Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! czyli… skupienie na herbacie…

Następnego dnia po zakończeniu trzeciej edycji Poznańskiego Festiwalu Zaparzaj! obudziłam się pełna nowych pomysłów na kolejną odsłonę herbacianego święta… A jednak bardziej niż nowe idee zaparzajowe odczuwałam smutek, że tegoroczny Zaparzaj! już się zakończył, a przede wszystkim, że porozjeżdżali się moi herbaciani przyjaciele…

Czasami trudno jest pielęgnować radość, chociaż nawet jeśli to nie pozostanie, jest piękne, że było*…

Piękne było, że w ogóle udało się nam tegoroczny Zaparzaj! zorganizować, pomimo różnych przeciwności losu, z jakimi zmagał się każdy z organizatorów 😉 Zaangażowanie, z jakim garstka ludzi dobrej woli: Macio, Darek, Michał, Hania, Ania, Agata, Czarek, Ewa, Krzysiek, Maciej i Kwietna oraz nasi najwspanialsi na świecie wolontariusze, działała na Zaparzaj! jest jedną z najpiękniejszych i najradośniejszych rzeczy jakie miałam przyjemność i zaszczyt współ-przeżywać 😉 Jestem też pełna wdzięczności dla wszystkich zaparzajowych prelegentów, którzy z zaangażowaniem i pasją dzielili się swoją niebywałą wiedzą i przebogatym herbacianym doświadczeniem, oraz dla wystawców, dzięki którym zapasy herbaciano- ceramiczne powinny nam na jakiś czas wystarczyć 😉

Piękne było to, że do Poznania zjechali naprawdę wybitni herbaciarze i ceramicy herbaciani; że pogoda się nam w miarę udała, a kiedy się nie udawała krzyżując plany zaparzania na trawie, to okazało się, że można zaparzać herbatę w innej przestrzeni a napary smakują nowymi doznaniami…

Piękne było to, że widziałam całą masę uśmiechniętych, zadowolonych twarzy, słyszałam słowa: ten festiwal pokazał mi herbatę w innym świetle; nie wiedziałam, że herbata może być tak różnorodna i fascynująca…

Piękne było też to, że zostałam zmuszona do parzenia herbaty, co stało się dla mnie nowym i jakże niezwykłym doświadczeniem herbacianym…Tak powstał punkt zaparzajowego programu: „Skupienie na herbacie”, którego ideą było przygotowanie herbaty dla kameralnego grona osób i niespieszna degustacja unikatowej herbaty hei cha skoncentrowana na wsłuchaniu się w smak i zapach herbaty i świadomym docenieniu cha xi. Aranżacja przestrzeni herbacianej była przeze mnie i Roberta przygotowana na długo przed Festiwalem; użyliśmy kilku elementów, którymi chcieliśmy m.in. wyrazić wdzięczność dla Mistrza Rong Tre, który ręcznie wykonuje bambusowe miarki/ prezentery herbaciane czy podziękować za podkładkę herbacianą od pani Hiromi oraz japońskie podstawki pod czarki, które wspaniale współgrały z przeznaczonymi dla gości delikatnymi czarkami z chińskiej porcelany oraz czajniczkiem wykonananym przez Mistrza Xiao Shan z Jingdezhen.

Tajwański termos do herbaty był kolorystycznie pasującym elementem do kompozycji a na dodatek sam w sobie jest przedmiotem ciekawym i całkiem funkcjonalnym.

Każdy element miał swoją historię i znaczenie. W ostatniej chwili dodaliśmy element polski – lniany obrus oraz aranżację roślinną, którą spontanicznie skomponował Robert na fragmencie dachówki z mchem i delikatnymi kwiatkami. Element roślinny pojawił się także, gdy okazało się, że nie mamy do dyspozycji szpilki herbacianej czyli pałeczki do zgarniania liści do czajniczka; wtedy Robert znalazł gałązkę uroczo zakończona listkami i meleńkimi pączkami kwiatów…

Te 20 minut skupienia na herbacie były dla mnie wyjątkowym momentem absolutnego wyciszenia, skoncentrowania się na każdym ruchu, na każdym dźwięku płynącym z przygotowania herbaty; to był czas, kiedy zapomniałam o wszystkim co mnie otacza poza salką, w której parzyłam herbatę, Robertem, który opowiadał o ceremonii i gośćmi słuchającymi i smakującymi napar…I myślę, że mogę powiedzieć, iż ten czas skupienia, bez hałasu, bez zbędnych słów, bez muzyki był dla mnie najbardziej intensywnym doświadczeniem herbacianym. Była to swoista medytacja przy herbacie, która dała mi dużo spokoju i radości… Tym bardziej było to dla mnie zaskakujące, że zwykle przy herbacie dużo rozmawiam i się śmieję…

   

I teraz, gdy o tym myślę – już dwa tygodnie z hakiem po zakończeniu Festiwalu – dochodzę do wniosku, że dla mnie osobiście, ten moment skupienia się na herbacie był kwintesencją Zaparzaj! – zdystansowanie się do zgiełku otaczającego świata i pełna koncentracja na smakowaniu herbaty. I chyba rzeczywiście tegoroczna edycja Festiwalu Herbaty była mniej dynamiczna niż jej poprzednie wydania…Najwyraźniej Zaparzaj! jak herbata nieustannie pokazuje inne oblicza…

Dość wyraźnie brzmi we mnie radość z przeżytego święta i spotkania się ze znajomymi herbaciarzami z całej Polski; radość z nowych znajomości z ludźmi, którzy z zachwytem odkrywają świat herbaty…zadowolenie i poczucie szczęścia przeplatają się wciąż z doświadczeniem smutku i utraty po wyjeździe herbacianych przyjaciół… ale o tym trzeba zapomnieć, bo…Zapominanie jest wyrazem duchowej dyscypliny i ma coś wspólnego z podążaniem dalej. Daodejing (Tao-te-king) powiada, że Mędrzec nie zatrzymuje się przy swoim sukcesie, idzie natychmiast dalej. Oczywiście, to samo odnosi się także do niepowodzenia i do pragnienia bycia pamiętanym. Ty też pogódź się z tym, że czasem mylnie Cię oceniają, i idź dalej. Bywamy, z niewyjaśnionych powodów, wikłani w szczęśliwe okoliczności i tak samo w nieszczęśliwe. Zgodzić się trzeba na obydwa ich rodzaje. I zaniechać pytania: Dlaczego? Albowiem każda odpowiedź jest ucieczką przed tym, co jest i co działa.

 

Z całego serca dziękuję Ani i Marcinowi Bohdziewiczom za zdjęcia dokumentujące momenty skupienia na herbacie ❤

*wszystkie cytaty: B.Hellinger

 

 

 

Reklamy

Wspólne picie herbaty…

W pierwszą sobotę tego miesiąca (5.11) Ania zorganizowała dla herbaciarzy spotkanie w sieci, by już teraz dokonać wstępnego podsumowania mijającego roku, by podzielić się swoimi planami na nadchodzący rok oraz porozmawiać jakie dostrzegamy kierunki rozwoju herbaciarza oraz przyszłość herbaty w Polsce. Czas  mieliśmy ograniczony i na koniec wszyscy zgodnie stwierdzili, że za krótkie było to spotkanie i koniecznie trzeba powtórzyć, a już na pewno koniecznie trzeba widzieć się w realnym świecie, w realnym świecie rozmawiać i pić razem herbatę…

Mnie po tej rozmowie zostało jeszcze kilka myśli; refleksji, które nie tylko nie zostały wypowiedziane podczas spotkania, ale które niczym fale powracają do mnie podczas mojej Drogi Herbaty…

Gdy myślę o drodze herbaciarza w Polsce pierwszym skojarzeniem, które się pojawia to blogi o herbacie – widoczny zapis wielu osób, którym herbata nie jest obojętna. Gdy przyjrzeć się blogosferze herbacianej – jest ona niesamowicie zróżnicowana reprezentując całą paletę różnych stylów pisania o herbacie, podejścia do herbaty czyli krótko mówiąc Drogi Herbaty. Zachwyca mnie to bo dostrzegam w tym nieograniczone możliwości dialogu o herbacie stricte i tematach, które siłą rzeczy herbata porusza: sztuka, filozofia, literatura a nawet psychologia, chemia czy botanika…

Jest nacisk na zdobywanie rzetelnej wiedzy herbacianej, co ma swoje dobre i zła strony, jak wszystko 😉 Pragnienie lepszego poznania zagadnień związanych z herbatą prowadzi do pogłębionej świadomości herbacianej i pozwala znajdować np. herbaty najlepszej jakości. Ale powoduje też postawę „zblazowania” – tu już nie każda herbata jest traktowana w sposób wyjątkowy, w której można znaleźć coś zaskakującego czy to w obróbce liści, czy w jakimś niuansie smakowym, ale musi nosić cechy wyjątkowości – a to być najdroższą na świecie, a to występować w niewielkiej ilości na świecie, albo być zrobiona przez jakąś wyjątkowa sławną osobę… Poszerzanie wiedzy herbacianej może też prowadzić do swoistego snobizmu i ortodoksji, która zamyka herbaciarzy bardziej doświadczonych na herbaciarzy bardziej zielonych lub takich, którzy chcą podążać swoją Drogą Herbaty niekoniecznie całą uwagę przykładając w odpowiednie nazewnictwo kolorów herbaty, szczegółowe poszukiwania niuansów smakowych czy restrykcyjne przestrzeganie narzuconych parametrów parzenia herbaty.

Bardzo nie podoba mi się jawnie okazywana wyższości pasjonata herbat liściastych nad wielbicielem herbat saszetkowych. Taka postawa kłoci się z moim osobistym założeniem, że herbata powinna zbliżać a nie dzielić ludzi.

Zaczynając swoją drogę z herbatami liściastymi, które w dużej mierze można zaliczyć do herbacianych rarytasów i unikatów, zachłysnęłam się wszystkim, co te herbaty mi ofiarowały: smakami, zapachami, i pięknymi liśćmi, i kolorami naparów. Jak zwariowana wysyłałam najbliższym te herbaty; gdy przyjeżdżałam w odwiedziny, jak szalona parzyłam jedną herbatę za drugą, kazałam wszystkim dookoła pić te moje cudowne rarytasy. No i jak? – pytałam – czyż nie są cudowne? W odpowiedzi czasami otrzymywałam słowa uznania a nawet zachwytu, ale głównie było pobłażliwe kiwanie głową a gdy tylko wychodziłam do drugiego pokoju, słyszałam jak zostaje nastawiony czajnik z wodą; biegłam sprawdzić jaką tym razem moi ukochani zaparzą sobie herbatę i jakież było moje rozczarowanie gdy była to herbata na L. Czy miałam przez to przestać kochać moich najbliższych? Tak, czasami trudno jest praktykować w sobie tolerancję… 😉 Ale jeśli spotykamy się przy herbacie, niekoniecznie tej najwyższych lotów, może to być czas rozmów o czymś ważnym lub nawet błahym, może to być chwila wytchnienia lub zwykłego wypicia herbaty by nawodnić organizm, a może to być po prostu wspólnie spędzony czas, kiedy siedzimy na tarasie i podziwiamy powolny zachód słońca…

„Herbata powinna zbliżać ludzi” – ta myśl przyświecała mi przy zaangażowaniu się w Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! oraz przy powołaniu do życia Warszawskiego Kolektywu Herbacianego. W imię tej idei herbaciarze mieli spotykać się i opowiadać o swojej drodze herbaty, uczyć się od siebie nawzajem, rozwijać.. Już teraz widzę – chociażby na przykładzie Warszawskiego Kolektywu Herbacianego – że każdy z nas idzie inną herbacianą drogą. I ta różnorodność jest fascynująca, niesamowicie inspiruje i motywuje! Także dzięki temu rośnie we mnie pragnienie do coraz odważniejszego poznawania herbacianego świata, który nie kończy się na liściu herbacianym zaparzonym w czajniczku ale podąża w stronę sztuki, filozofii i bardzo szeroko pojętego rozwoju osobistego.

Gdy myślę o kulturze herbaty w Polsce widzę niesamowicie barwny eklektyzm stylów w parzeniu herbaty, używaniu utensyliów herbacianych czy aranżacji przestrzeni herbacianej, które nieustannie ulegają transformacjom starając się zaaklimatyzować w polskiej kulturze wrażliwej na dynamiczne zmiany, nam wszystkim dobrze znane i odczuwane…
W tych przeobrażeniach i poszukiwaniach, które i mnie nie omijają, chciałabym nieustannie pamiętać o źródle czyli miejscu, z którego kultura herbaciana pochodzi, a które wciąż silnie oddziałuje – Chiny.

W swych najgłębszych pokładach chińska sztuka herbaty zawiera ważne elementy trzech nauk (…): konfucjańskiej, taoistycznej i buddyjskiej, demonstrując tradycyjną w Chinach ideę przenikania pierwiastka duchowego i materialnego.
Z konfucjanizmu sztuka herbaty wzięła dążenie do kształtowania pomiędzy ludźmi atmosfery tolerancji i zrozumienia jeden drugiego. Dlatego dwór cesarski podejmował obcych posłów herbatą, dlatego gospodarz witał gości herbatą. Byli przekonani, że wypicie wspólnie czarki herbaty wyrazi pokojowe uczucia i umocni więzi.
Zgodnie z taoizmem, który skupiał się na określaniu związków pomiędzy człowiekiem a naturą, człowiek stanowi w miniaturze odbicie kosmosu, czarka herbaty – to morze. Herbata jest nam dana przez naturę, zawiera w sobie prawo natury. Człowiek, pijąc herbatę, uczy się tego prawa ciągłej przemiany.
Buddyjscy mnisi chan czuli się związani z herbatą, ponieważ zgodnie z chan, prawdziwą esencją świata jest spokój i czystość umysłu. Herbata dawała im ten spokój i czystość umysłu, otwierała ich umysły na istotne sprawy Ziemi i Nieba, pomagała w osiągnięciu stanu buddy.
Tak więc istota sztuki herbaty to duchowy związek pomiędzy ludźmi, pomiędzy ludźmi i naturą, pomiędzy człowiekiem a Niebem i Ziemią, pomiędzy duchem a materią.*

3

Rozmyślając o tym zachęcam do przesłuchania naszej rozmowy w sieci, która stała się inspiracją do niniejszego wpisu 🙂

*Przemysłam Trzeciak „Powieki Bodhidharmy”, str.77-78

Autorką zdjęcia jest Jowita Dykas/FotoJowi.

Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! 2016 czyli szklanka zawsze pełna ;)

Był pośpiech i adrenalina, były nerwy, były modlitwy o słoneczną pogodę, były niepewności czy ze wszystkim uda się zdążyć i czy niespodzianki losowe okażą się w przewadze pozytywne czy negatywne…Było dużo herbaty, rozmów i sporów, ale też pozytywnego nastawienia i zespołowego działania w obranym kierunku… No i tydzień temu w niedzielę o 15:00 zakończyła się druga edycja Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! 🙂

Nie jest łatwo zorganizować Festiwal Herbaty; zwłaszcza w tak dużej, choć pięknej, przestrzeni, jaką jest Ogród Botaniczny UAM w Poznaniu a do tego po raz pierwszy w życiu! 😉 Rok temu mieliśmy do dyspozycji uroczą herbaciarnię Marty i Szymona i tylko jeden dzień programu. W tym roku mieliśmy do dyspozycji teren Ogrodu, zabytkowy Pawilon Letni oraz sale budynku dydaktycznego. Zależało nam by każdy herbaciarz – i ten zaawansowany i ten stawiający pierwsze kroki na drodze herbaty – znalazł w tegorocznym programie Festiwalu coś dla siebie. Chcieliśmy nie tylko wciągnąć wielbicieli herbaty w pogłębianie wiedzy, ale też w czynne zaparzanie herbaty – w końcu nie bez powodu nasz Festiwal nazywa się Zaparzaj! 😉 Pragnęliśmy, by można było zrobić herbaciane zapasy, napić się z innymi herbaty, odpocząć od rozpędzonego świata pośród zieleni, nauczyć się czegoś nowego o herbacie…

Osobiście mam poczucie, że nasze założenia udało się zrealizować; Festiwal wypadł dobrze. Jest to osąd irracjonalny – po prostu zostałam z poczuciem, że to był dobrze spędzony, przeżyty czas. Jako organizatorzy mamy świadomość popełnionych błędów, niedociągnięć, niedoskonałości…Cóż z tego jednak? Życie jest nieustanną nauką 😉 Za nami debiut organizacyjny festiwalu na tak szeroko zakrojoną skalę – głównie powierzchniową 😉 Nauczyliśmy się wiele. A przed nami wyzwanie, by w kolejnej edycji wiele rzeczy zorganizować lepiej. Bardzo wspierające i motywujące były pochwały dla naszego przedsięwzięcia. Wiele osób wyrażało zadowolenie z panującej na Festiwalu atmosfery, wielu z radością mówiło o zyskaniu nowego spojrzenia na herbatę. Dziękuję za te dobre słowa. Dziękuję również za konstruktywną krytykę – to wspaniała motywacja do dalszego wzrastania. Dziękuję również za niekonstruktywną krytykę – tym wszystkim malkontentom i narzekaczom, tym, którzy nie widzą, że szklanka jest ZAWSZE w połowie pełna (jeśli nie wodą, to powietrzem ;)), tym, którzy sami nie mają dość siły i odwagi, by coś zorganizować ale są pierwsi do krytykowania starań innych – z całego serca dziękuję tym osobom! Taką niekonstruktywną krytykę pozytywnie wykorzystamy! 😉

Chciałabym z całego serca podziękować Ekipie Zaparzaj! – Ani, Ewie, Marcie, Agacie, Szymonowi i Maćkowi – za wspólne działanie, za motywowanie siebie nawzajem, podtrzymywanie na duchu, za pozytywne nastawienie, za to całe festiwalowe, niezapomniane wariactwo! 😀 Dziękuję, że jesteście! ❤

14463172_1451422908206973_6160136366086048180_n

Zapraszam Was na fotorelację z Festiwalu Zaparzaj! autorstwa Agaty Ożarowskiej-Nowickiej:

zaparzaj_a_o-4   zaparzaj_a_o-2   zaparzaj_a_o-16   zaparzaj_a_o-12   zaparzaj_a_o-14   zaparzaj_a_o-17   zaparzaj_a_o-19   zaparzaj_a_o-20   zaparzaj_a_o-24   zaparzaj_a_o-23   zaparzaj_a_o-41   zaparzaj_a_o-43   zaparzaj_a_o-88   zaparzaj_a_o-93   zaparzaj_a_o-128   zaparzaj_a_o-134   zaparzaj_a_o-136   zaparzaj_a_o-87   zaparzaj_a_o-149   zaparzaj_a_o-143   zaparzaj_a_o-147   zaparzaj_a_o-148   zaparzaj_a_o-142   zaparzaj_a_o-139      zaparzaj_a_o-145   zaparzaj_a_o-151   zaparzaj_a_o-150      zaparzaj_a_o-153   zaparzaj_a_o-164   zaparzaj_a_o-45   zaparzaj_a_o-79   zaparzaj_a_o-61   zaparzaj_a_o-33   zaparzaj_a_o-83      zaparzaj_a_o-34   zaparzaj_a_o-106

A gdyby tego Wam było mało, zajrzyjcie na zaparzajowy fb – tam już fotki autorstwa Szymona Niedźwiedzińskiego oraz Ewy Kowalik/ Herbatniczek 🙂 Jest już także blogowa relacja Ewy 🙂

Do zobaczenia przy następnej edycji Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! 😀

Czarka pełna błogostanu czyli bezimienny oolong pana Shibamoto…

Po pierwszym spotkaniu z panem Toshifumi Shibamoto nie przypuszczałam nawet, że dane mi będzie tak szybko spotkać się z nim ponownie i po raz kolejny podegustować jego eksperymentalnych herbat. Ale dzięki zaangażowaniu Roberta pan Shibamoto w lipcu tego roku pojawił się w Polsce i wraz z Warszawskim Kolektywem Herbacianym zostałam zaproszona na degustację najświeższych herbat produkcji Japończyka z Makinohary. Pośród sench i oolongów o różnym stopniu oksydacji i podprażenia, moją uwagę przykuły dwie herbaty. Pierwsza to Bai Hao Oloong – oszałamiająca pięknem liści i delikatnością naparu. Druga – moja miłość od pierwszego łyku – eksperymentalny, bezimienny oolong o wyższym stopniu oksydacji. Płynny aksamit, wyrafinowane połączenie wielu przenikających się nut smakowych…nie mogłam powstrzymać się od achów i ochów wywołując tym rozbawienie pana Shibamoto. Jakże byłam niepocieszona, gdy okazało się, że nie mogę tej herbaty kupić mniej niż…700 gramów. Wsparcie przyszło, jak zwykle, ze strony Kolektywu i tydzień temu weszłam w posiadanie tej herbaty…:)

Ten bezimienny oolong został zrobiony w lipcu tego roku –  i według słów Roberta- z yabukity. To eksperymentalna herbata, której dokładnych parametrów produkcyjnych sam pan Shibamoto nie wyjawił. Ja zawsze do takich eksperymentów herbacianych podchodziłam z mieszaniną zainteresowania i sceptycyzmu. Czy Japonia znana z doskonałej matchy, senchy czy banchy może robić dobre herbaty ciemne, oolongi czy nawet białe? Ale herbaty pana Shibamoto po raz kolejny przekonują mnie, że prawdziwa pasja może zdziałać cuda!

Parę dni temu przyjechałam do Poznania i wzięłam Mamę na spacer do lasu zabierając ze sobą termos i utensylia herbaciane a przede wszystkim bezimiennego oolonga pana Shibamtoto – chciałam tę herbatę wypróbować w innych niż domowe okolicznościach przyrody i przekonać się, jak ją odbierają inni – przede wszystkim osoby nie ześwirowane na punkcie herbaty, jak ja…;)

Jesień powoli zaczyna wkradać się w otaczający krajobraz – nieśmiało złocąc i pomarańczowiejąc liście… Słońce mocuje się z wiatrem walcząc o dostęp do odsłoniętych jeszcze – jakby na znak niezgody na odchodzące lato – skrawków ciał…

Znajdujemy z Mamą ustronną i całkiem przyjemnie skąpaną w słońcu ławeczkę. Wyjmuję z plecaka termos, ceramikę herbacianą i herbatę. Spokojnie. Za sobą zostawiamy problemy i zgiełk miasta. Patrzymy w niebo, które chowa się za konarami drzew. Lekki wiatr niosący rześki zapach igliwia…

20160919_143445

Ogrzewam naczynia i do ciepłego gaiwana wsypuję liście bezimiennego oolonga pana Shibamoto. Po chwili uchylam przykrywkę i pozwalam, by do mojego nosa dotarła słodycz miodu, którą od czasu do czasu odgania posmak…wafelków; wplata się również nuta drzewna i kwiatowe tony…

20160919_140421   20160919_140450

Woda, którą zaparzam herbatę ma jakieś 94-90 stopni. Jeszcze zanim naleję wodę do krawędzi naczynia, siedząca obok mnie Mama mówi cicho: ależ cudnie pachnie…

20160919_140552

Nie czekamy zbyt długo…może z trzydzieści sekund… i już przelewam napar w kolorze wczesnojesiennej jarzębiny do morza herbaty a potem do czarek…

20160919_141817   20160919_141913

Patrzę na Mamę, która bierze powoli pierwszy łyk i widzę błogą radość na Jej twarzy…
– Ta herbata jest niesamowita – mówi. – Tak, jakby twoje gardło otulał jedwab; coś niesamowicie delikatnego i subtelnego…
-W ogóle nie ma goryczki – dzielę się wrażeniami. – Gdy piłam ją na spotkaniu z panem Shibamoto – zachwyciła mnie subtelną wytrawnością i właśnie taką szlachetną słodyczą… Teraz jest trochę inna, ale nadal wspaniała… I tam gdzieś, na dalekim planie, przebijając się przez te wszystkie upajające słodkości, kwiatowości i nawet lekko ziołowe akcenty, do kubków smakowych dociera ta charakterystyczna dla japońskich herbat trawiasto-glonowa nuta.

Po trzecim parzeniu raczymy się japońskim przysmakiem – ciasteczkiem z kasztanowego puree, które przywiózł ze sobą pan Hisashi Miyata, przyjaciel pana Shibamoto… ale to już zupełnie inna historia… 😉

20160919_134320   20160919_135742

Japońska słodkość jest ciekawym doznaniem smakowym, choć moim zdaniem byłaby dobrym dopełnieniem do bardziej wyrazistych, zdecydowanych i wytrawnych herbat…

Niespiesznie robię kolejne i kolejne parzenia… Listki w gaiwanie pęcznieją i pokazują jakie są duże i wielokolorowe… Siedzimy niewiele rozmawiając – delektujemy się herbatą, otaczającymi zapachami, wiatrem i słońcem…

20160919_143925   20160919_144400

Po piątym czy szóstym parzeniu, kiedy już czujemy, że herbata słabnie, podziwiamy w pełni rozwinięte liście, by nie powiedzieć: liściochy… 😉

20160919_144658   20160919_145120   20160919_144910

Jak się okazało bezimienny oolong pana Shibamoto oczarował nie tylko mnie… Błogostan w czarce ;)… Chyba więc odważę się podzielić tą herbatą z innymi herbaciarzami podczas drugiej edycji Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj!, który odbędzie się już w najbliższy weekend – 24 i 25 września. Do zobaczenia zatem przy czarce herbaty! 🙂

Herbata Noworoczna czyli wspaniałe spotkanie herbaciane :)

Gdybym miała wybrać, czy wolę pić herbatę w samotności czy z innymi ludźmi…byłoby mi ciężko 🙂 Samotna degustacja jest formą medytacji i wówczas w pełni przejawia się powiedzenie, że herbata pomaga zapomnieć o zgiełku świata…Ten rodzaj wyciszenia pozwala odzyskać wewnętrzną równowagę i w skupieniu odkrywać całą złożoność danej herbaty. Ale picie herbaty z innymi umożliwia poszerzenie spektrum swoich doznań smakowych poprzez konfrontacje z innymi, z ich odczuciami i doznaniami. Gdy takiej degustacji towarzyszy ożywiona, wartka rozmowa, gdy można podpatrzeć jak zaparzają herbatę inni, co inni o danej herbacie mówią – to jest to herbaciane spotkanie ze wszech miar ubogacające…i uwielbiam w takich spotkaniach uczestniczyć 🙂

Aby zorganizować spotkanie herbaciane potrzeba tylko małego pretekstu 🙂 Kilka miesięcy temu taki pretekst się pojawił: przyjazd Ewy do Polski. Postanowiłyśmy spotkać się w Warszawie przy herbacie: Ania z Piewców Teiny, Ewa i ja. To postanowienie ewoluowało i z pomysłu na babskie spotkanie przeistoczyło się w… Herbatę Noworoczną. Ponieważ byłam na miejscu, siłą rzeczy wzięłam sprawy w swoje ręce, i muszę również przyznać, że organizowanie tego spotkania sprawiło mi to dużo przyjemności. Chociaż – jak to zwykle bywa – wiele rzeczy potoczyło się samych, także tych mniej pożądanych jak na przykład choroba Ani, powodując, że ostatecznie Ania na spotkanie nie dotarła. Niestety 😦 Samo życie…

Od samego początku ideą spotkania przy Noworocznej Herbacie było zaparzenie swojej ulubionej, lub pod innymi względami szczególnej, herbaty z życzeniami dla osób, dla których ową herbatę będzie się przygotowywało. Pomyślałam sobie, że Nowy Rok to doskonała okazja, by z herbaciarzami napić się herbaty, opowiedzieć o niej (a więc wzbogacić swoją wiedzę) i wysłać trochę dobra w świat właśnie poprzez pozytywną siłę życzeń w postaci dobrych słów 🙂

Pod wpływem takiej a nie innej konfiguracji wydarzeń Herbata Noworoczna odbyła się w Restauracji i Galerii Koreańskiej Onggi a parzących osób było 5. Pomyślałam sobie, że trzeba zachować pewien porządek i hierarchię parzenia i dlatego najpierw herbaty przygotowywały mniej doświadczone osoby a później mistrzowie. Ponieważ mistrzów było dwoje – Ania Włodarczyk (autorka bloga Morze Herbaty) oraz Robert Tomczyk (autor „Zapisków o herbacie” – biblii każdego szanującego się herbaciarza 🙂 ), została przyjęta zasada dżentelmeństwa, że panie parzą przed panami.

Pierwsza parzyłam ja. A wspierała mnie w tym Agata. Tak naprawdę dzień wcześniej postanowiłyśmy, by razem zaparzyć herbatę, choć każda z innego względu. Wybrałam czarną/ czerwoną herbatę nepalską Gold Buds przedstawioną mi właśnie przez Agatę na Poznańskim Festiwalu Herbaty Zaparzaj! O tej herbacie pisałam już w poprzednim poście. Zanim rozpoczęła się Noworoczna Herbata rozmawiałyśmy z Agatą, jak lepiej zaparzyć Gold Buds i zgodnie doszłyśmy do wniosku, że ta herbata zyskuje przy dłuższym parzeniu, więc taki optymalny dla niej czas to 3-4 minuty. Ponieważ ta herbata ma bardzo delikatne liście, uznałam, że lepiej potraktować ją lekko przestudzoną wodą i zaparzyć ją sposobem, który zaobserwowałam u czajmanów z wrocławskiej Czajowni – parzę w szklanym dzbanku, z którego potem przelewam do czajniczka skąd napar już bezpośrednio trafia do czarek. Ponieważ było sporo osób a ja nie dysponuję dużymi czajnikami, herbatę zaparzałam w dwóch czajniczkach…nie wiem, jak ja to zrobiłam, ale udało się i wszyscy degustowaliśmy herbatę w tym samym czasie. Podczas gdy ja bawiłam się z herbacianym naparem, Agata opowiadała o Gold Buds – o plantacji Guranse, z której ta herbata pochodzi, a którą Agata odwiedziła dwa lata temu; o panu Andrew, który jest właścicielem tej plantacji i o jego zaangażowaniu w produkcję herbaty…Jak zwykle Gold Buds nie zawiódł i mogliśmy delektować się wyjątkowo aromatycznym, słodowo-drzewnym naparem, potem zrobić drugie parzenie a potem podziwiać duże, piękne liście tej niezwykłej herbaty…Myślę, że wybór tej herbaty na intencjonalną Herbatę Noworoczną, był dobry wyborem bo Gold Buds pochodzi z plantacji, na której uprawia się herbatę z miłością i uważnością… i właśnie uważności – skupienia i dyscypliny w przygotowywaniu herbaty, w każdej codziennej czynności, w relacji z innymi ludźmi życzyłam wszystkim uczestnikom spotkania przy Noworocznej Herbacie…

1TMG2015  2_EWA0053   3TMG2015 (2)   4K20D8034_small

Parzyć i opowiadać o Gold Buds mogłybyśmy zapewne dłużej, ale trzeba było trzymać się planu spotkania, więc szybciutko posprzątałyśmy naczynia, zebrałyśmy czarki, a gdy na kuchence gazowej powoli grzała się nowa porcja wody, do parzenia szykowała się już Ewa. Autorka bloga Herbatniczek przygotowała dla nas herbatkę ze złocienia czyli z suszonych kwiatków Chrysanthemumopisaną szczegółowo tutaj: https://herbatniczek.wordpress.com/2015/11/18/trzy-herbatniczkowe-lata-herbata-ze-zlocienia/. Podziwialiśmy słodki, ziołowy, trochę podobny do rumiankowego, smak naparu, a ponieważ Chińczycy wierzą, że chryzantema jest symbolem pomyślności i długowieczności, my degustując złocieniowy napar w duchu cieszyliśmy się, że oto zostaliśmy „skazani na długowieczność”.

5K20D8060_small   6K20D8062_small   7TMG2015 (8)   8K20D8066_small

Kolejny herbaciany poczęstunek należał do Ani, która dała nam pokaz parzenia gong fu cha. Były malutkie czajniczki i maleńkie czareczki z niucharami na podstawkach. A do degustacji dwa oolongi. Jeden o nazwie Ding Guiji. Ania wyjaśniła, że „Ding” jest przypuszczalnie skrótem od nazwy miejsca: Dongding, natomiast „Guiji” znaczy „cesarska konkubina” – może dla zaznaczenia wyjątkowej urody, aromatyczności herbaty 😉 O tej herbacie wiadomo niewiele. Jak mówi Ania, prawdopodobnie była to herbata tożsama z Dongding Guiji Wulongiem, czyli mocno oksydowanym oolongiem wytwarzanym w Dongding na Tajwanie od późnych lat 90. Drugą herbatą była czerwona Alishan, o której szczegółowo Ania pisała na swoim blogu: http://morzeherbaty.pl/2013/10/kolory-alishana/

9K20D8084_small   10K20D8101_Small   11TMG2015 (15)   12K20D8117_small   13TMG2015 (11)   14TMG2015 (12)

Te dwie herbaty były do siebie podobne, choć dla mnie ciekawsza, bardziej wyrazista, aromatyczniejsza była „cesarska konkubina”…Większość z nas, degustujących tę herbatę była zgodna, że Ding Guiji kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia 😉 – ma w sobie przyjemne, ciepłe korzenne nuty, czekoladowo – pomarańczowe posmaki, które właśnie przywodzą na myśl świąteczną aurę. Ale niektórzy opowiedzieli się za czerwonym Alishanem zachwycając się jego miodowymi aromatem. Jedną cechę herbaty parzone przez Anię mają wspólną: przy uprawie obu udział mają owady z gatunku Jacobiasca formosana, dzięki którym liście są bogate w związki aromatyczne, dające charakterystyczny, wyrazisty słodki smak naparu. Ania mówi, że to herbaty „robaczkowe”.

Jako ostatni zaparzał Robert dedykując swoje parzenie Mistrzowi Lu Yu, bo gdyby nie Mistrz Lu Yu nie byłoby herbaty i naszego spotkania herbacianego! Dlatego też specjalnie dla nas Robert otworzył chińskie herbaty pochodzące z miejsca, w którym Lu Yu spisał Księgę Herbaty. Ta sama herbata: Guzhu Zisun – z niewielkiej plantacji, ręcznie zbierana i prezentowane tylko przyjaciołom – w dwóch odsłonach: zbiór sprzed święta jasności i drugi zbiór po święcie jasności. Ale Robert – przekornie – postanowił zaparzyć je w odwrotnej kolejności jak były zbierane…I choć obydwie herbaty zachwycały pięknymi liśćmi podziwianymi przez nas w szklanym dzbanuszku, choć obie dały uroczo łagodny, przesiąknięty delikatnymi kwiatami napary, to jednak pierwszy zbiór był – moim zdaniem –ciekawszy gdyż bardziej aromatyczny i złożony.

15K20D8124_small   16K20D8125_small   17TMG2015 (19)   18TMG2015 (24)   19K20D8154_small   20K20D8130_Small

Na koniec Robert w delikatnym porcelanowym hohinie zaparzył wyselekcjonowane Gyokuro z Uji Tawahara, zbierane ręcznie przez panią Okumurę – nauczycielkę herbaty sencha-do. Nie piłam zbyt wiele tej herbaty w swoim życiu, ale tylko gyokuro parzona przez Roberta ma…metafizyczny smak 🙂 Jest tak idealnie zaparzona: temperatura wody, ilość liścia w naczyniu, czas parzenia…za każdym razem gdy spijam z czarki krople przygotowanej przez Roberta gyokuro mam wrażenie, że moja świadomość przenosi się w inne wymiary a dusza odzyskuje równowagę i harmonię…Uświadamiam sobie również, jak trudno jest mi charakteryzować gyokuro Roberta – każdy łyk tej herbaty jest swoistą medytacją, w której słowa przestają znaczyć cokolwiek stając się balastem, który zostaje samoistnie odrzucony bo dusza nie potrzebuje słów by wiedzieć, że obcuje z idealnym pięknem…

21_EWA0155

Tak, gyokuro Roberta była właściwą herbatą na pożegnanie…

Po spotkaniu przy Noworocznej Herbacie mogę powiedzieć, że herbata pita z innymi ludźmi, zwłaszcza tak wyjątkowymi jak uczestnicy Noworocznej Herbaty…smakuje wybornie. I zdecydowanie poszerza horyzonty 😀

22K20D8162_Small

Na koniec…

Chcę przede wszystkim podziękować Panu Kimowi – który udostępnił piękne, przepełnione herbacianym duchem miejsce – Restaurację i Galerię Koreańską Onggi oraz uraczył nas egzotycznym słodkim poczęstunkiem 🙂

Z całego serca dziękuję Robertowi– że pozwolił na mój szalony pomysł zorganizowania takiego spotkania; za wsparcie, za wiedzę, za humor, za dzielenie się z nami niedostępnymi zwykłym śmiertelnikom herbatami – po prostu za bycie i czynienie świata lepszym i piękniejszym 🙂

Dziękuję Ani – za profesjonalny pokaz, za opowieści o herbacie, za otwartość i przychylność, za poczucie humoru, po prostu za dobrą, słoneczną energię 🙂

Dziękuję Ewie – za podzielenie się niezwykłą herbatką, za zdjęcia, za obecność, która dla mnie dużo znaczy i czyni spotkanie herbaciane bogatszym, no i za zielony prezent w słoiczku 🙂

Dziękuję Agacie – za przyjazd z Poznania specjalnie na Noworoczną Herbatę, za wsparcie podczas parzenia – bez Ciebie nie dałabym rady, wierz mi! za opowieści o Nepalu, no i za wspaniałą herbatę, która zaczyna kraść serca coraz większej rzeszy ludzi 🙂

Dziękuję Łukaszowi – za dotarcie na spotkanie pomimo złego samopoczucia, za pomoc w zmywaniu czarek, za poczucie humoru, które za każdym razem czyni nasze spotkania przy herbacie cudownie radosnym wydarzeniem 🙂

Agnieszce, Jonaszowi, Magdzie i Jackowi oraz wszystkim których nie udało mi się poznać po imieniu, ale którzy cudownie uczestniczyli w herbacianym spotkaniu – bardzo Wam wszystkim dziękuję. Do zobaczenia przy następnym, mam nadzieję, spotkaniu herbacianym 🙂

Autorami zdjęć są:
1,3,7,11,13,14,17,18 – Jonasz
2,21 – Ewa
4,5,6,8,9,10,12,15,16,19,20,22 – Magda i Jacek

Gold Buds SF 2015 czyli o odwadze…;)

Po wyjściu Karola zaproponowałam Jowicie nową herbatę do degustacji.
– Ta na pewno powinna przypaść ci do gustu. Choć bez dodatków, jest po prostu przecudna! – powiedziałam wyciągając z szafki czarną nepalską Gold Buds – Wiesz co? – kontynuowałam – Dobrze, że przyjechałaś z aparatem. Powinnaś częściej robić zdjęcia…
– Będę – odparła Jowi – za długo odkładałam swoją pasję na dalszy plan. A przecież za każdym razem gdy robię foty, czuję że mnie to uszczęśliwia i uświadamiam sobie jak fotografia jest dla mnie ważna, że powinnam to robić, chociażby tylko w weekendy…
– A pamiętasz, jak rozmawiałyśmy o tym, by zdobyć się na odwagę i zacząć robić, to co sprawia nam przyjemność a nie tylko to, co musimy? Pamiętasz, jak ja odkładałam swoje marzenia na bok?
– Hahaha! Pamiętam… jak z miesiąca na miesiąc, przekładałaś zrobienie pierwszego kroku, bo bałaś się porażki…
– I byłam coraz bardziej sfrustrowana! 😉 Może to banał, ale coraz bardziej przekonuję się, że trzeba iść za głosem serca, za tym co cię uszczęśliwia i daje energię…
– No właśnie! Wiesz, patrzę na innych ludzi i widzę, jak czerpią garściami radość ze swoich pasji. Ja też tak chcę! Zrobię jeszcze kilka zdjęć…

  _MG_3771      _MG_3761   _MG_3785   _MG_3786

A ja przynoszę z kuchni gorącą wodę. Już podczas zalewania listków w nasze nozdrza uderza upajający aromat łagodnego słodu i karmelu.
Po chwili nalewam napar do Morza Herbaty a następnie do czarek.
– Chodź – mówię do Jowi – napijemy się herbaty…
– Pyszna – mówi Jowita biorąc pierwszy łyk – bez goryczy, aksamitna…chyba nie piłam tak subtelnej czarnej herbaty…
– Tak…od razu można w niej wyczuć szlachetne pochodzenie…
– Jak to?
– Ta herbata pochodzi z plantacji Guranse, jednej z najwyżej położonych plantacji na świecie. Wysokogórski klimat czyli czyste powietrze, żyzna gleba czy odpowiednia wilgotność przekładają się na niezwykłe aromaty, którymi teraz możemy się rozkoszować. Ręczny zbiór. Zobacz, jakie ma piękne liście…

Jowi odkłada czareczkę i chwyta za aparat. A ja wracam do delektowania się tą herbatą, którą poznałam dzięki Agacie na Poznańskim Festiwalu Herbaty Zaparzaj! Wtedy nie udało mi się Gold Budsa kupić, ale kilka tygodni później Agata przysłał mi tę herbatę. Gold Buds Second Flash 2015… Z każdym łykiem mam coraz silniejsze poczucie, że ta herbata przypomina mi jedną z moich ulubionych czarnych herbat – Tanyang Gong Fu Hong Cha… Hmmm, która piękniejsza? 😉 Trudny wybór… Gold Buds jest stała, zrównoważona i przy każdym łyku tak samo piękna w swej słodowo-kwiatowej aurze; aksamitna i pogodna z łagodną, niemal niewyczuwalna goryczką; bardzo elegancką goryczką, która ciepłym posmakiem pozostaje na dłużej na podniebieniu… Tanyang jest bardziej miodowa, bardziej zaskakująca, bardziej złożona i tajemnicza…Każda inna, każda piękna… Uwielbiam je obie! 😉

_MG_3793

wszystkie zdjęcia są autorstwa Jowity Dykas/ Foto Jowi

Darjeelingi i nepale czyli wspomnienia z Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj!

Mój Tata mówi, że 98% obaw jakie nami targają, nie spełnia się. Sprawdziło się to i tym razem, podczas Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! Ponieważ podczas tego wydarzenia miała miejsce moja pierwsza w życiu publiczna prelekcja o herbatach, bałam się bardzo… że ze stresu zapomnę o czym tak naprawdę miałam mówić i zamiast o darjeelingach zacznę opowiadać o oolongach; że przeparzę herbaty, albo że je niedoparzę. Prorok Zagłady szalał we mnie na całego. Okazało się, że moje obawy zmieściły się w tych dwóch procentach – na chwilę mój umysł wpadł w czarną dziurę kosmiczną i pomyliły mi się kultywary z odmianami i gatunkami. Jednak miałam cudownych słuchaczy, którzy pomogli mi wybrnąć z tego ambarasu. Wspaniali ludzie 🙂

Bardzo chciałam zaparzyć wszystkie darjeelingi, które przygotowałam na prelekcję:

Darjeeling Namring FF Lotniczy 2015

20151014_133533

Darjeling Golden Tips Namring Upper SF

20151014_133622

Darjeeling Margaret`s Hope SF

20151014_133706

oraz Darjeeling White Happy Valley

20151014_133807

Jednak na zaparzenie tego ostatniego zabrakło czasu mojego wykładu. Niemniej jednak udało mi się namówić Macieja z bytomskiej herbaciarni Herbata na eksperymenty z tym darjeelingiem. Z początku chcieliśmy przygotować Darjeeling White Happy Valley metodą szybkiego parzenia w gaiwanie przy temperaturze ok 85 stopni celsjusza. Nic dobrego jednak z tego nie wyszło. Ta herbata okazała się mocno zaspana albo wyjątkowo kapryśna. Odsłoniła się przed nami dopiero przy drugim podejściu, gdy Maciej wsypał więcej liścia do gaiwana, zalał ją wodą ok. 90 stopni celsjusza i trzymał ją pod przykryciem jakieś 15 minut. Wówczas poczuliśmy delikatne kwiaty, dotyk aksamitu na języku i akcent goryczki na dalekim planie…

IMG_4832

Muszę przyznać, że wybrane przeze mnie darjeelingi niezbyt pozytywnie mnie zaskoczyły… Pamiętam ubiegłoroczne: lotniczego Namringa, Namringa Uppera Golden Tips oraz Margaret`s Hope z późnych zbiorów – one wszystkie były urzekające, pełne, wyraziste w swej delikatności. W tym roku są jakby przygaszone… I takie wrażenie miałam podczas domowego parzenia w porcelanowym dzbanuszku, jak i podczas festiwalowego parzenia w czajniczkach żeliwnych. Cóż, z herbatami tak bywa… 🙂

Czas mijał bardzo szybko. Kolejni prelegenci pojawiali się i schodzili ze sceny żegnani gromkimi brawami. Udało mi się trochę podsłuchać opowieści Asi (www.joannabozek.pl) o jej Drodze Herbaty, o blaskach i cieniach prowadzenia bloga. Justynę złapałam chwilkę przed jej prelekcją; zdążyłyśmy napić się czarki herbaty i już zjawiali się kolejni goście, kolejni prelegenci. Rafał pojawił się z całą masą intrygujących akcesoriów do cold brew.

IMG_4883

Chwilkę asystowałam mu w przygotowaniu do wykładu, a potem pochłonęły mnie, przyziemne sprawy – trzeba było w kuchni umyć czarki i naczynia 🙂 Spragnionych herbaty nie brakowało, co napawało mnie ogromną radością 🙂 W międzyczasie chwilę wytchnienia znalazłam przy chapanie Macieja, który niezmordowanie zaparzał herbatę za herbatą. Po naszych eksperymentach z darjeelingami przyszła kolej na pu erh`y, a gdy przyjechali Monika z Piotrem (czajownia.pl) – także na Cherry Tea przywiezioną przez Piotra. Uwielbiam tę herbatę, którą pierwszy raz spróbowałam parzoną ręką mistrza Mosahiro Takada na początku tego roku właśnie we wrocławskiej Czajowni. Tym razem Maciej zaparzył dużą ilość liścia Cherry Tea, co dało w efekcie cudowny, intensywny napar o dominującym smaku cierpkiej wiśniowej pestki.

IMG_4859  IMG_4861

IMG_4865

Udało mi się usłyszeć większą część wykładu Piotra o kulturze herbaty w Polsce i Czechach. Prelekcja była połączona z pokazem m.in. zdjęć obrazujących przebieg budowy wrocławskiej Czajowni. Byłam pod wrażeniem ile pracy, zaangażowania i wysiłku wymagało doprowadzenie tego miejsca ze stanu surowego do przytulnej herbaciarni, jaką jest teraz Czajownia. Pomyślałam sobie wówczas, że prawdziwa pasja potrafi dodać nadludzkich sił…

Monika zabrała nas w podróż na Sri Lankę pokazując jak wyglądają cejlońskie fabryki herbaty i fabryka cynamonu. Była to prelekcja bardzo aromatyczna i pełna wzruszających opowieści o miejscowych atrakcjach i przyjaznych, otwartych Lankijczykach. Z relacji Moniki po raz kolejny wyłoniło się przesłanie dla podróżników – nieprzewidziane, z początku wydające się przykre, okoliczności, mogą zmienić podróż w ekscytujące i ubogacające przeżycie…

Ostatnia prelegentka – Agata (www.agataozarowska.pl) pięknymi fotografiami oprowadziła nas po nepalskiej plantacji pana Andrew – jednej z najwyżej położonych plantacji herbacianych na świecie.

Można by rzec: kulminacyjnym punktem programu Poznańskiego Festiwalu Herbaty był panel dyskusyjny prowadzony przez Anię (Piewcy Teiny). Okazało się, że zebrani z Kwietnej pasjonaci herbaty mają wiele do powiedzenia na temat kultury herbacianej w Polsce i gdyby nie ograniczenia czasowe, dyskusja zapewne toczyłaby się do białego rana. Bardzo ciekawie o tym panelu napisali nasi wrocławscy goście: Jagoda i Marcin (czarkanawidelcu.wordpress.com ).

Burzliwe rozmowy herbaciane zostały ukojone dźwiękami gongów i mis tybetańskich. Cudowny, relaksacyjny koncert – idealnie wprowadzał w czas krótkiej, regenerującej drzemki… 😉

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy…Smutek z zakończenia Festiwalu koi tylko myśl, że za rok będzie kolejna edycja Zaparzaj! Organizatorzy są pełni szalonych pomysłów, a ponieważ nie brakuje im zapału i werwy – zapewne owe pomysły skutecznie zrealizują 😉

Mnie z Poznańskiego Festiwalu Herbaty na pamiątkę zostały nie tylko zdjęcia i niesamowite wrażenia z przeżytych kilkunastu godzin z przeuroczymi, pełnymi pasji, poczucia humoru, wiedzy i herbacianego doświadczenia ludźmi, ale także…herbaty 🙂

          ———————————————————————————————-

Mijający tydzień był szalonym, niczym pędzący na oślep mustang, czasem… Udawało mi się wykrawać z tego zwariowanego biegu zdarzeń chwile uspokojenia właśnie po to, by na spokojnie podegustować przywiezione z Festiwalu herbaty. A tych, dzięki Agacie, przywiozłam trzy. Plantacja Guaranse w Nepalu, z której pochodzą owe herbaty, jest najwyżej położoną herbacianą plantacją na świecie.

Pierwszą herbata, po którą sięgnęłam, była White Curls SF 2015.

20151014_121408

Postanawiam użyć szklanego gaiwana, by móc obserwować tańczące liście. Wedle wyznacznika na stronie internetowej (onecupoftea.pl), na którą właśnie po zasady parzenia odesłała mnie Agata, starałam się przestudzić wodę do ok. 85 stopni Celsjusza. Obserwując nabierający intensywności kolor naparu, postanowiłam, że dam tej herbacie 4 minuty w pierwszym parzeniu.

20151014_132419

Podczas degustacji czuję łagodność i jednocześnie wiem, że ta herbata będzie bardzo delikatna i subtelna, i potrzebuje czasu, by się obudzić i z większą łaskawością odsłonić swoje kwiatowe nuty.

20151014_132958

W drugim parzeniu daję White Curls już 7 minut. I rzeczywiście kwiaty wyczuwalne są bardziej intensywnie; dodatkowo pojawiają się urzekające słodkie akcenty lipowego miodu i bardzo, bardzo odległa, choć jednoznacznie wyczuwalna, nutka kwiatu czarnego bzu… W każdym parzeniu, również w tych kolejnych, których zrobiłam jeszcze dwa, można wyczuć wilgotną świeżość – zapach wody w jeziorze w letni poranek…

20151014_133346

Kolejną herbatą, którą wsypuję do gaiwana jest Mystic Green SF 2015. Gdy wącham suche liście czuję urzekającą mleczną czekoladę z nutą wanilii. Hmm…

20151014_121552

Zalecana temperatura 75 – 85 stopni Celsjusza i czas parzenia 1-3 min. Jak zwykle wybieram złoty środek o parzę 2 minuty. Napar jest łagodny, kremowy; można wyczuć lekką oleistość podobną jak w herbatach japońskich i bardzo delikatną cierpkość skórki zielonego orzecha, która łagodnie ale równomiernie rozkłada się na języku. Z każdym kolejnym parzeniem ta herbata subtelnieje a przy szóstym parzeniu już nie czuć goryczy – tylko morska, aksamitna łagodność…

20151015_105537   20151015_112042

Na koniec zostawiam sobie Guranse White Tips SF 2015.

20151014_121952   20151016_112615

Zalane liście trzymam pod przykryciem ok 4 min. Po pierwszym parzeniu mam wrażenie, że piję darjeelinga z lutowo-marcowych zbiorów – czuję świeżość, lekkość i roślinną, lekką goryczkę majaczącą w tle. Ta herbata jest miękka…Kiedy weźmie się do ust płatek jadalnego kwiatu, można poczuć na języku i podniebieniu atłas i aksamit jednocześnie. Taka właśnie jest Guranse White Tips… Drugie parzenie zrobiłam już trochę krótsze i degustując napar wyczułam kwiatowe nuty, oraz – co mnie zaskoczyło – ziołowe akcenty. W Guranse White Tips jest jakieś swoiste ciepło…Z każdym kolejnym łykiem w wyobraźni wyostrzał się obraz lasu i pierwszego jesiennego ogniska, które rozpala się gdy podczas długiej wędrówki zatrzymujemy się dla odpoczynku, przygotowania herbaty i spokojnej kontemplacji otaczającej przyrody.

Nie mogłam sobie odmówić trzeciego parzenia. Tym razem poczułam, jak ta herbata staje się zrównoważona i spolegliwa; przestaje zaskakiwać coraz to nowymi tonami, ale wycisza się w kwiatowych aksamitach i delikatnych chropowatościach. Zrobiłam czwarte parzenie, gdy zadzwonił telefon. Straciłam rachubę czasu podczas rozmowy… Gdy wróciłam do pływających spokojnie w gaiwanie listków, podejrzewałam, że herbata będzie nie do wypicia. I tu spotkało mnie kolejne zaskoczenia – cierpliwie zachowała dla mnie cały swój kwietno-ciepły urok… Mocniejsza i bardziej wyrazista wciąż nie mogła ukryć swojej łagodności. I nawet troszeczkę już przestudzona niezmiennie była pełna uroku…

20151016_113245

Przy tej herbacie myślałam o Festiwalu Zaparzaj z ogromną wdzięcznością – tyle pozytywnej energii czułam na tym wydarzeniu, tyle wiedzy nabyłam, tylu niezwykłych ludzi poznałam! Dziękuję wszystkim, spotkanym w Kwietnej, wspaniałym osobom! Widzimy się za rok! 🙂