Erh pitymi do tej pory – i to zarówno tymi młodymi, jak i tymi starymi.

Aromat z czarki nie zaskakuje – to wciąż zapach farby do włosów mojej Mamy. W tle wyczuwam ziemistość, ale bardzo słabą… Hmm…na malutkiej torebeczce po tej herbacie, wśród znaków, których nie mogę odszyfrować, jest napisane po angielsku: ESSENCE OF PUERH TEA. Przyznaję: nie wiem jak mam to rozumieć… czy po prostu jak esencję, którą trzeba rozcieńczyć wodą, czy jako istotę, kwintesencję pu erh? 😉 Z producentami herbat nigdy nic nie wiadomo… 😉

20160120_121002

Kolejne niemiłe wrażenie – nie mogę tej herbaty zaparzyć kolejny raz. Ten gwałt na moich pu erh`owych przyzwyczajeniach wywołuje we mnie jeszcze większą niechęć do tej…no właśnie: herbaty? Jak to coś nazwać?

20160120_121456

To doświadczenie z „esencją puerh” kieruje mnie w stronę pytania, które już się pojawiło i zapewne jeszcze niejednokrotnie będzie pojawiać się podczas kolejnych herbacianych degustacji: jak mamy docenić dobrą herbatę? Myślę, że pijąc od czasu do czasu złą 😉

Reklamy