Wysiłek przy herbacie czyli Herbaciana Terenówka z samowarem…

Słoneczna niedziela skłoniła mnie do długiego spaceru podczas którego – tym razem bez herbaty – zatęskniłam za herbatą z samowara pod chmurką. W styczniowym wpisie obiecałam o Herbacianej Terenówce z samowarem napisać a dzisiejsza aura zmobilizowała mnie do spełnienia tej obietnicy…
Tytułem dygresji: tak się ciekawie złożyło, że jutro minie rok od pierwszej oficjalnej Herbacianej Terenówki, która miała miejsce w poznańskim Parku Wieniawskiego przy temperaturze -8C i, jak do tej pory, nie udało się nam tego rekordu pobić. Ale wszystko przed nami… 😉
A wracając do samowara…

Wcale nie jest łatwo odpalić samowar pod gołym niebem jesienno-zimową porą, zwłaszcza przy mocnym wietrze. Robią tak tylko mocno zaawansowane herbaciane oszołomy… 😉 Przed Herbacianą Terenówką nigdy wcześniej nie odpalałam samowara i nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać, ale z pomocą przyszedł mi mój, cierpliwie znoszący wariacje herbaciane córki, Tata. Bo tak naprawdę całe przedsięwzięcie nie jest wcale takie proste…
Po pierwsze: zawczasu trzeba przygotować opał; jeśli chce się iść w stronę ekstremalnej ekologii, to świetnie nadają się drewno oraz szyszki. Ponieważ pogoda pod koniec listopada była raczej deszczowa, dwa tygodnie przed Herbacianą Terenówką z samowarem poszliśmy z Tatą do lasu i sporo tego opału nazbieraliśmy. Tydzień poświęciliśmy na solidne wysuszenie opału; po tym czasie zrobiliśmy pierwszą i zarazem generalną próbę przetestowania samowara…

Po drugie: trzeba samowar odpowiednio wyczyścić, jeśli jest zaniedbany i nadgryziony kamienistym lub rdzawym zębem czasu. Samowar, który szczęśliwym zbiegiem okoliczności znalazł się w moim posiadaniu, raczej był w dobrym stanie, ale parę razy wrzątkiem potraktowaliśmy jego wnętrze.

  

Po trzecie: przy odpalaniu samowara jesienno-zimową porą przy wietrznej pogodzie trzeba się przygotować na solidne dmuchanie by rozniecić ogień w samowarze – jest to doskonały test na siłę płuc 😀 Trzeba także pamiętać, że taka solidna wentylacja układu oddechowego oraz siłą rzeczy konieczność wdychania dymu mogą się zakończyć niekontrolowanymi napadami śmiechu i generalnie ogólnym stanem rozbawienia a nawet gwałtownej wesołości podobnym do stanu sami wiecie jakiego…
Pokonując jednak przeciwności losu, pogody oraz spontanicznych napadów śmiechu, efekt jest niezapomniany. Powiedziałabym nawet: bezcenny… Może właśnie te wszystkie trudy, które trzeba pokonać, by doprowadzić do zagotowania się wody w samowarze sprawiają, że herbata smakuje jakby pełniej… Oczywistym jest, że czysty smak herbaty jest zakłócony przez smak naczynia w którym zagotowywała się woda a sam napar herbaciany przyrządzony w samowarze nie tradycyjnie – w domowych warunkach, ale pod gołym niebem – nie nosi w sobie znamion intensywnej herbaty, ale… mimo wszystko jest to herbata pełna naszego zaangażowania, jaki włożyliśmy w jej przygotowanie…

Herbaciana Terenówka, która odbyła się w pierwszą niedzielę grudnia ubiegłego roku nosiła znamiona bardziej ekstremalnego przedsięwzięcia – mieliśmy dwa samowary i pogoda była dużo chłodniejsza a wiatr bardziej porywisty. Przy całej naszej wzmożonej pracy zespołowej nie udało się nam doprowadzić wody w samowarach do wrzenia. Oczywiście tym niepełnym wrzątkiem zaparzyliśmy herbaty czarne – nepalskiego Gold Buds`a i chińskiego Lapsanga Souchonga – co dało ciekawe efekty smakowe. No i nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo taki niepełny wrzątek idealnie przypasował do…zaparzenia herbaty białej. Zgodnie doszliśmy do wniosku, że jednak odpalanie samowara pod chmurka musi mieć miejsce podczas wyższych temperatur i w pogodę bezwietrzną…Cóż, wszystko przed nami… 🙂

Dziękuję przede wszystkim Oldze, która zmotywowała mnie do zrobienia herbaty z samowara w terenie, pomogła wszystko logistycznie zorganizować i przytargała swój samowar, którego jej zazdroszczę 😉 Dziękuję również wszystkim uczestnikom tej samowarowej terenówki: Agacie, która pomimo szoku termicznego po powrocie z Borneo dzielnie wspierała całą inicjatywę, Gosi, Agnieszce, Tomkowi, Julce i Szeranowi, którzy nie szczędzili płuc, by wodę w samowarach doprowadzić do wrzenia. Tomkowi dodatkowo dziękuję za zdjęcia 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s