Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! czyli… skupienie na herbacie…

Następnego dnia po zakończeniu trzeciej edycji Poznańskiego Festiwalu Zaparzaj! obudziłam się pełna nowych pomysłów na kolejną odsłonę herbacianego święta… A jednak bardziej niż nowe idee zaparzajowe odczuwałam smutek, że tegoroczny Zaparzaj! już się zakończył, a przede wszystkim, że porozjeżdżali się moi herbaciani przyjaciele…

Czasami trudno jest pielęgnować radość, chociaż nawet jeśli to nie pozostanie, jest piękne, że było*…

Piękne było, że w ogóle udało się nam tegoroczny Zaparzaj! zorganizować, pomimo różnych przeciwności losu, z jakimi zmagał się każdy z organizatorów 😉 Zaangażowanie, z jakim garstka ludzi dobrej woli: Macio, Darek, Michał, Hania, Ania, Agata, Czarek, Ewa, Krzysiek, Maciej i Kwietna oraz nasi najwspanialsi na świecie wolontariusze, działała na Zaparzaj! jest jedną z najpiękniejszych i najradośniejszych rzeczy jakie miałam przyjemność i zaszczyt współ-przeżywać 😉 Jestem też pełna wdzięczności dla wszystkich zaparzajowych prelegentów, którzy z zaangażowaniem i pasją dzielili się swoją niebywałą wiedzą i przebogatym herbacianym doświadczeniem, oraz dla wystawców, dzięki którym zapasy herbaciano- ceramiczne powinny nam na jakiś czas wystarczyć 😉

Piękne było to, że do Poznania zjechali naprawdę wybitni herbaciarze i ceramicy herbaciani; że pogoda się nam w miarę udała, a kiedy się nie udawała krzyżując plany zaparzania na trawie, to okazało się, że można zaparzać herbatę w innej przestrzeni a napary smakują nowymi doznaniami…

Piękne było to, że widziałam całą masę uśmiechniętych, zadowolonych twarzy, słyszałam słowa: ten festiwal pokazał mi herbatę w innym świetle; nie wiedziałam, że herbata może być tak różnorodna i fascynująca…

Piękne było też to, że zostałam zmuszona do parzenia herbaty, co stało się dla mnie nowym i jakże niezwykłym doświadczeniem herbacianym…Tak powstał punkt zaparzajowego programu: „Skupienie na herbacie”, którego ideą było przygotowanie herbaty dla kameralnego grona osób i niespieszna degustacja unikatowej herbaty hei cha skoncentrowana na wsłuchaniu się w smak i zapach herbaty i świadomym docenieniu cha xi. Aranżacja przestrzeni herbacianej była przeze mnie i Roberta przygotowana na długo przed Festiwalem; użyliśmy kilku elementów, którymi chcieliśmy m.in. wyrazić wdzięczność dla Mistrza Rong Tre, który ręcznie wykonuje bambusowe miarki/ prezentery herbaciane czy podziękować za podkładkę herbacianą od pani Hiromi oraz japońskie podstawki pod czarki, które wspaniale współgrały z przeznaczonymi dla gości delikatnymi czarkami z chińskiej porcelany oraz czajniczkiem wykonananym przez Mistrza Xiao Shan z Jingdezhen.

Tajwański termos do herbaty był kolorystycznie pasującym elementem do kompozycji a na dodatek sam w sobie jest przedmiotem ciekawym i całkiem funkcjonalnym.

Każdy element miał swoją historię i znaczenie. W ostatniej chwili dodaliśmy element polski – lniany obrus oraz aranżację roślinną, którą spontanicznie skomponował Robert na fragmencie dachówki z mchem i delikatnymi kwiatkami. Element roślinny pojawił się także, gdy okazało się, że nie mamy do dyspozycji szpilki herbacianej czyli pałeczki do zgarniania liści do czajniczka; wtedy Robert znalazł gałązkę uroczo zakończona listkami i meleńkimi pączkami kwiatów…

Te 20 minut skupienia na herbacie były dla mnie wyjątkowym momentem absolutnego wyciszenia, skoncentrowania się na każdym ruchu, na każdym dźwięku płynącym z przygotowania herbaty; to był czas, kiedy zapomniałam o wszystkim co mnie otacza poza salką, w której parzyłam herbatę, Robertem, który opowiadał o ceremonii i gośćmi słuchającymi i smakującymi napar…I myślę, że mogę powiedzieć, iż ten czas skupienia, bez hałasu, bez zbędnych słów, bez muzyki był dla mnie najbardziej intensywnym doświadczeniem herbacianym. Była to swoista medytacja przy herbacie, która dała mi dużo spokoju i radości… Tym bardziej było to dla mnie zaskakujące, że zwykle przy herbacie dużo rozmawiam i się śmieję…

   

I teraz, gdy o tym myślę – już dwa tygodnie z hakiem po zakończeniu Festiwalu – dochodzę do wniosku, że dla mnie osobiście, ten moment skupienia się na herbacie był kwintesencją Zaparzaj! – zdystansowanie się do zgiełku otaczającego świata i pełna koncentracja na smakowaniu herbaty. I chyba rzeczywiście tegoroczna edycja Festiwalu Herbaty była mniej dynamiczna niż jej poprzednie wydania…Najwyraźniej Zaparzaj! jak herbata nieustannie pokazuje inne oblicza…

Dość wyraźnie brzmi we mnie radość z przeżytego święta i spotkania się ze znajomymi herbaciarzami z całej Polski; radość z nowych znajomości z ludźmi, którzy z zachwytem odkrywają świat herbaty…zadowolenie i poczucie szczęścia przeplatają się wciąż z doświadczeniem smutku i utraty po wyjeździe herbacianych przyjaciół… ale o tym trzeba zapomnieć, bo…Zapominanie jest wyrazem duchowej dyscypliny i ma coś wspólnego z podążaniem dalej. Daodejing (Tao-te-king) powiada, że Mędrzec nie zatrzymuje się przy swoim sukcesie, idzie natychmiast dalej. Oczywiście, to samo odnosi się także do niepowodzenia i do pragnienia bycia pamiętanym. Ty też pogódź się z tym, że czasem mylnie Cię oceniają, i idź dalej. Bywamy, z niewyjaśnionych powodów, wikłani w szczęśliwe okoliczności i tak samo w nieszczęśliwe. Zgodzić się trzeba na obydwa ich rodzaje. I zaniechać pytania: Dlaczego? Albowiem każda odpowiedź jest ucieczką przed tym, co jest i co działa.

 

Z całego serca dziękuję Ani i Marcinowi Bohdziewiczom za zdjęcia dokumentujące momenty skupienia na herbacie ❤

*wszystkie cytaty: B.Hellinger

 

 

 

Reklamy

Delektowanie się herbatą – delektowanie się życiem czyli Herbata Noworoczna 2017 :)

Herbata Noworoczna nie była w noworocznych planach ;). Ale gdyby nie nagle i przypadkowo szczęśliwie zawarta znajomość z Piotrem Osuchem (Prezesem Polskiego Stowarzyszenia Wushu Tradycyjnego i Kultury Chińskiej, zaawansowanego herbaciarza i praktyka gry na guqin) , który zaproponował spotkanie przy herbacie i obecność Ani Włodarczyk (sinolożki, autorki bloga Morze Herbaty, miłośniczki tajwańskich oolongów, ceramiczki), która entuzjastycznie odniosła się do nieśmiałego pomysłu by spotkać się w Nowym Roku i wypić wspólnie herbatę – Noworoczna Herbata nie miałaby pewnie miejsca… Łukasz sobie żartuje, że najwyraźniej Lu Yu nad nami czuwa i chce, byśmy się przy herbacie spotykali, zdobywali nową herbacianą wiedzę i doświadczenie – dlatego miał miejsce szereg sprzyjających zbiegów okoliczności, które do spotkania w miniony czwartek (12.01.2017) doprowadziły 🙂

Pierwszym zaparzającym był Łukasz, który w imieniu Warszawskiego Kolektywu Herbacianego zainicjował Herbatę Noworoczną. W delikatnym koreańskim zestawie herbacianym znalazła się Paryocha z Czajowni.

15977607_1175584122557113_2368675830365183847_n   15966055_1175584379223754_3175358301105758488_n   15941189_1175584052557120_3324959416659535783_n   15941345_1175584589223733_9186134910985346175_n    16105873_1175585495890309_3815336503356808926_n

Porównując tę herbatę z degustowaną wcześniej Paryochą od Pani Park doszliśmy zgodnie do wniosku, że obie są doskonałe! 🙂

Następną osobą zaparzającą herbatę była Tingting – żona Piotra, posiadająca rządowy Chiński Certyfikat Ceremonii Kultury Herbaty. I oto na pięknym cha panie (cha chuanie) swoje listki ukazały oolongi:

15992226_1175966062439291_1625785368_o   15977028_1175587799223412_1683877509394540742_n

Najpierw Tie Guan Yin , której kolor mokrych liści mnie zachwycił – prawdziwy szmaragd! 🙂

15940753_1175587949223397_7018372663127596666_n

A potem delikatny, kremowy napar wprawił w rozmarzenie…

15965991_1175587895890069_7139342857922952172_n

Tie Guan Yin ma wiele podróbek. Nasi goście podzielili się z nami ciekawostką, jak odróżnić orginał dobrej jakości od hm…imitacji. Otóż listek wzorcowy Tie Guan Yin jest zawsze lekko skrzywiony…

16114276_1175588935889965_3902068830071144429_n

Kolejną herbatą zaparzoną przez Tingting był Qi Lang…

16114161_1175589722556553_2560647189728950492_n   16106487_1175966045772626_1168145100_o

A na koniec ciemne, podprażane lekko Da Hong Pao…

16003218_1175591039223088_3063696192649436404_n

Trochę czytałam o chińskich spotkaniach herbacianych, że niektóre odbywają się w ciszy i celebruje się każdą czarkę naparu, niektóre są okazją do biznesowych rozmów a jeszcze inne są pretekstem do spotkania się z przyjaciółmi, pośmiania się, pożartowania…Byłam ciekawa, czy w Chinach, podczas spotkań przy herbacie obowiązują jakieś tematy tabu; zapytałam o to Piotra a on odparł, że nie, nie ma takich tematów, na które nie wolno rozmawiać przy herbacie. Tak, rozmawia się o polityce popijając herbatę w większym gronie. Mentalność Chińczyków pozwala na opanowanie emocjonalnego podejścia do tematu co prowadzi często do zwykłej dyskusji wokół jakiegoś zagadnienia. Czyż to nie wspaniałe?! – pomyślałam sobie 🙂

15977516_1175587545890104_5669549677041016490_n

Podobnie, jak rok temu, Ania przygotowała uroczą herbatę… Tym razem była to Bai Hao Oolong…

15977088_1175591615889697_6045977869773100764_n   16113951_1175591532556372_3523322290593711232_n   15978032_1175592915889567_2542786242463345980_n

Już z wygrzanego czajniczka, do którego Ania wsypała liście, ulotnił się aromat pełen kwiatów i słodyczy, który wywołał nasze westchnienie zachwytu i uśmiech. Natomiast napar był całkowitym zaskoczeniem – w pierwszym parzeniu dominowały cytrusowe tony, które zbladły przy kolejnych parzeniach ustępując miejsca wyraźnym miodowym nutom…

16105980_1175594129222779_217201494126589474_n   16105716_1175596222555903_5175628558693858550_n   16106017_1175592799222912_3897962322441260276_n   16002974_1175593682556157_6737528259818574184_n

Ja na spotkanie przyniosłam ze sobą birmańską herbatę PAI DU I Foggy Green RS 2016 od Agaty. To nie jest łatwa ani urokliwa w odbiorze herbata… Zaparzyłam ją jeszcze zanim goście zaczęli się schodzić, a gdy już przybywali pytałam, czy chcą spróbować wstrętnej herbaty. Chciało niewielu. Tak, wiem – jestem mistrzem marketingu 😉
Na koniec jeszcze raz ponowiłam zaproszenie wypicia tej trudnej w odbiorze herbaty. Po krótkiej dyskusji zaparzyłam tę birmańską herbatę na dwa sposoby jednocześnie: w jednym czajniczku liście zalałam wrzącą wodą, w drugim ok. 90 stopniową wodą. Po ok. 20 sekundach przelałam napary do dwóch oddzielnych Mórz Herbaty. Liście zalane chłodniejszą wodą dały zdecydowanie delikatniejszy i przyjemniejszy w odbiorze napar. I mimo, że w tej herbacie nie uświadczy się łagodności, słodkości czy kwiatowości – jest ona ciekawa… Skórzane, podwędzane, cierpko- ziołowe tony bardzo intrygująco przeplatają się miedzy sobą, dominując jeden nad drugim w zależności od czasu parzenia i temperatury wody. Ja osobiście bardzo tego birmańskiego śmierduszka lubię 🙂

15966293_1175601575888701_3699782815592074530_n   16114273_1175601272555398_6744242069951650075_n   15966225_1175601199222072_3695278141106608335_n

Podczas Herbaty Noworocznej wcieliliśmy się też w malarzy-amatorów z epoki dynastii Song 😉
Tydzień przed Herbatą Noworoczną wraz z Piotrkiem, Agnieszką i Łukaszem wybrałam się do Muzeum Narodowego na wykład Marcina Jacoby`ego „Tradycja i eksperyment. Malarstwo chińskie w epokach Song i Qing” –  jeden z ostatnich wykładów związanych z wystawą „Życie wśród piękna. Świat chińskiego uczonego”. Zawsze intrygowało mnie co też jest napisane na tych zwojach przedstawiających albo pejzaże, elementy flory lub fauny. Okazało się, że nie zawsze napisy na zwojach są jakimś pięknym wierszem czy wzniosłą sentencją; nie zawsze też napisy zostały wykonane przez autora obrazu – czasami są to dopiski innych artystów, wiersze innych poetów, czasami zapis dokumentujący kolejnych właścicieli, do których obraz z tego czy innego względu trafiał. A czasami jest to zapis okoliczności, w jakich dane dzieło powstało. Na przykład w przypadku poniższego zwoju, autor obrazu, lekko podchmielony opisuje, że spotkał się z przyjacielem przy kieliszku, a przyjaciel powiedział: „Jesteś zdolnym malarzem; namaluj coś dla mnie, proszę”. Więc Shen Zhang namalował 😉

20170105_181809

Słuchając opowieści prelegenta o tych wszystkich ciekawostkach przyszła mi do głowy myśl, by na najbliższym spotkaniu herbacianym, zabawić się w podobny sposób, tym samym dokumentując taką niecodzienną formą dane wydarzenie.
Następnego dnia, kiedy już wiedziałam, że Herbata Noworoczna się odbędzie, pobiegłam do sklepu i kupiłam papier do kaligrafii oraz kilka pędzelków.
Ania podchwyciła pomysł wcielenia się w chińskich malarzy i na spotkanie przyniosła własnoręcznie zrobione pieczątki. W konsekwencji machaliśmy pędzelkami i stemplowaliśmy w upojeniu (herbacianym, oczywiście!) 🙂

16105568_1175587159223476_5534556877100979628_n   16114208_1175602272555298_2046563600745222921_n   15977531_1175602189221973_837647510458850626_n

Dzięki temu zostaną z nami m.in. piękne życzenia Tingting: „Kosztować życie – delektować się wspaniałą herbatą” oraz Ani: „Picie herbaty oczyszcza serce”…

20170113_124715

oraz życzenia Uli i Aarona ze Stowarzyszenia Urasenke

16105951_1175601609222031_1585376311635808793_n

Na koniec raz jeszcze chciałabym wyrazić wdzięczność Piotrowi i Tingting – to Wasza chęć wspólnego wypicia herbaty stała się impulsem i motywatorem do urzeczywistnienia spotkania Herbaty Noworocznej po raz drugi. Dziękuję za opowieści o chińskiej herbacie i kulturze jej picia w Państwie Środka 🙂

Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję Ani – za znalezienie czasu na herbaciane spotkanie i za kolejne napary, które oczyściły moje serce, za opowieści, które są uroczą formą wykładów o kulturze herbacianej Chin, Japonii i Tajwanu a także za niesienie radości oraz ducha dobrej zabawy przy herbacie ❤

Uli i Aaronowi – za poświęcony czas i dobrą energię. Tak bardzo się cieszę, że w gonitwie codzienności udało się Wam napić herbaty w kolektywnym gronie 🙂

Łukaszowi – za wsparcie; za spokojne parzenie i opowieści o wciąż nowych doświadczeniach na Drodze Herbaty…:)

Agnieszce i Piotrkowi – za obecność, wsparcie i… czekoladki 🙂

Hani – za wspólne delektowanie się naparami i przesmaczne ciasteczka 😉

Karolinie i Annie – za pierwsze przybycie na kolektywne spotkanie 🙂

Panu Kimowi i Władkowi – za przygarniecie herbaciarzy do pięknego i ciepłego pokoju w Onggi 🙂

Wszystkim uczestnikom Herbaty Noworocznej, oraz tym którym choroba i inne przeciwności losu na spotkanie nie pozwoliły dotrzeć, życzę zdrowia i niestrudzenia w poszukiwaniu nowych posmaków w herbacianych naparach! 🙂

16002873_1175601649222027_8669743999373450883_n

wraz ze mną zdjęcia robili: Agnieszka/ Piotrek/Hania/ He Ming Xuan Teahouse

Paryocha – herbata o zapachu bambusowego lasu ;)

Nie przestaje mnie zadziwiać fakt, jak nieoczekiwanie spełniają się nawet najskrytsze marzenia… 🙂 Pewnego razu pomyślałam sobie: chciałabym mieć cały zestaw do ceremonii herbacianej; i w niespełna pół roku później taki zestaw, na dodatek z herbatą, dostałam w prezencie. Prezent to niezwykły z tego względu, że teraz zawsze będzie mi przypominał o szalenie sympatycznym spotkaniu z Panią Park i Panią Camillą – koreańskimi mistrzyniami ceremonii herbacianej, które na początku czerwca tego roku przyjechały do Warszawy. Spotkanie z tymi pogodnymi paniami niezwykle wzbogaciło moją wiedzę o herbacie – sposobach jej produkcji i koreańskiej kulturze picia herbaty; pozwoliło spróbować wysokojakościowych herbat z Korei ale przede wszystkim dało możliwość bliższego poznania tych przeuroczych kobiet…
Pierwsze spotkanie było zaaranżowane dość niespodziewanie, praktycznie zaraz po przybyciu Pani Park i Pani Camilli do Warszawy. Wówczas panie Koreanki zaparzyły Paryochę, której smak od razu mnie zachwycił…

koreanki-1   koreanki-2   koreanki-3

W pamięć zapadło mi też inne spotkanie, na którym Pani Park podjęła herbatą Warszawski Kolektyw Herbaciany. To było duże zaskoczenie: byliśmy przygotowani na sztywną ceremonię herbacianą, a okazało się, że współcześni Koreańczycy kochają tradycję i są bardzo zdyscyplinowani, ale przy spotkaniu herbacianym główną wagę przywiązują do radosnej atmosfery i pozytywnej energii płynącej ze spotkania przy czarce herbaty; więc było na luzie 😉
To właśnie wtedy – słuchając o koreańskiej sztuce parzenia i picia herbaty – znów degustowaliśmy wyśmienitą Paryochę, a po niej jeszcze cudowniejszą Paryochę o naturalnym smaku i zapachu cytrona. Pani Park chętnie i dużo opowiadała o swojej Drodze Herbaty…Na koniec zapytałam gospodynię spotkania, co ją osobiście najbardziej zdumiewa na Drodze Herbaty, czym najbardziej herbata zaskakuje herbacianą mistrzynię… Odpowiedź mnie zdziwiła, bo okazało się, że najbardziej zaskakujące dla Pani Park jest prozdrowotne działanie herbaty – jej wyciszające właściwości, siła, z jaką potrafi wprowadzić spokój w nerwowy nastrój i radość w ponurą atmosferę; ale przede wszystkim, że pozwala zachować młody, promienny wygląd nawet w późnym wieku, czego doskonałym przykładem jest sama pani Park…  Hmmm… bardzo kobiecy punkt widzenia 😉

W prezencie, wraz z zestawem do parzenia herbaty, otrzymałam dokładnie taką samą Paryochę, jaką spróbowałam podczas mojego pierwszego spotkania z koreańskimi mistrzyniami herbacianej ceremonii… Jak dobrze w tak miły sposób odświeżyć pozytywne wspomnienia…

niebieskie_2      niebieskie_4   niebieskie_5   niebieskie_8   niebieskie_9   niebieskie_10

Paryocha lub Balhyocha to herbata w niewielkim stopniu fermentowana, którą Koreańczycy zaliczają do herbat żółtych. Na moją prośbę Łukasz odszyfrował krzaczki z pudełka z herbatą i okazało się, że otrzymana przeze mnie Paryocha to „herbata o zapachu bambusowego lasu” 🙂 Nie przypominam sobie takich skojarzeń, ale nic nie szkodzi zaparzyć herbatę raz jeszcze i zobaczyć, czy aby na pewno takich zapachów tam nie ma…

Hmmm… w zapachu suszonych liści odnajduję podprażane tony śliwki węgierki i niezbyt słodkiej czereśni.

Liście w nagrzanym czajniczku raczą mnie zupełnie innymi zapachami – tutaj wyczuwam zapach pieczonych na ognisku słodkawych ziemniaczków – to takie ciepłe, słodkawo-drzewne tony. Czuję także (niestety) zapach gliny czajniczka…

niebieskie_11   niebieskie_12   niebieskie_13

Pierwsze parzenie robię wodą ok. 90 stopni przez ok. 4 minuty. Podczas zaparzania spróbowałam trochę naparu a ten rozpłynął się gładko na podniebieniu racząc mnie ciepłem i delikatnością, ale ja tym razem postanowiłam, że dziś chciałabym poczuć moc w intensywności Paryochy. Taki kaprysik 😉

niebieskie_15   niebieskie_16

W czarce okazało się, że wyszła mi herbata dość cierpka i momentami troszeczkę ostrawa. Przy tym zdecydowanym charakterze, który ta Paryocha ukazała, nie przestała być jednocześnie herbatą dość gładką i zrównoważoną… Nawet te cierpkie tony pięknie się roztapiały w ciepłych podprażanych, słodkawych akcentach…Przywiodła mi na myśl fleszowe yunnany – delikatne, słodkawe, i tylko lekko poddymiane…

niebieskie_18

Przy tych aromatach – o, dziwo! – mokre liście w czajniczku pachną zupełnie inaczej. Tutaj dominująca jest nuta winna z subtelną podprażaną wonią i… skórką czereśni…

12

Drugie parzenie robię wodą o temperaturze ok. 93 stopni i parzę krócej – ok. 3 min. I ten napar zaskoczył mnie łagodnością, z którego wycofała się wcześniejsza cierpkość –  i przypomina mi parzenie, jakie robiły dla nas pani Park i Pani Camilla podczas pierwszego spotkania w Onggi. I choć ni razu nie udało mi się wyczuć bambusowego lasu w tej herbacie (może po prostu mam niekompletną bazę węchową 😉 ), to ten delikatny, ciepły, drzewny zapach i smak będzie mi się już chyba zawsze kojarzył właśnie z tymi dwoma przeuroczymi mistrzyniami herbaty… Dziękuję ❤

Pierwsze trzy zdjęcia zrobiła Agnieszka.

Autorką pozostałych zdjęć jest Jowita Dykas/ FotoJowi

Poznański Festiwal Herbaty Zaparzaj! 2016 czyli szklanka zawsze pełna ;)

Był pośpiech i adrenalina, były nerwy, były modlitwy o słoneczną pogodę, były niepewności czy ze wszystkim uda się zdążyć i czy niespodzianki losowe okażą się w przewadze pozytywne czy negatywne…Było dużo herbaty, rozmów i sporów, ale też pozytywnego nastawienia i zespołowego działania w obranym kierunku… No i tydzień temu w niedzielę o 15:00 zakończyła się druga edycja Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! 🙂

Nie jest łatwo zorganizować Festiwal Herbaty; zwłaszcza w tak dużej, choć pięknej, przestrzeni, jaką jest Ogród Botaniczny UAM w Poznaniu a do tego po raz pierwszy w życiu! 😉 Rok temu mieliśmy do dyspozycji uroczą herbaciarnię Marty i Szymona i tylko jeden dzień programu. W tym roku mieliśmy do dyspozycji teren Ogrodu, zabytkowy Pawilon Letni oraz sale budynku dydaktycznego. Zależało nam by każdy herbaciarz – i ten zaawansowany i ten stawiający pierwsze kroki na drodze herbaty – znalazł w tegorocznym programie Festiwalu coś dla siebie. Chcieliśmy nie tylko wciągnąć wielbicieli herbaty w pogłębianie wiedzy, ale też w czynne zaparzanie herbaty – w końcu nie bez powodu nasz Festiwal nazywa się Zaparzaj! 😉 Pragnęliśmy, by można było zrobić herbaciane zapasy, napić się z innymi herbaty, odpocząć od rozpędzonego świata pośród zieleni, nauczyć się czegoś nowego o herbacie…

Osobiście mam poczucie, że nasze założenia udało się zrealizować; Festiwal wypadł dobrze. Jest to osąd irracjonalny – po prostu zostałam z poczuciem, że to był dobrze spędzony, przeżyty czas. Jako organizatorzy mamy świadomość popełnionych błędów, niedociągnięć, niedoskonałości…Cóż z tego jednak? Życie jest nieustanną nauką 😉 Za nami debiut organizacyjny festiwalu na tak szeroko zakrojoną skalę – głównie powierzchniową 😉 Nauczyliśmy się wiele. A przed nami wyzwanie, by w kolejnej edycji wiele rzeczy zorganizować lepiej. Bardzo wspierające i motywujące były pochwały dla naszego przedsięwzięcia. Wiele osób wyrażało zadowolenie z panującej na Festiwalu atmosfery, wielu z radością mówiło o zyskaniu nowego spojrzenia na herbatę. Dziękuję za te dobre słowa. Dziękuję również za konstruktywną krytykę – to wspaniała motywacja do dalszego wzrastania. Dziękuję również za niekonstruktywną krytykę – tym wszystkim malkontentom i narzekaczom, tym, którzy nie widzą, że szklanka jest ZAWSZE w połowie pełna (jeśli nie wodą, to powietrzem ;)), tym, którzy sami nie mają dość siły i odwagi, by coś zorganizować ale są pierwsi do krytykowania starań innych – z całego serca dziękuję tym osobom! Taką niekonstruktywną krytykę pozytywnie wykorzystamy! 😉

Chciałabym z całego serca podziękować Ekipie Zaparzaj! – Ani, Ewie, Marcie, Agacie, Szymonowi i Maćkowi – za wspólne działanie, za motywowanie siebie nawzajem, podtrzymywanie na duchu, za pozytywne nastawienie, za to całe festiwalowe, niezapomniane wariactwo! 😀 Dziękuję, że jesteście! ❤

14463172_1451422908206973_6160136366086048180_n

Zapraszam Was na fotorelację z Festiwalu Zaparzaj! autorstwa Agaty Ożarowskiej-Nowickiej:

zaparzaj_a_o-4   zaparzaj_a_o-2   zaparzaj_a_o-16   zaparzaj_a_o-12   zaparzaj_a_o-14   zaparzaj_a_o-17   zaparzaj_a_o-19   zaparzaj_a_o-20   zaparzaj_a_o-24   zaparzaj_a_o-23   zaparzaj_a_o-41   zaparzaj_a_o-43   zaparzaj_a_o-88   zaparzaj_a_o-93   zaparzaj_a_o-128   zaparzaj_a_o-134   zaparzaj_a_o-136   zaparzaj_a_o-87   zaparzaj_a_o-149   zaparzaj_a_o-143   zaparzaj_a_o-147   zaparzaj_a_o-148   zaparzaj_a_o-142   zaparzaj_a_o-139      zaparzaj_a_o-145   zaparzaj_a_o-151   zaparzaj_a_o-150      zaparzaj_a_o-153   zaparzaj_a_o-164   zaparzaj_a_o-45   zaparzaj_a_o-79   zaparzaj_a_o-61   zaparzaj_a_o-33   zaparzaj_a_o-83      zaparzaj_a_o-34   zaparzaj_a_o-106

A gdyby tego Wam było mało, zajrzyjcie na zaparzajowy fb – tam już fotki autorstwa Szymona Niedźwiedzińskiego oraz Ewy Kowalik/ Herbatniczek 🙂 Jest już także blogowa relacja Ewy 🙂

Do zobaczenia przy następnej edycji Poznańskiego Festiwalu Herbaty Zaparzaj! 😀

TMC Polska – wspominki :)

Nie mogłam przegapić pierwszego w Polsce turnieju w przygotowaniu herbaty Tea Masters Cup Polska 2016. Udało mi się przybyć do Krakowa tylko na jeden dzień (środa 11 maja), ale wrażeń nie brakowało chociażby z tego względu, że tego jednego dnia miały miejsce zawody w dwóch konkurencjach. Pierwsza z nich to Mistrz Degustacji Herbaty:

20160511_110351   20160511_110417   20160511_112257

W przerwie szybko zrobiłam rekonesans po Tea&Coffee World Cup:

20160511_111150   20160511_111201   20160511_111326   20160511_111334   20160511_111406   20160511_111413   20160511_111755   20160511_111811

Starając się lawirować między wystawcami, herbacianymi pokazami oraz turniejem Tea Masters udało mi się wypić czarkę aromatycznej czarnej wietnamskiej herbaty:

20160511_111512   20160511_122136   20160511_122337   20160511_122506   20160511_122634

Drugim rodzajem rywalizacji na TMC była konkurencja Mistrz Kompozycji Herbacianej:

20160511_132207   20160511_133900   20160511_134228   20160511_140554   20160511_134236   20160511_143517   20160511_143923   20160511_145529

Wskoczyłam parę razy na prezentację parzenia wietnamskiej herbaty lotosowej, która zachwyciła mnie miodowym zapachem, ale trochę zniechęciła dość wyraźną goryczką w smaku…

20160511_144354   20160511_144145   20160511_144133

Ciekawym doświadczeniem była prezentacja Głównego Sędziego TMC Denisa Shumakova. Shu pu erh zaparzony ze świeżym tymiankiem w kompozycji z ciasteczkiem grzybowym.

A potem Si Ju Chun zaparzony z miętą i jabłkiem w kompozycji smakowej z karmelowym ptasim mleczkiem. Z tą słodkością była również podana jeszcze jedna herbata, ale nazwy nie pomnę… chyba czarna zaparzona z żurawiną… ciekawe doznania smakowe…;)

20160511_155507   20160511_160953   20160511_161455

Po pokazie Denisa Shumakova było ogłoszenie wyników we wszystkich kategoriach. No i zwycięzcy TMC Polska: Mistrz Parzenia Herbaty: Barbara Mazur; Mistrz Degustacji Herbaty: Łukasz Tofliński; Mistrz Kompozycji Herbacianej: Murat Kornaev. Gratulacje! 🙂

Pod koniec dnia jeszcze wesołe, acz zdecydowanie za krótkie, spotkanie przy herbacie z Anią i Maćkiem i… powrót do Warszawy.

 Tak, jechałam do Krakowa sceptycznie nastawiona… Nie czuję bowiem, by droga rywalizacji, konkurowania i wyścig z czasem, który dostaje się na pokazanie swoich umiejętności w danej konkurencji, była moją drogą. Zbyt wiele jest wokół mnie pośpiechu, bym chciała owo szybkie tempo przenosić także na czas spędzony z herbatą i przy herbacie, zwłaszcza jeśli kieruje mną chęć poznania danej herbaty i delektowania się nią…
Nie mogę jednak powiedzieć, że obecność na Tea & Coffee World Cup 2016 nie była ubogacającym doświadczeniem. Przyglądałam się uczestnikom TMC i czułam rosnący dla nich podziw: za odwagę, kreatywność, otwartość, wiedzę, doświadczenie…Zdrowa rywalizacja czyniła atmosferę przyjacielską i pełną dobrej zabawy. Tak trzymać! 🙂

 

Japonki, puerki i inne takie czyli… Warszawski Kolektyw Herbaciany ;)

Od mojego ostatniego wpisu trochę wody w Wiśle upłynęło ;)… A w międzyczasie za dużo pracy, za dużo bieganiny, ekscytacji, szamotaniny, choć i całe mnóstwo niebywale pozytywnych zdarzeń, osób, chwil i nastrojów :)… W poszukiwaniu równowagi zanurzam się w ciszę pustego domu. Czekam aż woda w czajniku uspokoi się i nabierze odpowiedniej temperatury, by wręcz z namaszczeniem zalać ostatnią,  niewielką porcję chumushi sencha z Shizouka, którą kilka tygodni temu z Japonii przysłał Robert. Zostało niewiele tej herbaty, ponieważ większość z niewielkiej, degustacyjnej wręcz porcji, była zaparzona podczas spotkania Warszawskiego Kolektywu Herbacianego w miniony czwartek… ale może po kolei…

20160425_121735

Jeszcze dwa miesiące temu do głowy nie przyszłaby mi myśl, że dane mi będzie degustować unikatowe herbaty japońskie; do głowy nie przyszłaby mi myśl, że wydarzy się tyle ekscytujących chwil a na mojej drodze herbaty pojawi się tyle niespodzianek i wyzwań…

A zaczęło się tak niewinnie…przy herbacie 😉 To, że niewinnie i że przy herbacie – nie mam co do tego żadnych wątpliwości… ale kiedy? W którym momencie i które konkretnie zdarzenie miało tę decydującą moc sprawczą? Nie wiem…Może impulsem był wyjazd Roberta i pozostawiona przez niego wielka papierowa torba pełna różnych dalekowschodnich herbat; torba z napisem: dla herbaciarzy. To zobowiązywało! Należało coś z zawartością torby zrobić, w sensie: wypić; i nie samemu ale w towarzystwie czyli kolektywnie. Tymczasem Łukasz zaczął wykazywać sporo determinacji nieustannie rzucając pytanie (czasami w eter, czasami bezpośrednio do mnie): kiedy zaczniemy spotykać się regularnie? Z równą determinacją i Agnieszka raz po raz wygłaszała kategorycznie brzmiące stwierdzenie: musimy się spotykać! Starania Roberta, by w Onggi stworzyć schronisko dla herbaciarzy, miejsce gdzie entuzjaści herbaty mogliby dzielić się nie tylko naparem herbacianym, ale także wymieniać wrażenia z degustacji i herbacianą wiedzą, nie można było zaprzepaścić…

Dość powiedzieć, że splot doprawdy trudno wytłumaczalnych zbiegów okoliczności doprowadził do spotkania sześciu różnych ale barwnych osób, których połączyła miłość do herbaty. W wyniku tego spotkania narodził się Warszawski Kolektyw Herbaciany, którego ideą są spotkania kultywujące herbacianą pasję wyrażoną poprzez wykłady i warsztaty oraz zwykłe rozmowy przy herbacie. Trzon Warszawskiego Kolektywu Herbacianego tworzą: Aneta – ceramiczka, wielbicielka intensywnych herbat z charakterem; Agnieszka – tłumaczka, autorka bloga mycupofgreentea; Patryk  – fotograf, barista z poważnym zacięciem herbacianym; Łukasz – koreanista i prowadzący bloga dado-moja droga herbaty; Piotrek – matematyk, którego nosi po Dalekim Wschodzie oraz ja – sprawczyni całego tego Kolektywnego zamieszania, która nie mogła pozwolić, by w Warszawie nic herbacianego się nie działo 🙂 I oczywiście Robert- nasz Przewodnik po ogromnym herbacianym kosmosie, który udostępnia nam ciekawe, często unikatowe herbaty 🙂

wkh

Kolektywna machina herbaciana ruszyła a my z wielką radością mogliśmy 9 i 10 kwietnia gościć w progach Onggi Macieja – autora bloga Kurs na herbatę, który pojawił się w Warszawie w drodze na pola herbaciane Sri Lanki. To było niesamowite spotkanie! 🙂 Jakże różne nastroje towarzyszyły nam przy wspólnym piciu herbaty! Było spokojnie i refleksyjnie, ale było też sprośnie i ironicznie. Od śmiechu bolały nas brzuchy i szczęki. I chyba wszyscy czuliśmy tę herbacianą magię, która sprawia, że ludzie, którzy widzą się po raz pierwszy w życiu czują, jakby znali się od wielu, wielu lat…Tak, herbata zbliża ludzi 🙂

20160409_223127

Po wyjeździe Maćka zaczęliśmy przygotowywać się do naszego pierwszego oficjalnego, kolektywnego spotkania herbacianego. W międzyczasie Robert przysłał japońskie herbaty, których próżno w Polsce szukać. Oolong i kamairi-cha z Miyazaki oraz dwie senche z Shizouka o różnym stopniu traktowania parą wodną – fukamushi sencha (głęboko traktowana parą wodną) oraz chumushi sencha (średnio obrabiana parą wodną).

Spotkanie odbyło się w miniony czwartek. Grono przybyłych było spore i zacne. Na początek Patryk ciekawie opowiedział o pu-erhach i zaparzył ich kilka z Chin, Birmy i Laosu. Wszystkie od TheTea. I po raz kolejny przekonaliśmy się, jak diametralnie różne mogą być napary z tej samej herbaty zaparzone z kilkunastosekundową różnicą.
Agnieszka podzieliła się z nami Guang Xi Liu Bao Three Cranes zakupioną w e-herbata. Okazało się, że Trzy Żurawie lubią sobie poleżeć w wodzie, by potem uraczyć intensywnym ale nieagresywnym naparem. Ja parzyłam herbaty przysłane przez Roberta.

13015131_1691564994450583_2147676856014699843_n  13006518_1691565104450572_8994874404745069080_n

Na spotkaniu Kolektywu sencha chumushi raczej nie zachwyciła – cierpka i mało przyjemna nie pokazała niczego urzekającego. Dlatego postanowiłam dać jej drugą szansę szczęśliwa, że jeszcze trochę na ową drugą szansę tej herbaty mi zostało.

I tak, pierwsze parzenie raczy mnie gloniasto- roślinną dominantą z…hmmm…przyczajoną goryczką… Nie ma w tej herbacie aksamitu ani puszystości; ta herbata jest „chłodna” w swojej delikatności, skrywająca temperamentny charakter właśnie we wspomnianej goryczce się przejawiający.

Kolor naparu jest za to piękny: złoto- żółty z zielonymi refleksami…

20160425_121938   20160425_122103

Drugie parzenie, pięciominutowe, tylko upewnia mnie w moim początkowym odbiorze tej herbaty – z każdym kolejnym parzeniem będzie coraz bardziej goryczkowa, goryczką ziołową, cierpkawą, dość charakterystyczną… Piję napar i widzę w tej nieskomplikowanej, ale zadziornej herbacie, że w tym właśnie parzeniu zdaje się kąsać pijącego, by od tych ukąszeń zapamiętał ją na dłużej…

A jednak zaskakująco złagodniała przy trzecim parzeniu. Nawet kolor naparu stracił złoto na rzecz delikatnej, świeżej zieleni. Myślę, że cechą charakterystyczną tej herbaty jest zadziorność, którą można złagodzić zalewając liście przestudzoną wodą (około 70, a nawet 60 stopni Celsjusza). Przy wyższej temperaturze wody ujawni się dość wyrazista goryczka – polecam ją amatorom takich akcentów 🙂

Po czwartym parzeniu mogę śmiało stwierdzić, że trzecie parzenie powinno być ostatnim 😉

20160425_122554

Gdy przy chumushi sencha wspominam te wszystkie opisane spotkania herbaciane czuję ogromną wdzięczność. Przede wszystkim dla Roberta, którego herbaciana pasja działa szalenie motywująco. Dla Agnieszki, Łukasza, Patryka, Anety i Piotrka, którzy stali się niebywale ubogacającą częścią mojej herbacianej drogi a stworzenie z nimi Warszawskiego Kolektywu Herbacianego jest dla mnie cudowną herbacianą niespodzianką… dla Asi, Kacpra, Hikari i Marty którzy jako herbaciani kompani towarzyszą mi zbyt rzadko, ale których obecność te wspólne spotkania czyni pięknymi i radosnymi…Dla Maćka, którego optymizm i niezłomność jest godna podziwu i naśladowania.  Dziękuję Wam wszystkim! 🙂

Autorem oznaczonych zdjęć jest Patryk Szmelter/ Fotoluwak

 

Międzynarodowy Dzień Herbaty czyli do czego prowadzą herbaciane pogaduchy…

Dwa dni temu, 15 grudnia, przypadał Międzynarodowy Dzień Herbaty. Z tej okazji, wraz z Mistrzem Robertem, zorganizowaliśmy tego dnia spotkanie herbaciane w Onggi – Restauracji i Galerii Koreańskiej w Warszawie.

Całe zamieszanie zaczęło się od rozmowy na początku tego miesiąca, kiedy to spotkałyśmy się z Anią (Piewcy Teiny) i Ewą (Herbatniczek) na hangoucie. Rozmawiałyśmy sobie o chapanach i innych akcesoriach herbacianych, gdy nagle Ania zapytała:
– Dziewczyny, czy data 15 grudnia coś wam mówi?
– Nie, mnie nic nie mówi – powiedziałam.
– Mnie też nic – odparła Ewa.
– 15 grudnia – kontynuowała z uśmiechem Ania – przypada Międzynarodowy Dzień Herbaty.
Zanim skończyła mówić, wklepałam w wyszukiwarkę szukaną frazę, ale wyniki wyszukiwania w ogóle nie dotyczyły tematyki herbacianej.
– Na polskich stronach nic nie ma – powiedziałam.
– No właśnie! – przytaknęła Ania – Nikt nie świętuje.
Byłam ciekawa, czy strony rosyjskie coś o tym dniu piszą. Wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło „Международный день чая” i ku mojemu zdumieniu wyskoczyło mnóstwo informacji o tym wydarzeniu.
15 grudnia – Międzynarodowy Dzień Herbaty celebrują kraje ekonomicznie i gospodarczo mocno związane z uprawą herbaty, a więc Chiny, Sri Lanka, Indie, Bangladesz, Nepal, Wietnam, Kenia czy Tanzania stawiając sobie za cel zwrócenie uwagi na problem sprzedaży i dystrybucji herbaty oraz warunków socjalnych jakie zapewnia się osobom pracującym w tej branży. Jednak nadrzędnym celem Międzynarodowego Dnia Herbaty jest popularyzacja tego napoju. Decyzję o ustanowieniu 15 grudnia Międzynarodowym Dniem Herbaty podjęto w 2004 roku na Word Social Forum w Dubaju a zatwierdzono w 2005 roku w brazylijskim porcie Porto Alegre.
Jak wiadomo, historia herbaty sięga ok.4 tysięcy lat wstecz a lata 400-600 p.n.e. to wzrost zainteresowania w Chinach herbatą jako środkiem leczniczym. Połowa XVII wieku to z kolei początek popularności herbaty po „bostońskim piciu herbaty”. Od tego europejskiego historycznego wydarzenia kultura picia herbaty przeszła ogromną transformację wybierając i wypracowując dla siebie indywidualną formę spożywania tego napoju. Herbatę pija się z imbirem, cebulą, przyprawami lub z plasterkiem cytryny a niektórzy gotują liście herbaty na mleku z odrobiną soli i tłuszczu zwierzęcego. Każda z tych form świadczy o niezbicie o tym, że herbata pozostaje jednym z najpopularniejszych napojów na świecie.
Międzynarodowy Dzień Herbaty przypadający na 15 grudnia, choć nie jest obchodzony oficjalnie, w wielu krajach (głównie azjatyckich) jest dniem szczególnie akcentowanym poprzez organizowanie spotkań herbacianych, wykłady, warsztaty, akcje herbaciane propagujące wiedzę o uprawie, dystrybucji oraz o kulturze picia herbaty. Zabawnym zaskoczeniem były dla mnie znalezione na rosyjskich stronach wierszyków okolicznościowych, które powstały z okazji Międzynarodowego Dnia Herbaty! 🙂

Wieczorem tego samego dnia spotkałam się z Robertem, by podegustować trochę herbat. I tak od słowa do słowa zrodził się pomysł, by w Onggi uczcić Międzynarodowy Dzień Herbaty organizując spotkanie herbaciane. Pomysł wcieliliśmy w czyn.

Plan działania musi być, ale w miniony wtorek po raz kolejny przekonałam się, że czasami dobrze jest zapomnieć o planie i pozwolić na swobodny rozwój sytuacji, która może przynieść zaskakująco pozytywne niespodzianki.
Wielką niespodzianką było pojawienie się 15 grudnia w Onggi Ewy z Mężem. Do tej pory Ewę widziałam tylko na ekranie laptopa, a teraz mogłyśmy w końcu się wyściskać 🙂 Poznałam również Agnieszkę – autorkę bloga mycupofgreentea. Wielką radością było też ponowne spotkanie z Łukaszem, który prowadzi blog Dado – moja droga herbaty. Przyszła również pani Małgorzata – właścicielka uroczej herbaciarni na Ludnej… Zanim rozpoczęliśmy zebrało się już sporo osób. Plan był taki, by po krótkiej prelekcji o herbatach dalekowschodnich, zrobić degustację a potem umożliwić przybyłym gościom zaparzenie herbat dla innych świętujących w Onggi Dzień Herbaty. Ale w trakcie zaparzania przez Mistrza Roberta kolejnej i kolejnej herbaty, atmosfera mocno się rozluźniła, wszystkich ogarnął wesoły nastrój, czas przestał nas interesować i tak oto, nie przechodząc wszystkich punktów programu, zauważyliśmy, że zrobiło się już bardzo późno… 😉

Jestem przekonana, że herbata zbliża ludzi. Spotkanie z okazji Międzynarodowego Dnia Herbaty było tego doskonałym dowodem. Żartowaliśmy sobie nawet, że zamiast poważnego spotkania przy herbacie, rozmów o filozofii i sztuce zrobiło się nam chińskie spotkanie herbaciane; nieskrępowane rozmowy, dużo śmiechu, otwartość, chęć podzielenia się z innymi swoją wiedzą herbacianą, chęć wspólnego degustowania herbaty wraz z szukaniem ukrytych smaków w kolejnych naparach… dało w efekcie niezapomniany wieczór 🙂 Chociaż, gdyby tak dobrze się zastanowić, to rozmowy o filozofii również były … 🙂

Ponieważ niewiele tego wieczoru udało mi się zrobić zdjęć – zamieszczam kilka fotografii udostępnionych mi przez Ewę – autorstwa jej i jej Męża. Dziękuję 🙂

_DSC8723   _DSC8744   _DSC8769   _DSC8774   _DSC8778   _DSC8797   _DSC8798   _DSC8827   _DSC8829   _DSC8837   _DSC8846